Eric Dodds o poganach i chrześcijanach

Książka Pogaństwo i chrześcijaństwo w epoce niepokoju jest o tyle ważna, że napisał ją jeden z najwybitniejszych, filologów klasycznych ubiegłego wieku Eric R. Dodds. W tytule ważne jest owo i, gdyż Dodds stara się raczej rozrysować ogólną panoramę duchową omawianej epoki, czyli to, co jednym i drugim poniekąd było wspólne, dopiero takie tło pozwala tym lepiej uchwycić różnice. Epoka, która interesuje autora to okres od Marka Aureliusza do konwersji Konstantyna, czyli okres gdy chrześcijaństwo przygotowywało się do odniesienia swego tryumfu a pogaństwo zaczynało chylić się do upadku.
Autor stara się zachować światopoglądową równowagę, jako agnostyk daleki jest od wybielania kościelnych pisarzy, z czym mamy do czynienia, gdy czytamy o nich jako o Ojcach Kościoła.
Książka stanowi zapis czterech wykładów, z których każdy porusza kwestie kluczowe zarówno dla zrozumienia schyłkowego pogaństwa jak i chrześcijaństwa. Pierwszy rozdział dotyczy problemu stosunku ludzi do świata materialnego. Opisuje ogólnokulturalny nurt polegający na tym, że ludzie stracili zainteresowanie do otaczającego ich świata, zwrócili się natomiast ku sobie samym. Kluczową linią podziału jest tu ta nakreślona przez Arystotelesa – oddzielająca świat podksiężycowy, zmienny i (jak później to rozwijano) skażony, od świata niezmiennych (i stąd doskonałych) ciał niebieskich i świata idei. Nawiasem pisząc, jakże by się Arystoteles zdziwił, gdyby mu pokazano plamy na słońcu, albo efekt uderzenia komety w Jowisza! Ale linia jest tylko linią, można ją przeprowadzić przez dowolne dwa punkty. Wówczas w każdym razie przebiegała właśnie tam. I była wykorzystywana do wykazywania marności ludzkiego życia, również przez pisarzy pogańskich – Cycerona, Senekę, Celsusa i in. Przekonanie, że działania człowieka to „dym i nicość” wydaje się być powszechne, podobnie jak wyobrażenie o świecie, jako o teatrze, w którym ludzie (tylko) odgrywają swoją rolę. Ta „pogardliwa rezygnacja” została przez Plotyna przeniesiona do całej szkoły neoplatońskiej. A jednak w tradycji pogańskiej nie pojawia się wprost myśl, że „ten świat” jest po prostu zły, mógł być co najwyżej przez zło zamieszkany. Jak powiada Dodds: „żaden arystotelik, ani też żaden ortodoksyjny platonik nie mógł potępić świata jako całości. Gdy spotykamy się z takim potępieniem, musimy podejrzewać, ze zasadniczo wywodzi się ono ze źródła ulokowanego o wiele dalej na wschód, z dualizmu bardziej radykalnego niż przekonania Platona” (24n). Również pojęcie upostaciowanego zła – Diabła było herezją na gruncie tradycji greckiej i uchodziło za nią jeszcze u Celsusa, choć już Porfiriusz i Jamblich sięgają do perskiej tradycji mówiąc o władcy demonów. Dodds pisze o „tendencji gnostycznej” jaka ogarniała stopniowo ówczesną kulturę. Narastało jednocześnie poczucie wyobcowania, które widoczne jest zwłaszcza u chrześcijan mówiących o sobie jako o pielgrzymach w każdej ojczyźnie. Ale obraz życia jako przystani w podróży pojawia się też u Marka Aureliusza.
Teraz już nie tylko filozofowie zadają pytanie „po co tu jesteśmy”. Jak zauważa autor „Nie jest to właściwie pytanie, jakie łatwo mogliby zadać sobie ludzie szczęśliwy; szczęśliwe życie wydaje się swym własnym usprawiedliwieniem” (30) – trudno się nie zgodzić z tym zdaniem. Wiele godzin spędziłem na katolickim forum, gdzie pytanie to wydawało się psychologiczną podstawą wiary wielu chrześcijan. Dla nich bez Boga życie nie ma sensu, nie mają sensu również wszystkie drobne małe sensy, jakie wypełniają nasze życie. Musi u końca być ostateczna nagroda lub kara, aby chciało im się żyć. Wypada im zatem współczuć.
W środowisku pogańskim istniał szeroki wachlarz poglądów na temat wartości ciała, życia i świata. Wiele było także pesymistycznych, postrzegających inkarnację jako zło, grzech duszy. Zdarzały się również przejawy wrogości do siebie samego, wyrażające się wśród pogan w dość umiarkowanych formach – jako codzienne ocenianie siebie (zgodnie z zaleceniem Pitagorasa by nie zasypiać bez przeprowadzenia tego rodzaju rachunku sumienia). Natomiast ludzkie ciało nie było oszczędzane: „Poganie i chrześcijanie (chociaż nie wszyscy poganie i nie wszyscy chrześcijanie) rywalizowali ze sobą w obrzucaniu ciała obelgami; glina i krew, plugawy worek ekskrementów i uryny” (36). W rezultacie dusza znajdywała radość w torturowaniu ciała – i to dosłownie. Dawne platońskie rozumienie ascezy jako ćwiczenia zastąpiło inne, przepojone nieufnością i wrogością do ciała. Jednak różnica między poganami a chrześcijanami jest tu zasadniczo ilościowa. Przykładem są pogańskie Sentencje Sekstusa, które po drobnych przeróbkach zostały przejęte przez chrześcijan. Te przeróbki i poprawki wskazują właśnie na różnicę:

„Ascetyzm aforyzmów pogańskich jest umiarkowany, by nie powiedzieć banalny: podstawą pobożności jest samokontrola, powinniśmy jeść tylko wtedy, gdy jesteśmy głodni, spać tylko wtedy, gdy musimy, unikać pijaństwa, zaznawać kontaktów seksualnych tylko w celu uzyskania potomstwa. W odniesieniu do ostatniego punktu chrześcijański redaktor prezentuje o wiele surowszy punkt widzenia: małżeństwo, jeśli w ogóle do niego dojdzie, powinno być ‚rywalizacją we wstrzmięźliwości’, a samokastracja jest czymś lepszym od nieczystości” (39)

– to zresztą powtórzenie słów Jezusa, zniekształconych przez polskich tłumaczy. Jezus powiada, że „niektórzy sami czynią się eunuchos dla królestwa Bożego” – tłumacze przekładają to „bezżenni” (BT Mt 19,12, Biblia Warszawska tłumaczy poprawniej – trzebieńcy). Dalej poszli marcjoniści (do których ostatecznie przystał Tertulian) odmawiając osobom zamężnych w ogóle sakramentów. Mówiąc krótko, chrześcijanie wyprzedzili wszystkich ascetów pogańskich nie tylko o głowę. Dodds nie waha się nazwać tego uwielbienia dla dziewictwa i wrogości do ciała wolno działającą trucizną fanatycznego rygoryzmu, która do dziś z Kościoła nie została wyrzucona (42).

Sądzę, że to ważna przestroga dla tych, którzy sięgają w swym poszukiwaniu pogańskich inspiracji do późnego antyku. Przynajmniej zdaniem Doddsa, nie jest tak, że chrześcijaństwo było chorobą na zdrowym ciele kultury. Choroba ogarnęła całą kulturę, a chrześcijaństwo było jej najwyrazistszą manifestacją. Pisze on: „Skłonny jestem postrzegać całe to wydarzenie mniej jako infekcję z zewnętrznego źródła, a bardziej jako endogenną neurozę, wskaźnik intensywnego i szeroko rozprzestrzenionego poczucia winy. Materialna nędza III w. n.e. z pewnością sprzyjała wystąpieniu tego zjawiska, ale to nie ona je spowodowała, ponieważ jego początek, jak mogliśmy zauważyć, sięga o wiele głębiej” (42).

Innym aspektem narastającego kryzysu zajmuje się autor w rozdziale kolejnym, w którym opisuje wielkie zwrócenie się ludzi w kierunku świata duchów, daimonów, ale i ku własnym snom. Jest to więc rozdział o pewnego rodzaju doświadczeniach religijnych, często o chorobliwym charakterze, jak u Arystydesa, którego dziennik snów autor analizuje porównując ze snami chrześcijanki Perpetui. Rozdział ten, podobnie jak następny – poświęcony „wysokiemu” mistycyzmowi są fascynującym przyczynkiem do psychologii religii. Porównanie mistycyzmu Plotyna i różnych odłamów ówczesnego pogaństwa, choć syntetyczne, na wiele kwestii pozwala rzucić ciekawe światło. Nie zdawałem sobie na przykład dotąd sprawy ze skali wpływów myśli żydowskiej na Plotyna (w późniejszych pismach, jak się wydaje przezwyciężonych).

Najciekawszy dla mnie był rozdział czwarty Dialog pogaństwa z chrześcijaństwem. Opisuje tam w sumie rzeczy dobrze znane czytelnikom naszej strony, jednak z perspektywy syntetycznej i – znowu – rzucając kilka ciekawych spostrzeżeń. Omawiając potoczne wyobrażenia o chrześcijaństwie, pełne przesądów i uprzedzeń (vide – Fronton), nie pomija jednak realnych przyczyn tej wrogości (faktyczne rozbijanie rodzin, odcięcie od społeczeństwa itp.)
Przechodzi następnie do sporu intelektualistów jaki 9po stronie pogańskiej) Celsus czy Porfiriusz. Co ciekawe, o „sporze” pierwszego z Orygenesem, pisze: „Celsus był bardziej rygorystycznym monoteistą niż Orygenes: z pewnością uważał chrześcijan za bluźnierców, którzy stawiają kogoś innego na równi z najwyższym Bogiem. Niemniej zachował, to prawda, pewien rodzaj politeizmu: uważał, że powinniśmy okazywać szacunek podporządkowanym bogom i demonom, którzy są sługami i wykonawcami najwyższego Boga” (112). Ciekawe są również podobieństwa w sferze etyki: „błędem byłoby zakładać, że dyskusja toczyła się pomiędzy chrześcijańskim rygoryzmem a pogańska rozwiązłością” (114). W istocie chodziło o to, że pogańscy filozofowie nauczali elity, a chrześcijanie oferowali coś, co było w istocie „platonizmem dla mas” (115).
Na tle tych licznych podobieństw wyłania się jedna zasadnicza różnica, mieszcząca się w greckim słowie pistis – wiara. Dla pogan była ona czymś godnym pogardy w porównaniu z wiedzą. Dodds przytacza słowa Juliana: ‚W waszej filozofii nie ma nic poza jednym słowem ‚Wierz!’”. Dużo dobrego pisze autor o metodzie Porfiriusza: „W istocie, był on pierwszym człowiekiem – na ile nasza wiedza pozwala nam stwierdzić – który wykorzystał kanony krytyki historycznej w odniesieniu do Biblii” (120).
Jest jednak jedno, ale duże, ‚ale’ – późny neoplatonizm sam stawał się religią opierającą się na pistis, nakazują tak zarówno Wyrocznie chaldejskie i pisma hermetyczne.
Z drugiej strony zachodził proces odwrotny po stronie chrześcijańskiej, choć – co trzeba zaznaczyć ostatecznie zakończony niepowodzeniem – wykorzystania filozofii w służbie wiary. Orygenes jest tu najważniejszym przykładem próby dokonania syntezy platonizmu z chrześcijaństwem – syntezy, w której nierzadko platonizmu (i plotynizmu) było więcej niż św. Pawła (121).

Na zakończenie autor podejmuje próbę odpowiedzi na pytanie o przyczyny ostatecznego sukcesu chrześcijaństwa. Oczywiście, jako znawca tematu nie podaje jednej przyczyny, ale kilka, które pozwolę sobie tu wymienić. Są to słowa często gorzko dla naszych uszu brzmiące, ale może tym bardziej warto je przeczytać.

„Jedną z przyczyn zwycięstwa chrześcijaństwa była nazwyczajniej słabość i znużenie strony przeciwnej: pogaństwo straciło wiarę zarówno w wiedzę, jak i w siebie” stąd „pod rządami chrześcijan było niewielu pogańskich męczenników – nie dlatego, że chrześcijanie byli bardziej tolerancyjni, lecz z tego względu, że ówcześnie pogaństwo było zbyt marną rzeczą, by warto było oddać zań życie” (124n)

Innym źródłem sukcesu był „wymóg wyłączności” i „odmowa przyznania jakiejkolwiek wartości alternatywnym formom kultu”. Było to wówczas źródłem siły, gdyż grecko-rzymska otwartość doprowadziła do nagromadzenia „oszałamiającej liczby alternatywnych wierzeń. Było zbyt wiele kultów, zbyt wiele misteriów, zbyt wiele filozofii życia, spośród których można było wybierać: religijne ‚polisy ubezpieczeniowe’ można było układać w stosy, a mimo to, nie czuć się bezpiecznie” (125). Z tego punktu widzenia chrześcijaństwo było ucieczką od wolności „jeden nieodwołalny wybór i droga do zbawienia była otwarta”. Taka jest siła przyciąganie „totalistycznych wiar” w epoce niepokoju.
Ważnym źródłem sukcesu nowej religii według Doddsa była jej otwartość na wszystkich ludzi, wszystkich stanów. „A przede wszystkim chrześcijaństwo, w przeciwieństwie do neoplatonizmu, nie wymagało wykształcenia” stąd „W II, a nawet w III w n.e. Kościół chrześcijański w większości (chociaż z wieloma wyjątkami) składał się z rzeszy wydziedziczonych” (126).
Trzecim źródłem siły chrześcijaństwa były jego obietnice lepszego życia w innym świecie. Oczywiście podobnie postępowały niektóre kulty pogańskie „Ale chrześcijaństwo trzymało większy kij i słodszą marchewkę” (126).
„Porfiriusz zauważył […], że tylko chore dusze potrzebują chrześcijaństwa. W opisywanym okresie jednak takich dusz nie brakowało” (126).
Wreszcie społeczna spójność chrześcijańskiej kongregacji dająca silne poczucie przynależności wszystkim osamotnionym, ale nie tylko samo poczucie – również konkretną pomoc. Osamotnienie nie wydaje się czymś rzadkim.

„Taką samotność musiały odczuwać miliony – zurbanizowany członek plemienia, chłop przybyły do miasta w poszukiwaniu pracy, zdemobilizowany żołnierz, rentier zrujnowany przez inflację, uwolniony niewolnik. Dla ludzi w tej sytuacji członkostwo we wspólnocie chrześcijańskiej mogło być jedynym sposobem zachowania szacunku dla samych siebie i przydania swemu życiu przynajmniej pozornego znaczenia. Wewnątrz wspólnoty było ludzkie ciepło: ktoś się nimi interesował, teraz i w życiu ozagrobowy,m. Nie dziwi więc, ze najwcześniejsze i najbardziej uderzające postępy chrześcijaństwo poczyniło w wielkich miastach – w Antiochii, Rzymie, Aleksandrii. Chrześcijanie byli w sensie bardziej niż formalnym ‚członkami jeden drugiego’: sądzę, ze to była główna, być może najsilniejsza jednostkowa przyczyna, która zadecydowała o rozprzestrzenieniu chrześcijaństwa”; (128).

Sądzę, że kwestie te warto przedyskutować w podwójnym kontekście – teraźniejszości chrześcijaństwa oraz przyszłości pogaństwa w Polsce i Europie.
W zasadzie książce tej mógłbym zarzucić tylko jedną, niewielką słabość, łatwo wybaczalną ze względu na sam temat. Otóż mam wrażenie, że filolog zdominował tu historyka – bynajmniej nie w dziedzinie warsztatu, ale perspektywy. O ile chrześcijanie pieczołowicie przekazywali swoje pisma kolejnym pokoleniom, to pisma pogańskie były tępione. Stąd dzisiaj, badając epokę przez pryzmat samych tylko pism można by odnieść wrażenie, ze oto zmagają się ze sobą dwie równorzędne siły – poganie i chrześcijanie. Tymczasem tych drugich, było przez większość omawianego okresu całkiem niewielu i odgrywali w świecie znacznie mniejszą rolę, niż można by sądzić po ich własnych pismach.
Podsumowując: książka jest lekturą obowiązkową, oprócz tego, że jest świetnie napisana, to posiada jeszcze jedną zaletę (jest to oczywiście zalety wyłącznie prac syntetycznych, nie analitycznych) – jest stosunkowo krótka. O jej wadze jednak niech świadczy, że katolicki uniwersytet (w USA) zorganizował kilkumiesięczne sympozjum naukowe na jej temat (por. s.156).

Co sądzisz o tym wpisie?
  • Genialny (0)
  • Świetny (1)
  • Niezły (0)
  • Kiepski (0)
  • Beznadziejny (0)

10 thoughts on “Eric Dodds o poganach i chrześcijanach

  1. O tym jak przemiany w religijności pogańskiej przygotowały drogę do szybkiego i skutecznego tryumfu chrześcijaństwa pisała trochę też Ewa Wipszycka w eseju „Patrząc od pogańskiej strony” w zbiorze „O starożytności polemicznie”.

  2. Jednak Dodds robi „bardziej dogłębne” wrażenie, przede wszystkim ze względu na jego oszałamiającą erudycje (zresztą wykraczającą poza własną dziedzinę).Gdy pisze o Plotynie, to widać, że go nie tylko przeczytał, ale i starannie przestudiował. Jednak obraz epoki zyskuje na obecności kilku detali – u Wipszyckie to jednak bardziej syntetyczny tekst, w zasadzie bez argumentacji.

  3. Wiem, wiem. Tylko zaznaczyłem że można tam przeczytać 🙂 Bo książka Wipszyckiej jest moim zdaniem bardzo dobra.

  4. Bardzo ciekawy artykuł.Co do kwestii przyczyn osłabienia pogaństwa nie znalazłem tu tylko odniesienia do rządów cesarzy chrześcijańskich, ich odwrócenie się od religii politeistycznej, całkowity brak poparcia.Na przykładzie rządów Juliana można dostrzec jak wielkie znaczenie miała polityka władcy a nastroje społeczne.Ten brak poparcia rządzących mógł mieć znaczny wpływ na pogan „pogaństwo straciło wiarę zarówno w wiedzę, jak i w siebie”.Można się zgodzić z tym że chrześcijaństwo było lżejszą i bardziej przystępną formą „platonizmu dla mas” w tym przypadku dla klasy średniej.Wielu neoplatonistów przechodziło na stronę chrześcijan np.św.Augustyn i w ten sposób grecka filozofia stała się bronią przeciwko samym poganom.Na pewno elitarność i złożoność filozofii pogańskiej nie pomagała w utrwalaniu świadomości pogańskiej w społeczeństwie.Nie mniej.Niemniej z tego co tu wyczytałem książka -Pogaństwo i chrześcijaństwo w epoce niepokoju- jest lekturą wartą uwagi.

  5. O wpływie cesarzy chrześcijańskich być mowy nie mogło, gdyż autor ograniczył zakres swej pracy okresem od Aureliusza do konwersji Konstantyna.A zatem to, co zadecydowało o wyniku konfrontacji dokonało się już wcześniej. O reformie Juliana wypowiada się natomiast sceptycznie (nawet jeśliby żył wystarczająco długo).

  6. W rzeczy samej msze więc wycofać owy wpływ cesarzy.
    Ciekawy jest wątek o wpływie gnostycyzmu na religie grecką.Jak wiadomo na wschodzie rozwijała się filozofia buddyzmu, która ma wiele wspólnego z gnostycką myślą.Grecy znali tą koncepcję wizji świata, która to na wschodzie przeistoczyła się w nauki Buddy.Podstawą tej koncepcji jest poznanie prawdziwej natury zjawisk a są nimi: nietrwałość świata materialnego, brak zadowolenia i brak trwałego ja.Grecy praktykując filozofię przyrody nie do końca przyjęli wschodnie wpływy.Mam na myśli że nie przyjęli teorii iż świat jest iluzją.

  7. Dodam jeszcze że ów tajemniczy starożytny gnostycyzm odcisnął piętno na całym starożytnym świecie i zostawił swój ślad we wszystkich znanych wtedy religiach.W religii greków i rzymian istniał taki ruch religijny jak Hermes Trismegistos, w religii Żydów sabbataizm oraz ebjonim.Chrześcijańscy gnostycy uważali Jezusa za tak zwanego „oświeconego”.

  8. Sabbataj Cwi to siedemnasty wiek, więc jakby niezbyt starożytny. A dlaczego uważasz go za gnostyka?
    Dodds uważa zasadniczo, że nie było jakiegoś jednego ośrodka, z którego gnostycyzm promieniował, raczej ogólna tendencja do tego typu myślenia.

  9. No cóż cała sprawa z ideą gnostycką jet dość skomplikowana.Przeczytałem kiedyś tekst niejakiego Hugona Hajduckiego „Judaizm przeciwko Mojżeszowi. Gnostycki mesjanizm Sabbataja Cwi” gdzie padają twierdzenia że rozłam w judaizmie zaczął się gdzieś w kabale kiedy to judaizm zetknął się z gnozą w niewoli babilońskiej.Cały ten Sabbataj jest niby kontynuacją pojęcia gnostyckiego w judaizmie a ma on początek gdzieś w naukach Jana Chrzciciela i jego następców.Wszyscy oni odwrócili się od Jahwe uznając go za Demiurga – twórcę świata materialnego, przyczynę cierpienia ludzi uwięzionych w jego świecie.Gdzie i kiedy owo pojęcie gnozy pojawiło się moja skromna osoba nie jest w stanie wytłumaczyć…Dodds chyba też.

  10. Pingback: Przyczynek do poganoreformacji | Jaskinia Zaratustry

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

O autorze

  • RutiliusRutilius

    Historyczny Rutilius był rzymskim arystokratą, poetą i politykiem. U nas rządzi na forum i pilnuje strony technicznej strony. Ukończył teologię katolicką i... przejrzał. Teraz szuka (po amatorsku) filozoficznych uzasadnień swej wiary. Tradycja helleńska. Rutilius Martinus Vagner | Utwórz swoją wizytówkę

Archiwa

W ostatnich 7 dniach


17
Unique
Visitors
Powered By Google Analytics