Percy Jackson i Bogowie Olimpijscy

Postanowiłem przeczytać tę książkę przed obejrzeniem wchodzącego niedługo na ekrany kin filmu. Miałem w związku z nią spore obawy. Choć przecież każdy, kto przeczytał Homera powinien być przyzwyczajony do tego, że artyści dość swobodnie podchodzą do theoilogii…

Zanim jednak przejdę do poważniejszych kwestii, do teologicznej treści, kilka słów na temat formy. W dużym skrócie oceniłbym ją na dostateczny z plusem. Z całą pewnością nie jest to Wielkie Dzieło, ale chyba nikt nie oczekuje nowego Homera. Jest to książka dla gimnazjalistów, napisana językiem, który z zamierzenia miał ich nie znudzić (stąd zwroty typu „Spadaj” nie powinny gorszyć). Jest to powieść przygodowa, osią są tu kolejne przygody bohaterów, a analiza ich wewnętrznych przeżyć sprowadzona została do niezbędnego minimum. A jednak prostota ta nie jest wulgarna, odstręczająca, czego dowodem jest to, że zamierzam przeczytać też pozostałe części cyklu (w marcu ma ukazać się część trzecia). Żałuję, że nigdy nie czytałem „Harrego Pottera”, bo miałbym porównanie, ale mówiąc krótko – ktoś, kto gimnazjalistą nie jest specjalnych przeżyć natury artystycznej nie powinien oczekiwać, jednak książka nie powinna go też znudzić czy zrazić.

Przejdźmy jednak do kwestii poważniejszych: sposobu, w jaki przedstawiani są Bogowie, potwory i herosi. Osoby, które jak Feanaro obawiały się, że Bogowie staną się rodzajem transformersów mogę chyba uspokoić. Przedstawieni są poprawnie, zgodnie z charakterystyką wynikającą z mitologii, bez uproszczeń większych, niż tego wymaga adresat. Zwykle są też przedstawieni z szacunkiem, choć bez uniżoności, do jakiej w odniesieniu do sacrum przyzwyczaiło nas chrześcijaństwo. Innymi słowy sposób przedstawienie Bogów nie odbiega od tego, z jakim mamy do czynienia w literaturze antycznej czy mitach heroicznych – zwłaszcza Heraklesa mierzącemu z łuku Bogom w twarz warto mieć w pamięci, czytając tę książkę. Pewne niedostatki szacunku są mocno uzasadnione charakterem głównej postaci: jest to krnąbrny nastolatek, który na dodatek przekonuje się o własnej mocy – jest bowiem herosem, synem Boga Posejdona. Nic dziwnego, ze jego podejście do Bogów odbiega od tego, na jaki się ważą zwykli śmiertelnicy. Nie sądzę więc, by książka ta kogoś zdemoralizowała zarówno w sensie wypisywania bzdur nie mających związku z mitologią, jak i czysto komiksowego podejścia do Bogów.

Jeśli ktoś w książce przypomina transformersy czy spider-manów to herosi, zwłaszcza główny bohater, który rozkazuje falom niby sam Posejdon, a nie jedynie jego syn. Ale takie są chyba wymogi nastoletniej wyobraźni.

Bardzo ciekawie jest w książce rozwiązana, nazwijmy to, modernizacja. Oczywiście dziwacznie wyglądałby świat greckich Bogów, herosów i potworów przeniesiony wprost w nasze czasy. Czy Zeus powinien przed śmiertelnikami występować w stroju, w jaki przyozdobili go antyczni rzeźbiarze? Autor uznał, że niekoniecznie. jednocześnie elementy modernistyczne nie zastępują po prostu starożytnych, ale bądź występują obok, bądź stanowią swoisty kamuflaż. I tak w zamku jednego z Bogów stoją szkielety ubrane w antyczne zbroje ale też we współczesne panterki dzierżąc w rękach uzi. Czapka niewidka przyjmuje formę baseballówki, a skrzydlate obuwie ukrywa się pod postacią tenisówek. Najbardziej zabawnie zostały potraktowane niektóre potwory, jak Meduza czy Prokrust – ale nie zamierzam psuć czytelnikom przyjemności czytania.

Najciekawszym dla mnie wątkiem teologicznym w tej książce jest zdanie, które przykuwa uwagę każdego hellenisty oglądającego trailer filmu: Gods are real. A przede wszystkim jego uzasadnienie, które pozwolę sobie zacytować.

– Olimp – powtórzyłem. – Twierdzi pan, że tam naprawdę jest jakiś pałac?
– No cóż, w Grecji jest rzeczywiście góra o nazwie Olimp. A poza tym istnieje siedziba bogów, punkt, w którym zbiegają się ich moce, i kiedyś znajdował się on rzeczywiście na Olimpie. Ludzie wciąż nazywają to miejsce Olimpem z szacunku dla dawnych czasów, ale pałac przemieszcza się, Percy, razem z bogami.
– To znaczy, że greccy bogowie są teraz tutaj? Znaczy… w Ameryce?
– Niewątpliwie. Bogowie przemieszczają się za sercem Zachodu.
– Za czym?
– Za tym, Percy, co nazywamy „zachodnią cywilizacją”, Daj spokój, myślisz, że to tylko abstrakcja? Nie, to potężna siła. Zbiorowa świadomość, która świeci jasno od tysięcy lat. Bogowie są jej częścią. Można nawet powiedzieć, że jej źródłem, a przynajmniej są z nią tak mocno związani, że nie mogą osłabnąć, chyba że cała cywilizacja Zachodu uległaby zniszczeniu. Ten ogień zapłonął w Grecji. Potem, jak wiesz – przynajmniej mam nadzieję, że wiesz, ponieważ chodziłeś na moje lekcje – jego serce przeniosło się, wraz z bogami, do Rzymu. No, mieli tam trochę inne imiona: Jupiter zamiast Zeusa, Wenus jako Afrodyta i tak dalej, ale to te same siły, ci sami bogowie.
– A potem umarli.
– Umarli? Nie. Czy Zachód umarł? Bogowie po prostu przenieśli się na chwilę do Niemiec, Francji, Hiszpanii. Tam, gdzie płomień jest najjaśniejszy, są i bogowie. Kilka stuleci spędzili w Anglii. Wystarczy spojrzeć na architekturę. Ludzie nie zapomnieli o bogach. Wszędzie, gdzie rządzili przez ostatnie trzy tysiące lat, można ich zobaczyć na obrazach, rzeźbach, ważnych budynkach. Tak, Percy, teraz są oni w twoich Stanach Zjednoczonych. Spójrz na posąg Prometeusza przed Rockefeller Center, na greckie fasady budynków rządowych w Waszyngtonie. Spróbuj znaleźć jedno amerykańskie miasto, w którym bogowie olimpijscy nie znajdują się na ważnym miejscu. Czy ci się to podoba, czy nie – a wierz mi, wielu ludziom Rzym też się nie podobał – Ameryka jest teraz sercem tego płomienia. Wielką potęgą Zachodu. Olimp zatem przeniósł się tutaj.

Bogowie nie są więc, według koncepcji zawartej w książce, zamrożonymi w zaświatach ideami, ich historia toczy się nadal i towarzyszy historii Zachodu. Oczywiście, nie mam pojęcia i nie podejrzewam, by autor traktował tę myśl poważnie, jednak jest mi ona skądinąd bliska, do podobnych koncepcji dochodziliśmy na pantheionie. Tym bardziej jest usprawiedliwiona jako element tworzywa literackiego. W tym kontekście Zeus zasiadający na tronie w garniturze w paski już tak nie dziwi. A jednocześnie autor wprowadza tu koncepcję „mgły”. To mgła spowijająca ich umysły, roztaczana przez nieśmiertelnych (pamiętamy głównie ze scen z udziałem Ateny w Iliadzie), dzięki niej ludzie mogą widzieć to, co pragną zobaczyć, widzą pistolet, chociaż heros dzierży miecz, w ogóle nie dostrzegają potworów siejących wokół spustoszenie, a jeśli nawet dostrzegają Bogów, to przecież nie w ich prawdziwej postaci (która zamieniłaby śmiertelnika w pył), ale „szatach” utkanych z własnej wyobraźni. W jednej ze scen bohater widzi w Hadesie zmarłego niedawno ewangelicznego kaznodzieję prowadzonego na męki i pojawia się myśl: ale przecież on nie wierzył w hades! Jeden z bohaterów odpowiada: A skąd możesz wiedzieć, co on teraz widzi?

Cała nasza „nowoczesność” staje się w ten sposób rodzajem mgły, pod ukryciem której skrywa się to, co odwieczne – spory Bogów i zmagania herosów z potworami.


Fragment książki


Dystrybutor:

zlodziej pioruna
Co sądzisz o tym wpisie?
  • Genialny (0)
  • Świetny (1)
  • Niezły (1)
  • Kiepski (0)
  • Beznadziejny (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

O autorze

  • oribasiosoribasios

    Był wybitnym lekarzem, przyjacielem cesarza Juliana. Wsławił się sporządzeniem wyciągów z dzieł medycznych, które potem kolejnym pokoleniom służyły za podręczniki. Dla nas będzie sporządzał wyciągi z innych dzieł aby leczyć inną chorobę. Poszukiwacz zaginionego sensu greckich mitów. Samozwańczy reformator hellenizmu.

Archiwa

W ostatnich 7 dniach


17
Unique
Visitors
Powered By Google Analytics