Przebudzenie?

Po kanclerz Merkel, której krytyczną wypowiedź wobec multikulti można uznać za pierwszą jaskółkę w podobny tonie wypowiedziało się ostatnio dwóch przywódców największych Europejskich krajów: brytyjski premier Cameron i prezydent Francji Sarkozy.

David Cameron przyznał, że prowadzona od 30 lat polityka wielokulturowości, w myśl której ludzie o różnym zapleczu religijnym, kulturowym czy etnicznym żyją obok siebie zgodnie i w pokoju, nie przyniosła spodziewanych rezultatów. Zwłaszcza w przypadku liczącej 2,4 mln ludzi społeczności brytyjskich muzułmanów (…).

W opinii wielu Brytyjczyków ubocznym efektem polityki wielokulturowości są etniczne getta. To w nich w poczuciu wyalienowania dorastają młodzi ludzie, którzy pod wpływem ekstremistycznych organizacji zamieniają się nierzadko w zamachowców.

Musimy ograniczyć pasywną tolerancję ostatnich lat – mówił Cameron w Monachium, gdzie przyjechał na coroczną konferencję na temat światowego bezpieczeństwa. – Oceńmy dobrze te [muzułmańskie] organizacje. Czy wierzą w uniwersalne prawa człowieka, w tym kobiet, i prawa ludzi wyznających inną religię? Czy wierzą, że wszyscy są równi wobec prawa? Czy wierzą w demokrację i prawo obywateli do wyboru własnego rządu? Czy zachęcają do integracji czy ekstremizmu?

Szef brytyjskiego rządu opowiedział się za bardziej zdecydowaną promocją zachodnich wartości takich jak wolność wypowiedzi, religii, demokrację, równe prawa bez względu na płeć, rasę czy orientację seksualną. *)

Tydzień później, w podobnym tonie wypowiedział się Sarkozy

Na pytanie: „Czy multikulturalizm okazał się we Francji porażką?” Sarkozy odparł: „Tak, to oczywiste”. (…) „Trzeba akceptować każdego w jego odmienności, ale nie jest projektem Francji, by każda wspólnota żyła w odosobnieniu” – podkreślił Sarkozy. Następnie odniósł się bezpośrednio do obecności we Francji najliczniejszej w Europie społeczności muzułmanów. Podkreślił, że Francja nie życzy sobie „zasłon całkowicie zasłaniających ciało (jak burka czy nikab – PAP)” ani też „ostentacyjnych modlitw” muzułmanów w miejscach publicznych. Nawiązał w ten sposób do modlitw wyznawców islamu na ulicach Paryża czy Marsylii, które Marine Le Pen, szefowa nacjonalistycznego Frontu Narodowego, określiła niedawno jako „okupację”. Sarkozy dodał, że jest „całkowicie normalne”, że we Francji są budowane „miejsca kultu – meczety”. „Pragniemy islamu francuskiego, a nie islamu we Francji” – zaznaczył prezydent.*)

Powiało optymizmem. Czy jest to optymizm uzasadniony, przekonamy się obserwując jednak konkretne działania. Tymczasem, okazuje się, że nawołujący do jedności narodowej rząd Camerona planuje wycofanie lekcji wychowania obywatelskiego ze szkół *). Z całą pewnością absurdem jest obdarowywanie w ciemno państwowymi pieniędzmi organizacji „promujących kulturę islamską” bez weryfikacji o które elementy tej kultury chodzi. Zresztą w ogóle wspieranie organizacji religijnych przez państwo budzi mój sprzeciw. Jedyne, co państwo ma do zrobienia w stosunku do organizacji religijnych, to pilnowanie, czy nie łamią prawa – a to dotyczy wszystkich organizacji. Czy mamy do czynienia z faktycznym przebudzeniem? Niewykluczone, choć sama świadomość problemu nie jest jeszcze jego rozwiązaniem. Zwłaszcza, że do pewnego stopnia Europejczycy sami są sobie winni. Widać to choćby w wypowiedzi Camrona – z jednej strony wolność religijna, a z drugiej konieczność dostrzeżenia, że bynajmniej nie wszystkie religie są w tej samej relacji do państwa. Sarkozy marzy o francuskim islamie. Obaj zdają się sugerować, że islam jako taki (jako religia) nie jest zły, zły jest ekstremizm (to również rozróżnienie Camerona). Czy jednak nie popełniają tu błędu erupocentryzmu? Postrzegają islam przez pryzmat własnej religii, letniego, zsekularyzowanego chrześcijaństwa? Niewykluczone, że istnieją bardziej przyjazne formy islamu. Ja jednak podejrzliwie zadałbym pytanie: ile w tym islamie jest procent islamu? Swego czasu Brytyjczycy pokładali spore nadzieje w ruchu Ahmadija. Problem w tym, że ten pacyfistyczny i otwarty odłam został uznany za heretycki przez wszystkie inne odłamy.

Co sądzisz o tym wpisie?
  • Genialny (1)
  • Świetny (0)
  • Niezły (0)
  • Kiepski (0)
  • Beznadziejny (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

O autorze

  • Kafir (alias Zaratustra)Kafir (alias Zaratustra)

    Kafir, znaczy niewierny, tak muzułmanie określają wszystkich, poza sobą. Jako poganin, miano to noszę z dumą.

Archiwa

W ostatnich 7 dniach


58
Unique
Visitors
Powered By Google Analytics