Zbrodniarz jako owieczka, chora owieczka

Do grona hierarchów walczących z karą śmierci, o których wspomniał Feanaro, dołączył ostatnio biskup pelpliński Jan Bernard Szlaga. Użył on porównania do sytuacji chorego, ?którego się nie zabija, ale leczy? i dodał, że ?więźniów nie powinno się zabijać, ale leczyć?. Dalej stwierdził, że ?śmierć jest zabraniem szansy człowiekowi, przestępcy, zbrodniarzowi?. Wspomniał, że sam Kościół ?dość obficie ją serwował poprzez działania inkwizycji, ale to wszystko się wyciszyło?. Bp Szlaga przyznał, że często ?zbrodnie są wielkie? a ?śmierć jest zamknięciem życia, które potem już się nie regeneruje?. ?Natomiast, gdy kara jest bardzo wysoka, np. dożywocie czy 25 lat, jest to kara przeznaczona, aby więzień, dany skazaniec nawrócił się, zadośćuczynił za swoje grzechy, przewinienia, zbrodnie i by mógł ewentualnie do życia powrócić?.zb

Dosyć cytatów za wiara.pl.

Nasuwają się mi następujące kwestie:

1. Tyle w tym kontekście mówi się o „godności człowieka” (tu: mordercy). Czy to jest traktowanie godne – uznawać człowieka z góry za chorego, a zatem za wariata, niepoczytalnego? Czy skoro tak, w ogóle nie należałoby wykreślić zakazującego morderstwa przykazania z dekalogu? No bo skoro ten, kto zabił, ten jest chory, – oczywiście chory umysłowo, bo fizyczne choroby raczej nie popychają do mordów – a kto jest chory umysłowo, jest niepoczytalny, a zatem nie powinien ponosić odpowiedzialności za swój czyn! To jest dopiero odzieranie człowieka z godności! Skoro człowiek nie może świadomie i odpowiedzialnie popełnić zbrodni, to na czym ma polegać ta cała godność bycia człowiekiem? Przecież gdy uczyni coś dobrego, to także nie będzie rezultat jego woli, ale wpływu społeczeństwa, które tym razem dobrze go do siebie przystosowało (no, katolicy powiedzieliby za Augustynem jeszcze mocniej – to wyłącznie łaska boża).

2. Uderzyło mnie określenie, iż stosowanie k.ś. przez Kościół „się wyciszyło”. No, ale to drobiazg, tak, czepiam się.

3. Teza o wychowawczym charakterze kary jest delikatnie mówiąc, zabawna, przez swe oderwanie od rzeczywistości: primo, ile osób nawraca się pod wpływem odsiadywania 25 lat? Co intensywnej działa w kierunku nawrócenia i skruchy: perspektywa nieuniknionej śmierci za powiedzmy rok (taki moim zdaniem powinien być margines, w razie gdyby okazały się nowe okoliczności) czy perspektywa wyjścia na wolność za co najwyżej 25 lat? No i niby na czym mogłoby polegać zadośćuczynienie za morderstwo? Komu? Bliskim ofiary? Chciałbyś, drogi Czytelniku, by ktoś, kto zamordował bliską Ci osobę, jakość Ci zadośćuczyniał?

 

Co sądzisz o tym wpisie?
  • Genialny (1)
  • Świetny (3)
  • Niezły (1)
  • Kiepski (1)
  • Beznadziejny (0)

3 thoughts on “Zbrodniarz jako owieczka, chora owieczka

  1. Przy założeniach
    1) choroba umysłowa (?) odbiera godność
    2)choroba umysłowa (?) determinuje niepoczytalność
    3) leczenie oznacza wyłącznie kurację psychiatryczną
    4)znane są prognozy „nawrócenia” po zasądzeniu 25 lat więzienia i po peryspektywie 1 roku oczekiwania na KŚ
    możnaby się z Autorem zgodzić.

    • A skąd te założenia? Chyba nie z mojego wpisu, bo ich tam nie widzę.
      1) uznawanie człowieka z góry za chorego odbiera godność.
      2) skoro „choroba” ma być argumentem przeciwko karze, to chyba w tej perspektywie założone jest, iż ogranicza poczytalność, bo inaczej nie powinna mieć wpływu na karę.
      do 3) i 4) trudno mi się odnieść, bo -jak się wydaje – opiera się na złożeniu, którego nie aprobuję: że w karze chodzi o dobro przestępcy. Moim zdaniem to nie ma nic (albo niewiele) do rzeczy. Kara musi być (i to surowa), by podtrzymać wiarę zwykłych obywateli w świętość (taką świecką, nie religijną) pewnych zasad.

  2. Choroba była użyta jako przykład przez księdza, z którym dyskutujesz.
    Porównywał przestępcę do chorego, nie twierdził, że nim jest.
    Przestępstwo potraktował jako objaw pewnego zaburzenia – moralnego? socjalnego? behavioralnego? które może przypominać chorobę, bo można je leczyć – resocjalizacją.
    Bardzo szlachetnie.
    Nie znam się na karnistyce, zwłaszcza na jej etycznej ani praktycznej podstawie, ale z tego, co mi się o uszy obiło, resocjalizacja działa. O ile jest, oczywiście odpowiednio stosowana. Obiło mi się też, że nie we wszystkich przypadkach.
    W każdym razie zresocjalizowanego przestępcę, który już wie, że zrobił źle, potrafi już też poradzić sobie w życiu bez łamania prawa odzyskujemy dla społeczeństwa. Nie zresocjalizowanego można trzymać w odosobnieniu i sprawić, by też stał się przydatny.
    Wysokośc kary niczego nie zmienia, zmienia nieuchronnośc, ale też tylko w dużym stopniu, nie we wszystkich przypadkach.
    Wybacz,że nie przystąpiłam do tradycyjnej dyskusji, czyli zbijania twoich argumentów, wykazywania błędów logicznych czy innych oraz udoskonalania swojego oręża do dalszych bojów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

O autorze

  • ZoroastresZoroastres

    Mój pseudonim pochodzi od bohatera książki Nietzschego, mojego ulubionego filozofa. Jestem hellenistą reformowanym, współautorem projektu Olympeion, w ramach którego szukamy współczesnych form dla swej wiary (patrz też blog olympeion). Hobbystycznie zwalczam monoteizmy, takie jak chrześcijaństwo czy islam (na blogu panislam). Łączę w tej krytyce podejście socjologiczne z inspiracjami nietzcheańskimi. Nie mam natomiast - wbrew pozorom - nic wspólnego z zaratustrianizmem. Przeczytaj też : wywiad ze mną

Archiwa

W ostatnich 7 dniach


14
Unique
Visitors
Powered By Google Analytics