Tajemnica dobrej spowiedzi

Kiedyś, przed laty, zostałem wraz z całym rocznikiem poddany procesowi przygotowywania do tzw. Pierwszej Komunii. istotnym elementem tego procesu była nauka spowiedzi. Pamiętam, że nie wolno było powiedzieć po prostu: „byłem niegrzeczny”, ale należało wymienić konkretne uczynki, którymi się Bozie obraziło. Również w późniejszych latach spowiednicy umacniali we mnie przekonanie, że spowiedź ma sens, gdy się nazwie rzecz po imieniu, i jeszcze określi „ile razy”. Przecież inaczej wystarczyłoby, po protestancku, na mszy wspólnie wyznać (co zresztą się robi), „Spowiadam się Bogu wszechmogącemu i wam bracia i siostry, że bardzo zgrzeszyłem” itd. No, ale to przecież nie jest prawdziwa spowiedź, trudno tu mówić o prawdziwym wyznaniu grzechów, raczej przypomnienie wdrukowanej przez Kościół prawdy o plugawej naturze ludzkiej. Przejrzałem nawet kilka internetowych poradników dobrej spowiedzi i utwierdziłem się, że katecheci dobrze mnie uczyli.

Tymczasem…

Fanfary zagrały, ludzie z miejsc wstali, bo oto biskupi Kościoła bijąc się w piersi wyznają swoje grzechy! Cóż za wspaniały przykład pokory i samokrytycyzmu! Tak to przynajmniej odtrąbiła prasa. Na przykład rzeczpospolita pod tytułem „Biskupi biją się w piersi i proszą o przebaczenie”. Zajrzałem do owego listu i faktycznie, można tam znaleźć akapit, który zaraz przytoczę. Poprzedzony jest on wezwaniem wiernych do postawienia Boga w centrum swego życia, wyzbycia się egoizmu, otwarcia na potrzeby innych, uporządkowania życia rodzinnego, pomocy młodym, by do małżeństw się dobrze przygotowali, by wszyscy trwali w wierności itd. Potem BUM BUM – biskupi biją się w piersi:

Jako pasterze Kościoła nie chcemy poprzestać na retorycznych pytaniach i apelach kierowanych do innych. Wiemy, że niepokojący podział naszego społeczeństwa domaga się od wszystkich, również od nas, postawy głębokiego nawrócenia. Wiemy, że wzywając innych do przemiany serc, sami musimy dać przykład. Naśladując zatem Jana Pawła II, który niejednokrotnie miał odwagę prosić o przebaczenie za grzechy popełnione przez dzieci Kościoła, chciejmy i my wyznać, że niejednokrotnie zbyt mało jednoznacznie piętnowaliśmy zło, że nie szukaliśmy dróg porozumienia i jedności.

Przypomina mi się dowcip: władca będący straszliwym i krwiożerczym tyranem wezwał swojego doradcę i kazał mu: Muszę wreszcie poznać prawdę o sobie. Wygarnij mi wszystko w twarz – oczywiście, nic ci za to nie grozi – wszystkie moje błędy i wady. Kto nie pozna swoich słabości nie może się rozwijać. Nie mniej litości, mów szczerze i bez owijania w bawełnę. Na to doradca: Powiem szczerze, ale nie gniewaj się panie: stanowczo, jesteś zbyt dobry, zbyt wyrozumiały, zbyt litościwy

Chyba że, biskupi przez zbyt mało jednoznacznie piętnowaliśmy zło, rozumieją zaprzeczaliśmy w żywe oczy, kryliśmy swoich ludzi własnym autorytetem, piętnowaliśmy zwyrodnialców prznosząc ich do innych parafii… Ale ja tam ich już nie wiem…

Co sądzisz o tym wpisie?
  • Genialny (7)
  • Świetny (3)
  • Niezły (1)
  • Kiepski (4)
  • Beznadziejny (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

O autorze

  • oribasiosoribasios

    Był wybitnym lekarzem, przyjacielem cesarza Juliana. Wsławił się sporządzeniem wyciągów z dzieł medycznych, które potem kolejnym pokoleniom służyły za podręczniki. Dla nas będzie sporządzał wyciągi z innych dzieł aby leczyć inną chorobę. Poszukiwacz zaginionego sensu greckich mitów. Samozwańczy reformator hellenizmu.

Archiwa

W ostatnich 7 dniach


12
Unique
Visitors
Powered By Google Analytics