Polemiki (część pierwsza: Zapowiedzi Upadku Chrześcijaństwa)

Tytułem wstępu: Błądząc po odmętach Internetu odnalazłem teksty pewnego Dominikanina Jacka Salija zatytułowane: Nadzieja Poddawana Próbom. Są to artykuły napisane w formie odpowiedzi na krótkie listy świeckich katolików; bądź też rzeczywiste odpowiedzi na faktyczne listy. Jako pierwszy w polemikach wystąpi tekst pt.: ZAPOWIEDZI UPADKU CHRZEŚCIJAŃSTWA. Występujący na początku list przestraszonego Nową Erą i jej przepowiedniami chrześcijanina pozwolę sobie pominąć, będę tak z reguły czynił również z innymi listami. Polemika zazwyczaj będzie dotyczyła tylko części gdzie wypowiada się mnich. Zacznijmy:

 

o.Salij: Ktoś mi kiedyś przesłał tekst piosenki, jaką śpiewał słynny John Lennon z grupy Beatlesów:

Chrześcijaństwo zniknie 
straci swą moc, rozpadnie się. 
Nie muszę się nad tym zastanawiać. 
Mam słuszność i historia przyzna to. 
Już teraz jesteśmy bardziej popularni niż Jezus Chrystus. 
Zastanawiam się, kto zniknie pierwszy, 
Rock and roll czy chrześcijaństwo.

Takich przepowiedni chrześcijanie nasłuchali się bez liku w ciągu dwudziestu wieków istnienia Kościoła. Jednak też obiektywnie Kościół nieraz znajdował się w sytuacji, kiedy, biorąc rzecz tylko po ludzku, jego koniec wydawał się już bardzo bliski.

 Co więcej, takie przepowiednie szerzyło samo chrześcijaństwo już w ewangeliach wystąpiły znamienne słowa: 

 

Zaprawdę, powiadam wam: Nie przeminie to pokolenie, aż się to wszystko stanie. Niebo i ziemia przeminą, ale słowa moje nie przeminą. (Mar. 13:30-31)
Tu okazała się błędną nie przepowiednia popularnego piosenkarza w znanym utworze, tylko błędnym okazał się fragment Dobrej Nowiny części czegoś, co chrześcijanie nazywają Słowem Bożym. W Apokalipsie jest również wiele niesprawdzonych przepowiedni a te które mają się jeszcze spełnić zaistniały, tak jak miała zaistnieć właśnie ostatnia część Biblii. Już  w I wieku n.e. 

o. Salij: Życie człowieka jest krótkie, a przecież wielu ludzi pamięta jeszcze potężne wstrząsy, które zapowiadały koniec wiary chrześcijańskiej. Dziś ludzie przed czterdziestką nie zdają już sobie sprawy z tego (co najwyżej teoretycznie, ale to coś zupełnie innego), że już w pięć lat po nastaniu komunizmu los Kościoła wydawał się przesądzony. Nie wynikało to nawet z prześladowań, które wtedy były dotkliwe — bo z prześladowaniami od wieków Kościół, z Bożą pomocą, jakoś dawał sobie radę. Najgorsze było to, że wśród naszych znajomych i bliskich pojawili się żarliwi zwolennicy "postępu", dla których było czymś oczywistym, że nadchodzi "nowa era" i że przyszłość należy do "nowego człowieka" — że chrześcijaństwo natomiast nie tylko przechodzi do historii, ale przechodzi niechlubnie, jako wróg rozumu, nauki i sprawiedliwości społecznej. Kto nie pamięta tamtych czasów, chyba nawet nie potrafi sobie wyobrazić, ile żarliwości religijnej było w ówczesnych ateistach, dostrzegających w Kościele coś martwego i gnijącego, co dla społecznego zdrowia trzeba jak najszybciej usunąć.

Komunizm najpierw zawładnął obszarem danego ZSRS, potem rozszerzył się na inne kraje ale nigdy nie ogarnął swym zasięgiem całościowo choćby jednego kontynentu. W innych państwach KK miał swobodę działania, zatem nie było możliwości by ZSRS wraz ze swoimi satelitami dokonało zniszczenia Kościoła Katolickiego. Zaś co do neofitów to oni zawsze byli są i będą, nie należy zapominać też o agresywnych neofitach chrześcijańskich, jak nawrócony na katolicyzm neoplatonik Firmicus Maternus którego stosunek do dawnych kultów politeistycznego Rzymu był dokładnie taki sam jak sowieckich ateistów do chrześcijanstwa.

o. Salij: Tak jak pamiętam, dla mnie osobiście czymś przełomowym była wówczas opowiedziana mi przez ojca — nie wiem — historia czy legenda z czasów rewolucji francuskiej: Przyjechali rewolucjoniści do jakiejś wioski, zajęli kościół, zbezcześcili jego świętości i zamienili go w stajnię. Wieczorem spędzili pod kościół mieszkańców wioski, aby im ogłosić, że żadnego Boga nie ma, a czasy zabobonów już się skończyły. Poprosił wówczas o głos najstarszy mieszkaniec tej wioski i powiedział: "Zgasiliście świece w naszym kościele i wyrzuciliście świeczniki. Ale spróbujcie jeszcze zgasić te gwiazdy, które się świecą na niebie. Dopóki wam się to nie uda, one będą nam mówić o Bogu i wzywać do wiary i modlitwy". Opowieść ta niezwykle poruszyła moją kształtującą się dopiero wyobraźnię i sądzę, że istotnie przyczyniła się do tego, że nie uległem wówczas antychrześcijańskiej gorączce.

Historia ta może by i mnie urzekła, kłopot w tym, że jeszcze gorzej od rewolucjonistów zachowywali sięchrześcijanie wobec politeistów, pozwolę sobie zacytować tekst źródłowy:

A tymczasem ci oto ludzie, w czarne ubrani szaty, żarłoczniejsi od słoni i mnogością wypijanych kubków sprawiający trud tym, którzy usługują im przy pijatyce wśród śpiewów, choć to nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu ukrywają za pomocą bladości sztucznie wywołanej, ci ludzie, o panie, wbrew prawu, które nie straciło swej mocy, rzucają się na świątynie z kijami, z kamieniami, z drągami żelaznymi, niektórzy nawet bez niczego, tylko z gołymi rękoma i nogami. Wtedy zaś mamy łup Mizyjczyków: dachy się zrywa, mury zwala, posągi zrzuca, ołtarze wydziera z ziemi, a kapłani mają do wyboru albo milczeć, albo ponieść śmierć. Gdy pierwsza świątynia leży już w gruzach, biegną do drugiej, potem do trzeciej i ciągnie się rząd trofeów zwycięskich jeden za drugim – wbrew prawu. (9) Odważają się na to nawet w miastach, ale przede wszystkim na wsi. I wielu jest nieprzyjaciół w każdej miejscowości, a te rozproszone wrogie siły gromadzą się, by wyrządzać tysiączne szkody, i domagają się wzajemnych sprawozdań z działalności, a hańba temu, kto nic popełnił największych bezprawi! Rwą tedy poprzez wsie jak dzikie potoki i pustoszą je niszcząc świątynie. (Libanios, Do cesarza Teodozjusza w obronie świątyń, 8-9)

Chrześcijanie masowo niszczyli świątynie politeistyczne w czasach Teodozjusza. Działo się to gdy chwilowo cesarz złagodził prześladowania jednak sam nie egzekwował swojego prawa nie zwracając uwagi na jego łamanie. Podobnych przypadków było więcej chociażby działalność Marcina z Tours.

o. Salij: Od samego początku wiara chrześcijańska wydawała się czymś, co już się ma ku końcowi. Jezus dopiero zakładał swój Kościół, a już zgromadzona wokół Niego wspólnota przeżyła ciężki kryzys. Jak się dowiadujemy z Ewangelii Jana, po wygłoszeniu obietnicy eucharystycznej, "wielu uczniów Jego odeszło i już z Nim nie chodziło" (J 6,66). Jezus, rzecz jasna, nie próbował przytrzymać ich za guzik ani nie zaczął szukać kompromisu, tylko z całym spokojem zapytał swoich Dwunastu: "Czyż i wy chcecie odejść?" (J 6,67) W ten sposób otrzymaliśmy pouczenie raz na zawsze, że istnienie Kościoła nie jest uzależnione od ludzkiego poparcia.

Oczywiście, że Jezus nie powstrzymywał biegu wypadków; już wcześniej był zupełnie przekonany, co go czeka.

 (61) A Jezus, świadom, że z tego powodu szemrzą uczniowie jego, rzekł im: To was gorszy? (62) Cóż dopiero, gdy ujrzycie Syna Człowieczego, wstępującego tam, gdzie był pierwej? (63) Duch ożywia. Ciało nic nie pomaga. Słowa, które powiedziałem do was, są duchem i żywotem, (64) lecz są pośród was tacy, którzy nie wierzą. Jezus bowiem od początku wiedział, którzy są niewierzący i kto go wyda. (J. 6: 61-64.)

Dalsze natomiast istnienie religii chrześcijańskiej zostało uratowane dzięki Pawłowi z Tarsu.

o.Salij:Odtąd Kościół setki razy przeżywał sytuacje, kiedy jego koniec wydawał się czymś bardziej prawdopodobnym niż to, że uda mu się przetrwać. O pierwszych trzech wiekach chrześcijaństwa powiem tylko tyle, że o prześladowaniach łatwo jest mówić, a nawet się wymądrzać, ale czymś zupełnie innym jest być w ich środku. Zaledwie cień prześladowania dotknął mnie kiedyś w czasach Gomułki. Księdzu, którego milicja przyłapała na prowadzeniu grupy młodzieżowej poza kościołem, groziła tylko grzywna, a mimo to człowiek czuł się jak szczute zwierzę. Osobiście nie umiem sobie nawet wyobrazić, co mogli czuć chrześcijanie z pierwszych wieków, kiedy atmosfera prześladowań coraz bardziej się wokół nich zagęszczała: jakie pokusy przychodziły im wtedy do głowy, jakim argumentom musieli się wtedy przeciwstawiać. Wcale nie jestem tego pewien, że prześladowani chrześcijanie mieli w sobie tylko tę spokojną pewność w Chrystusie, o której Pani pisze.

Sprawa prześladowań została przez chrześcijańską propagandę wyolbrzymiona a wiele żywotów męczenników zostało najzwyklej w świecie wymyślonych. Prawdziwy obraz prześladowań można przeczytac w tekście Zaratustry:
http://blogosfera.pantheion.pl/zaratustra/2010/04/24/o_przesladowaniu_chr/
 
A o zmyślonych żywotach męczenników będzie moja nota, w niedługim czasie się ukaże. 
 
Pokusy jakimi mieli być raczeni pierwsi chrześcijanie nie występowały nawet w liczbie mnogiej, była to tylko jedna rzecz- normalność. Normalny człowiek zakładał rodzinę, pracował, uprawiał sport, chadzał do teatru, słowem- żył.Chrześcijanie natomiast żyli tak jak, by już byli martwi- dla nich ziemski świat i ziemskie życie było plugawym grzesznym padołem, zatem dla nich bytowanie nie miało jakiegokolwiek znaczenia, często sami szukali dla siebie męczeństwa. 

o Salij: Gorsze od prześladowań (choć niekiedy im towarzyszące) są oczekiwania ludzi neutralnych wobec Kościoła, a nawet swoiście mu życzliwych, na jego koniec. Na przykład w drugiej połowie IV wieku, a więc ponad 1600 lat temu, rozpowszechniła się wieść, że chrześcijaństwu pisane jest istnieć tylko 365 lat, tyle ile dni w roku. Wróżba ta musiała sprawiać sporo zamieszania, skoro św. Augustyn powraca do niej w swoich dziełach chyba z dziesięć razy. Według tej wróżby, same początki chrześcijaństwa były nieczyste, mianowicie "Piotr sztuką czarodziejską sprawił, aby imię Chrystusa czczone było w ciągu 365 lat; później, po upływie owej liczby, bezzwłocznie się skończy" (Państwo Boże 18,53.2).

Widac zatem jakie wrażliwe były owieczki na sugestie z poza owczarni. Nie były posłuszne swym pasterzom bardziej niż swoim wrogom! Nie wiem czy ta pogłoska miała coś wspólnego z rządami Juliana Wielkiego ale jest to prawdopodobne, chrześcijanie się go lękali i dlatego musiał umrzeć…

o Salij:Toteż kiedy przeczytałem o wróżbach, które tak zmąciły Pani spokój, pomyślałem sobie natychmiast: "Jaki ten diabeł nudny w swoich kłamstwach! Wciąż posługuje się tym samym szablonem!" Bo proszę zauważyć, że mechanizm obu tych wróżb jest taki sam. I tu, i tam chrześcijaństwo jest przedstawiane jako coś złego — zwolennicy New Age’u widzą je jako "religię pustego rytualizmu, nietolerancji i strachu przed piekłem"; wróżba z IV wieku przedstawiała je jako dzieło czarów. I tu, i tam koniec chrześcijaństwa jest przewidywany jako coś z góry przesądzonego, ludzka wolność jest postrzegana w obu wróżbach jako fikcja.

A któż taki tu jest diabłem…? Ależ to oczywiste, tutaj akurat padło na Nową Erę lecz ogólnie chodzi o wszystkich ludzi i religie filozofie itp. niezgadzające się z linią KK. Przyjrzyjmy się zarzutom: co do pustego rytualizmu to do końca się z tym nie zgadzam, niemniej jednak teraz tego rozważał nie będę, dwa ostatnie są zaś prawdziwe. Chrześcijaństwo pisało swą historię krwią innowierców, heretyków i odstępców; od Konstantyna począwszy, aż do Woltera. Piekło zaś czekało i czeka dla wszystkich inaczej myślących a wolność w pojęciu katolickim to faktycznie jest jeno fikcja. Chrześcijanin to niewolnik Trójcy i Maryi. Sam widziałem deklarację człowieka który się oddał w niewolę sercu Miriam na własność… współczuję mu.

o. Salij: Choć prawdę powiedziawszy, we wróżbie współczesnej pojawia się coś nowego: New Age, rzucając swoje oszczerstwa na wiarę chrześcijańską, przedstawia się jako religia prawdziwej miłości; głosząc zaś, że zarówno koniec chrześcijaństwa, jak zwycięstwo New Age’u, zaprogramowane w gwiazdach, przedstawia się jako religia wolności. Rzucanie oszczerstw jest tu elementem czynienia miłości, zaś wiara w astrologię nie mąci przeświadczenia o naszym powołaniu do wolności. Zatem kłamstwo jest tu szczególnie głębokie, ucieka się aż do używania słów niezgodnie z ich znaczeniem słownikowym.

Tu się częściowo z o. Saijem zgodzę, Nowa Era bowiem przejęła od chrześcijaństwa niektóre elementy. Chociażby ów słynny topos prawdziwej miłości. Idźmy dalej: czyż chrześcijaństwo nie rzucało oszczerstw na religie pogańskie? Czyż to właśnie chrześcijaństwo nie sfałszowało pojęcia wolność zamieniając je na to co zwykle nazywamy zniewoleniem?

o. Salij: Dzisiejsza atrakcyjność ideologii New Age’u do złudzenia przypomina mi atrakcyjność idei komunizmu, kiedy ten zdolny był jeszcze budzić w ludziach postawy religijne. I tu, i tam mamy "nową erę", "nowego człowieka", "nową moralność", tę samą antychrześcijańską gorączkę i tę samą hipokryzję w obfitym szafowaniu pięknymi słowami, te same oczekiwania niewyobrażalnie szczęśliwej przyszłości i przekonania, że prawdziwa wolność polega na tym, że jej nie ma (z tą tylko różnicą, że determinizm komunistyczny rozpoznawał i poddawał się konieczności praw historii, zaś zwolennicy New Age’u wyznają determinizm karmiczny oraz astrologiczny). W nowych szatach naciera na nas stare kłamstwo, a bywa ono tak uwodzicielskie, że mogłoby "w błąd wprowadzić, jeśli to możliwe, także wybranych" (Mt 24,24).

Komunizm czerpał garściami z chrześcijaństwa stosując te same metody wobec tej wiary jak ona stosowała ongiś na poganach, też mieliśmy zapowiedź Nowego Świata– Jeruzalem Niebiańskiego, także nowego człowiekaodrodzonego w Jezusie Chrystusie.  Antypoliteistyczną gorączkę i nagonkę oraz hipokryzję w obfitym szafowaniu pięknymi słowami, oczekiwanie niewyobrażalnie szczęśliwej przyszłości (w raju jako niewolnik u stóp swego pana Jezusa) i przekonania, że prawdziwa wolnosć jest służalczą niewolą u Jezusa i jego matki. (Z tą tylko różnicą że komunistycznym odpowiednikiem Jezusa był Stalin oraz z tym iż sądzą że ich bóstwo stoi ponad historią).

W nowych szatach przybył stary topos: chrześcijaństwo=>komunizm=>nowa era.

o. Salij: Spójrzmy jeszcze na tę dziwną cechę Kościoła, że praktycznie w każdym pokoleniu autentycznie przeżywa on jakieś śmiertelne zagrożenie. Ledwo skończył się okres prześladowań, a chrześcijaństwu zagroził rozpad od wewnątrz. Dzisiaj, kiedy wszystkie Kościoły wschodnie oraz olbrzymia większość Kościołów i wspólnot, wywodzących się z Reformacji, jednoznacznie wyznają Boskość Chrystusa oraz Najświętszą Trójcę, trudno nam sobie wyobrazić, co z wiarą chrześcijańską chcieli zrobić arianie: odrzucali samą jej istotę, pozostawiając tylko zewnętrzną skorupę. A trzeba dodać, że ponad czterdzieści lat (337-378) polityka cesarzy — Konstancjusza, Juliana Apostaty i Walensa — była agresywnie antykatolicka, co przejawiało się zwłaszcza w narzucaniu Kościołowi ariańskich biskupów. Był moment, kiedy najważniejsze stolice biskupie, z wyjątkiem rzymskiej, opanowane były przez arian. Jakie niepokoje musiały wówczas ogarniać katolików, w tym również wypędzonych na wygnanie prawowiernych biskupów?

Arianie różnili się od katolików tylko jednym greckim słowem. Na obronę swej opinii o istocie Jezusa mieli fragmenty Biblii, tak samo jak katolicy broniący własnego zdania; były też cytaty na które powoływali się i jedni, i drudzy odmiennie je interpretując. Oba kościoły wyrosły z tego samego źródła. Salij z lubością rzuca oszczerstwa na Juliana Wielkiego; cesarz ten nie prześladował chrześcijaństwa, bronił tylko tradycyjnej wiary politeistycznej przed nietolerancyjnymi i nienawistnymi katolikami. Dał również szansę chrześcijanom-niekatolikom prześladowanym przez katolików.

o.Salij: Albo co musieli odczuwać katolicy w V i VI wieku, kiedy przez kontynent europejski przewalały się inwazje barbarzyńców? W roku 590 Grzegorz Wielki tak oto pisze do patriarchy Konstantynopola, zawiadamiając go o swoim wyborze na papieża: "Niegodny i słaby, przejąłem okręt stary i mocno rozbity — zewsząd bowiem wciskają się fale, a przegniłe deski, co dzień wstrząsane silną burzą, grożą rozbiciem" (Listy I,4). Minęło od tamtego czasu 1400 lat, okręt co prawda nadal wydaje się przegniły i burze grożą mu rozbiciem, ale wciąż przecież płynie. I będzie płynąć — aż do Dnia Ostatecznego!

Ci barbarzyńcy w dużej mierze byli już katolikami, zresztą Grzegorz mógł się cieszyc: katolicy na terenie zachodniego Imperium przez 200 wcześniejszych lat poprzez systematycznie i ustawiczne prześladowania zniszczyli rodzime religie politeistyczne. Zachodniemu chrześcijaństwu nie groził upadek. Wkrótce zabrano się za politeizm germański, celtycki i słowiański…

W powyższym fragmencie widoczna jest też buta i pycha zakonnika pisząca ostatnie zdanie. Bowiem Sąd Ostateczny miał się odbyć już pod koniec I wieku n.e.(Mar. 13,30)

o.Salij:Dziś, kiedy opanowało nas poczucie wyższości wobec muzułmanów (takie poczucie zawsze jest niesłuszne), zapomnieliśmy już, że — zwłaszcza w okresie średniowiecza — islam był postrzegany przez wielu Europejczyków jako religia i cywilizacja przyszłości. Do islamu należała nie tylko inicjatywa militarna, ale również kulturowo kraje islamu były bez porównania lepiej rozwinięte niż chrześcijańska Europa. Arabowie nadawali główny ton nawet ówczesnej myśli filozoficznej. Oceniając po ludzku, wiele wskazywało na to, że chrześcijaństwo zostanie wkrótce przez islam wchłonięte.

Całkowicie się zgadzam z Autorem- gdy weźmiemy pod uwagę teren afryki północnej, do tego terenu powyższy fragment jest prawdziwy. Był też tymczasowo dla Hiszpanii, jednak to nie religia ją ocaliła przed islamskim potopem (tak jak i całą Europę) lecz Karol Młot który-co znamienne- nie prowadził się po chrześcijańsku… miał konkubinę i śmiał odmówic papieżowi w wojnie z Longobardią. Czyżby to Thor mu patronował? Przydomek zobowiązuje!

o. Salij: Spróbujmy się jeszcze wczuć w sytuację świadków rozpadania się Kościoła w okresie Reformacji. Łączność ze Stolicą Apostolską zrywa wówczas większość krajów niemieckich, od Kościoła katolickiego odpada kolejno Anglia, Szwecja oraz pozostałe kraje skandynawskie; idee protestanckie wydają się zwyciężać w Czechach, Polsce, na Litwie, Węgrzech, we Francji, Szwajcarii, północnych Włoszech. Do protestantyzmu odchodzą nie tylko liczni księża, ale nawet wielu biskupów. Ówcześni katolicy zapewne czuli się wówczas jak pasażerowie okrętu, który się znalazł w samym centrum cyklonu.

Jak wykazałem, na przykładzie Arianizmu chrześcijaństwo to nie tylko katolicyzm; protestanci to też naturalnie chrześcijanie, zatem strata niewielka. A nawet gdyby brano ją pod uwagę to nieszczęsna Kontrreformacja odzyskała dużo z tego co zabrał Luter i Kalwin.

o.Salij: Jak czulibyśmy się w XVIII-wiecznej Francji, zalanej wolnomyślnymi i antykatolickimi broszurami, kiedy wykształcony i prawowierny katolik wydawał się kimś z czasów króla Ćwieczka? Czy wytrwalibyśmy w wierze, kiedy antykatolicki, agresywny fanatyzm przejął w posiadanie paryską katedrę Notre-Dame? Jakie wrażenie zrobiłaby na nas wiadomość — było to w roku 1798 — że Rzym został zdobyty przez wojska rewolucyjne, zaś ich dowódca, generał Berthier, ogłosił, że z tą chwilą Kościół katolicki przestał istnieć, zaś ekspapieża (jak bezczelny Berthier określił uwięzionego przez siebie Piusa VI) należy odtąd nazywać jego nazwiskiem rodzinnym: nazywa się on odtąd "obywatel Braschi".

Francja była głównie owładnięta racjonalizmem- w innych krajach ruch racjonalistyczny nie był tak silny. Wolnomyśliciele prowadzili swa działalnośc głównie w miastach, wsie pozostawały katolickie.

Chrześcijaństwo znakomicie poradziło by sobie bez papieża. Mówiłem, KK to nie wszystko. Ale powiedzmy sobie szczerze, dla przeciętnego katolika w ówczesnych czasach (a w Polsce do 1978) papież niemalże nic nie znaczył-był obcy, daleki, nieważny. Głównie koncentrowano się na miejscowym proboszczu. Nawet gdyby papiestwo upadło, to KK istniał by nadal jako sieć autonomicznych parafii. Instytucja papieża mogłaby też odrodzić się po za Rzymem. 

o.Salij: W wieku XIX i XX znalazłoby się materiału na kilka stron tego rodzaju pytań, ale zmierzajmy już do podsumowania naszych refleksji. Otóż zauważmy, że dla ludzi nie wierzących w Chrystusa jest zapewne czymś oczywistym, że chrześcijaństwo kiedyś się skończy: przecież wszystko, co ziemskie, kiedyś dobiegnie swego kresu. Toteż zrozumiałe, że od dwóch tysięcy lat wciąż na nowo pojawiają się ludzie, którzy spodziewają się rychłego końca wiary chrześcijańskiej, a nawet starają się go przyspieszyć.

Chrześcijaństwo bowiem nie upada- ustawicznie znajduje sobie nowych wyznawców i to w perfidny sposób. Mamiąc w głowach przedstawicielom prymitywnych plemion afrykańskich i papuaskich. Tzw. misjonarze wiedzą że mają olbrzymią przewagę cywilizacyjną i czeka ich łatwy łup. Ale gdy usiłują złowić kolejne owce w Indiach czy Azji czeka ich porażka- tamtejsze systemy filozoficzno-religijne stoją bowiem wyżej niż chrześcijaństwo, wysoki jest tam również rozwój techniczny.

o.Salij: Postawmy sobie jeszcze pytanie szczególnie intrygujące: Dlaczego właśnie chrześcijaństwo, jak chyba żadna inna religia, ma żywot tak szczególnie trudny, że praktycznie od zawsze i coraz to na nowo wydaje się przegrywać i mieć ku końcowi? Dla mnie osobiście odpowiedź na to pytanie jest oczywista: Bo nie od ludzi ta religia pochodzi, tylko od Boga, toteż przekracza wszelkie miary ziemskie. "Moc bowiem w słabości się doskonali" (2 Kor 12,9). "To bowiem, co jest głupstwem u Boga, przewyższa mądrością ludzi, a co jest słabe u Boga, przewyższa mocą ludzi" (1 Kor 1,25).

Ależ były religie o żywocie trudniejszym: manicheizm oraz wszystkie religie wytępione przez chrześcijan i muzułmanów. W religii chrześcijańskiej nie ma niczego nowego, niczego czego nie było by wcześniej w innych wiarach. Wiara ta mogła być atrakcyjna jeno dla prostych i głupich:

W tym czasie odezwał się Jezus i rzekł: Wysławiam cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom.(Mat.11:25)

Wykształceni i światli rzymscy politeiści nie chcieli miec nic wspólnego z tym zabobonem atrakcyjnym tylko dla kobiet, dzieci i niewolników. Tacyt dostrzegał tudzież zagrożenie ze strony monoteizmu żydowskiego, podkreslajac jego bezkompromisowe podejście do politeizmów i kłopot z asymilacją Żydów, czy choćby przestrzeganiem ogólnie przyjętych przez społeczeństwo praw. Te najgorsze cechy przejęli chrześcijanie.

o.Salij: Toteż ilekroć obserwuję jakieś odejścia od Chrystusa albo słyszę niepokoje o przyszłość Kościoła, przypominają mi się słowa Listu do Hebrajczyków: "Jezus Chrystus wczoraj i dziś, ten sam także na wieki. Nie dajcie się uwieść różnym i obcym naukom, dobrze bowiem jest wzmacniać serce łaską" (13,8n).

Proszę sobie przypomnieć, komu przypisuje się autorstwo tego listu. Człowiek ten był samozwańczym apostołem który Jezusa nie znał i nie widział. Paweł z Tarsu właśnie zwiódł pierwszych chrześcijan z drogi wyznaczonej przez Jezusa i poddał ich wiarę wpływom obcych nauk pogańskich.

 

Co sądzisz o tym wpisie?
  • Genialny (6)
  • Świetny (4)
  • Niezły (4)
  • Kiepski (1)
  • Beznadziejny (2)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

O autorze

  • AsphodelusAsphodelus

Archiwa

W ostatnich 7 dniach


7
Unique
Visitors
Powered By Google Analytics