Tego, który głębię widział

 

Tego, który głębię widział, chcę uczynić [znanym] mojemu krajowi,

tego, który [wszystko] poznał i wszystko [poj]ął,

tego, [który…] podobnie […],

doskonałego w mądrości, który wszystko [pojął],

tajemnicę widział, to co ukryte, otworzył,

przekazał wieści sprzed potopu,

drogę odległą przeszedł, trudził się, ale (potem) odpoczął

i [zapisał] na kamiennej steli cały swój trud.

 

Tak zaczyna się sławny epos o Gilgameszu. Niesłusznie nazywany "najstarszym dziełem literackim świata", bo mamy wcześniejsze od niego spisane hymny i opowieści z Sumeru i Egiptu. Niewątpliwie jest to jednak najstarszy epos stworzony przez ludzkość. To, czym obecnie dysponujemy, stanowi 12 tabliczek z VII wieku p.n.e., pochodzących z biblioteki Aszurbanipala w Niniwie. A także kilka fragmentów głównie z Babilonii. Sam utwór datowany jest na ok. 2000 lat p.n.e. i powstał na bazie wcześniejszych pieśni sumeryjskich. Wydawnictwo Agade w serii Antologia literatury mezopotamskiej wznowiło właśnie jedyny pełny, naukowy przekład eposu w języku polskim dokonany bezpośrednio z oryginału.

Poprzednie wydanie ukazało się w 2002 roku. Jego autorami są Krystyna Łyczkowska, Piotr Puchta i Magdalena Kapełuś. Tamto wydanie jednak bardzo szybko zniknęło z rynku księgarskiego, w dodatku w rok później ukazało się znakomite krytyczne tłumaczenie eposu na j. angielski autorstwa Andrew George’a. Obecne wznowienie zostało zaktualizowane na jego podstawie, a także uzupełnione o dwa krótkie teksty z okresu babilońskiego.

Niestety, ten wspaniały epos, który autorzy tłumaczenia nie bez kozery stawiają na równi z Homerem, Eddą i Kalevalą, został w naszym kraju w barbarzyński sposób spaskudzony. Najpierw mieliśmy w latach 20. tzw. "tłumaczenie" autorstwa Józefa Wittlina, będący nie dość że nie tłumaczeniem oryginału a przekładem nieznośnej niemieckiej parafrazy Buckhardta, to jeszcze podanej w ohydnym sosie młodopolskim. Polecam miłośnikom takich perełek jak Ludomiła Germana przekład Pieśni o Nibelungach, gdzie miast "młodzieńców z Niderlandów" występują mołojcy z Żuław. Najbardziej jednak zepsuł polską literaturę niejaki Robert Stiller, wydając swojego gniota z którym – niestety – większość kojarzy dzisiaj Gilgamesza. Stiller, który nie zna sumeryjskiego czy akadyjskiego zrobił coś co nawet ciężko nazwać "przekładem". Skompilował sobie własną wersję sklejając fragmenty z rozmaitych różnojęzycznych przekładów i parafraz, głównie rosyjskich. Ponieważ oryginalny tekst klinowy zawiera luki, Stiller samopas je sobie pouzupełniał, a sam tekst pokaleczył – wyciął jedną z relacji Gilgamesza o śmierci Enkidu (bo nie podobało mu się że powtarza się ona 3 razy); zaś XII tabliczkę, dodaną później do oryginalnego eposu, w ogóle usunął i jak sam napisał w posłowiu "zamiast niej zmontowałem własną". I tak "tłumaczenie" to, nie mające zbyt wiele wspólnego z oryginalnym eposem i pełne nieznośnych rusycyzmów (Stiller stwierdził że usunie "barbarzyńskie" słowa pochodzące z języków romańskich czy germańskich i tak jego bohaterowie "przemierzają wiorsty") doczekało się aż trzech wydań, z czego drugie – niestety – w ramach wspaniałej serii Bibliotheca Mundi. A w 2004 roku wyszło trzecie wydanie, w którym Stiller dodał obszerne posłowie. A w nim w wulgarny sposób, rynsztokowym słownictwem, opisuje polskie środowisko naukowe i literackie które to jego, wielkiego pisarza i naukowca-samouka, prześladuje.

Oby zatem to najnowsze wydanie zdołało oczyścić polską literaturę i dać jej prawdziwy obraz eposu. Książka zawiera przekład wszystkich większych fragmentów eposu. Co znaczy "większych"? Czyli tych, gdzie da się rozczytać więcej niż dwa-trzy słowa i uzyskać spójną narrację. Niestety wiele wersji eposu to tabliczki tak zniszczone, że jesteśmy w stanie odczytać jedynie pojedyncze słowa, nie będąc w stanie ich umieścić w konkretnym miejscu tekstu. Mamy w tej książce zatem następujące wersje: standardową, 12-tabliczkową wersję z Niniwy, zbiór fragmentów z okresu staro i średniobabilońskiego oraz okruchy wersji hetyckiej. Mimo że teksty te możemy nazwać "pełnymi", nadal są pełne luk (nieraz dosyć znacznych), a na większości tabliczek brakuje nie tylko po kilkanaście wersów, ale nieraz i całych kolumn tekstu. Czytając treść, jesteśmy w stanie uzyskać logiczny ciąg wydarzeń, narracja jednak częstokroć się rwie, pozbawiając nas dokładnych opisów poszczególnych wydarzeń.

Mam żal do autorów przekładu, iż nie zamieścili w książce również pięciu sumeryjskich pieśni opowiadających o Gilgameszu. Sami tłumaczą się z tego i podają mocne argumenty na swoją obronę we wstępie – jedynie trzy z tych pieśni korespondują z treścią eposu, jako takie nie są z nim związane (stanowiły jedynie jedną z kanw na których powstał), a ich przekład znajdziemy w innym tomie Antologii literatury mezopotamskiej pt. Eposy sumeryjskie. Mimo wszystko zamieszczenie ich na końcu tej publikacji byłoby przydatne, w angielskim wydaniu George’a tak zrobiono…

Epos o Gilgameszu jest wspaniałym dziełem epickim, przy pierwszym zetknięciu może nieco ciężkim w odbiorze dla niektórych (na co wpływa zupełnie inna od naszej struktura gramatyczna języka akadyjskiego, tworząca zdania typu "on poszedł on"). Utwór nie tylko opiewa bohaterskie czyny Gilgamesza i Enkidu, ale porusza również od zawsze ważki problem ludzkości – zagadnienie śmierci i nieśmiertelności.

Dla nas, skupionych wokół tej strony, ma dużą wartość również XI tabliczka eposu, pokazująca pewien ciekawy mit. Utanapisztim ostrzeżony przez boga Ea ratuje się przed potopem budując arkę, na którą zabiera zwierzęta. Po potopie jego arka osiada na górze, a Utanapisztim wypuszcza jaskółkę, która powraca i kruka który znajduje stały ląd. Znakomite źródło do krytyki biblijnej i ukazania chrześcijanom prawdziwych korzeni ich wierzeń.

Co sądzisz o tym wpisie?
  • Genialny (3)
  • Świetny (5)
  • Niezły (1)
  • Kiepski (0)
  • Beznadziejny (1)

3 thoughts on “Tego, który głębię widział

  1. Pendem nabendem. Stamtąd my wszyscy! Gdyby nie Akadyjczycy i ich następcy, wszyscy bylibyśmy barbarzyńcami, albo przynajmniej z tysiąclecie do tyłu. Swoją drogą gdy porównamy trwałość ich nośników tekstu z naszymi, to trzeba przyznać, że mają pewną przewagę. Co dziś można zrobić z genialną książką zapisaną na dyskietce 5.14′ ? Za sto lat wszystkie nasze dyskietki, cd, dvd, blureje, zapewne się porozpadają albo zerodują w powietrzu, a ich tabliczki, proszę, prawie 3 tys. lat i dają się przeczytać!

  2. Dobry artykuł. Pierwszy raz z Gilgameszem spotkałem się przy okazji komiksu „Bogowie z gwiazdozbioru Aquariusa”. Dzisiaj słucham pieśni o Gilgameszu w wykonaniu Teatru Pieśni Kozła.

    Kolego Zaratustra – być może i trwałość tabliczek kamiennych jest znamienna. Jednak dostępność i funkcjonalność dzielniejszych nośników bije na głowę tabliczki kamienne. Nie uważasz? 🙂

  3. >> Jednak dostępność i funkcjonalność dzielniejszych nośników bije na głowę tabliczki kamienne.<<
    Powiedzmy, że zasięg geograficzny przeważa nad zasięgiem w czasie, komunikacja ze współczesnymi nad przekazem tradycji. Niedawno słyszałem, że większość płyt CD mają trwałość ledwie kilku lat!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

O autorze

  • feanarofeanaro

    Historyk wyznający słowiańskich bogów. Z chrześcijaństwem i jego apologetami będzie polemizował nie tylko z perspektywy historycznej.

Archiwa

W ostatnich 7 dniach


17
Unique
Visitors
Powered By Google Analytics