Pogańskie chrześcijaństwo

Seria "Mała Biblioteka Religii" Wydawnictwa WAM przyzwyczaiła do tego, iż w większości wydawane w niej są książki na najwyższym poziomie Piszę "w większości" bo np. książka Kosiora o Buddzie była katorgą, a w "Religiach Chin" Avanziniego tłumacz nie miał pojęcia o transkrypcji chińskich terminów popełniając masę byków. Natomiast książki Szyjewskiego o religii Słowian oraz szamanizmie, czy też D’onza Chiodo "Buddyzm" to książki najlepszej klasy.

Ostatnio wpadła mi w ręce należąca do tej serii cieniutka książeczka Hansa-Petera Hasenfratza "Religie świata starożytnego a chrześcijaństwo". Zainteresowany tytułem, a jeszcze bardziej tym jaka treść się pod nim kryje, ochoczo zabrałem się do lektury. I muszę szczerze przyznać, że jest to jedna z najlepszych książek na jakie się ostatnio natknąłem.

Autor zaczyna opowieść od… bitwy pod Kannami. Spytasz, drogi Czytelniku, dlaczego? Otóż pierwszy rozdział rysuje nam genezę i panoramę życia duchowego, który zdeterminował dzieje Cesarstwa. Zdaniem autora właśnie wygrana Rzymu w II wojnie punickiej, która pociągnęła za sobą ekspansję poza Italię, a w dalszym rzędzie pasmo krwawych wojen domowych u schyłku Republiki, jest źródłem owego fermentu w którym narodziło się i rozpowszechniło chrześcijaństwo. Wielka ekspansja państwa rzymskiego stworzyła nowy typ stosunków gospodarczo-społecznych. Gospodarka rzymska, oparta dotychczas na uprawie ziemi przez wolnych chłopów-żołnierzy, przekształciła się w system wielkich latyfundiów uprawianych przez rzesze sprowadzanych masowo niewolników. Bogaci się wzbogacili, biedni zbiednieli, a w dodatku uzawodowiono armię (co przerwało związek uprawy przez wolnych ludzi ziemi z wypełnianiem przez nich powinności wojskowych). Olbrzymia liczba spauperyzowanych wolnych ludzi emigrowała do miast, tworząc (lumpen)proletariat. A jest to przecież czas Pax Romana! Autor słusznie robi tu aluzję do przełomu XX i XXI wieku, gdy też żyjący w pokoju i dobrobycie świat pełen jest wyalieniowanych, oderwanych od tradycyjnego życia jednostek, które szukają pocieszenia oraz stabilizacji. Szukają w religii.

Hasenfratz omawia w kolejnych rozdziałach nowe rodzaje kultów religijnych, które pomagały przezwyciężyć owo "egzystencjalne niezakorzenienie". Jest to w pierwszym rzędzie oficjalne rozwiązanie zaproponowane przez państwo swoim obywatelom: oprócz chleba i igrzysk kult cesarza, zapożyczony z kultu władców w monarchiach hellenistycznych. W dalszej kolejności różnorakie kulty nowego typu. Nie są to już, jak dawniej, oficjalne i sprawowane publicznie kulty państwowe. Pojawia się wysyp różnorodnych mniej lub bardziej zamkniętych bractw kultowych z elementami misteryjnymi, posiadających nieznane wcześniej elementy jak ryt przejścia, ślubowanie czystości, wegetarianizm. Mowa tu oczywiście o bractwach Dionizosa, Izydy, Kybele i przede wszystkim Mitry. Ale to nie wszystko, niektórzy szukają zaspokojenia duchowego na granicy religii lub poza nią, rodzi się okultyzm i magia. Całość uzupełniają różni wędrowni nauczyciele, także nieznani wcześniejszym formom religijnym starożytnego świata. I zupełnie epokowe zjawisko: dziwaczne, synkretyczne doktryny ze Wschodu, gnostycyzm oraz manicheizm.

Dużo miejsca poświęca autor odwołaniu się do tekstów źródłowych. Jakiego typu teksty cytuje? Ot, na przykład inskrypcje, w których a to król Ptolemeusz nazwany jest bogiem z boga jednorodzonym, a to cesarz Domicjan tytułowany bywa pan mój i bóg mój. Albo do ewangelii ("dobrej nowiny") opowiadającej o tym jak to znaki na niebie zapowiedziały narodziny Oktawiana Augusta, a senat zasłyszawszy przepowiednię iż oto narodzi się król rzymski próbował zgładzić nowonarodzone dzieciątko. Jest też o Apolloniuszu z Tyany, który chodzi po wodzie, wskrzesza zmarłych i przywraca wzrok ślepcom. Obok miłosierna Izyda z Horusem-dzieciątkiem na rękach. A i jest też Mitra, który przychodzi na świat w grocie, zabity zmartwychwstaje, a przed śmiercią spożywa ostatni posiłek ze swymi uczniami, na pamiątkę czego jego wyznawcy symbolicznie spożywają potem ciało i krew swego boga.

Zapytacie może, gdzie w tej książce jest chrześcijaństwo? Pytanie takie wydaje się chyba zbędne. Weźmy to wszystko do kupy, posklejajmy, podrasujmy na sklejeniach żeby się to w miarę razem trzymało… Niewątpliwie jest to bardzo mądra i pouczająca książeczka. Znakomicie komponuje się z esejem "Patrząc od pogańskiej strony" z książki prof. Wipszyckiej "O starożytności polemicznie".

PS Na koniec jeszcze łyżka dziegciu. Tłumaczka książki, mówiąc kolokwialnie, spieprzyła robotę. Posługuje się terminem "indogermański", bo zapewne nie ma pojęcia o tym że niemiecki termin indogermanische to po naszemu "indoeuropejski". Słynny obraz Goyi "Gdy rozum śpi, budzą się demony" w jej wydaniu nazywa się Z marzeń umysłu rodzą się potwory. A Egipt nie jest darem lecz podarunkiem Nilu. Z takimi bykami należałoby panią odesłać do podstawówki przed zabraniem się do tłumaczeń.

Co sądzisz o tym wpisie?
  • Genialny (9)
  • Świetny (3)
  • Niezły (0)
  • Kiepski (1)
  • Beznadziejny (1)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

O autorze

  • feanarofeanaro

    Historyk wyznający słowiańskich bogów. Z chrześcijaństwem i jego apologetami będzie polemizował nie tylko z perspektywy historycznej.

Archiwa

W ostatnich 7 dniach


7
Unique
Visitors
Powered By Google Analytics