Paweł Lisicki, czyli Third Quest dla opornych, cz.2

 

Paweł Lisicki kontynuuje aplikowanie ortodoksyjnym katolikom szczepionki przeciw wirusowi, jakim jest współczesny nurt badań naukowych nad Biblią. Tym razem podnosi poprzeczkę. O ile w poprzednim artykule bronił jedynie możliwości narodzin Jezusa w Betlejem, to tym razem podejmuje się wykazać, że Łukaszowa opowieść o wędrówce na spis  ludności ogłoszony przez Augusta dla całego świata (o którym historia nic nie wiem), zorganizowany w Judei przez Kwiryniusza, gubernatora Syrii (który w tamtym czasie gubernatorem Syrii nie był), za panowania Heroda (czyli króla sprzysiężonego Rzymu) nie jest fikcją literacką, a przynajmniej, nie jest zupełnie nieprawdopodobna.

Swój artykuł kończy słowami:

„żaden z argumentów na rzecz prawdziwości Łukaszowego opisu narodzin nie brzmi nieprawdopodobnie. Doskonale zgadzają się one z tym, co wiadomo o funkcjonowaniu rzymskiego państwa, sposobie pobierania podatków czy życiu jego poddanych. Ktoś powie, że to tylko suma prawdopodobieństw. To prawda. Ale suma, która przemawia za Łukaszem, a nie przeciw niemu”.

Czy rzeczywiście? Zobaczmy.

Ostatnio chwaliłem autora, że nie posuwa się tak daleko, jak Jan Lewandowski… Jedynym elementem, który dodaje cokolwiek do argumentacji tego ostatniego, jest nawiązanie do znaleziska z Wadi Nahal Hever (Groty listów). Wśród domowego archiwum Żydówki Babaty, ukrytego prawdopodobnie w czasie powstania Bar-Kohby (132-135 r.n.e.). Wśród papierów znaleziono „zeznanie podatkowe” Babaty (papirus 16). Dowodzi to, iż kobieta mogła wówczas dysponować własnym majątkiem, stąd argument, iż Miriam, matka Jezusa musiała poddać się spisowi.

„A teraz najważniejsze: by złożyć deklarację podatkową, Babata musiała udać się do położonej o dwa dni drogi od Maozy, czyli ok. 40 km, miejscowości Rabbath Moab, mimo że stolicą administracyjną okręgu, gdzie leżało jej miasto ojczyste, była stolica prowincji Petra”,

najprawdopodobniej dlatego, że właśnie tam znajdował się ówczesny „urząd podatkowy”. Nie ma w tym nic dziwnego. Rabbath, nawet, gdyby trzeba by było obejść Morze Martwe, a nie przepłynąć, leży o jakieś 100 km bliżej niż Petra, która znajduje się mniej więcej tak daleko, jak odległość między Nazaretem, skąd wyruszyli Józef z Maryją według Łukasza do Betlejem. Trasę tę wyjaśnia Lisicki posiadaniem gruntów właśnie w tym rejonie. Okazuje się więc, że Maryja była właścicielską ziemską, a nie jakąś tam ubogą żoną zwykłego cieśli (ściślej, greckie słowo tekton oznacza kogoś, kto obrabia drewno lub kamień, kto pracuje przy budowach, robotnika). Załóżmy jednak życzliwie, że faktycznie miała ona jakieś nieruchomości w Judei. Trzeba by jeszcze dowieść, że w owym czasie istniał w Betlejem urząd podatkowy (co wydaje się wysoce wątpliwe, z powodu bliskości Jerozolimy). Tymczasem archeolodzy (np. Aviram Oshri) mają problem, by wykazać dla tego okresu jakiekolwiek ludzkie osadnictwo!

Ale wszystkie te rozważania mają jakikolwiek sens tylko wówczas, gdy przyjmiemy, że odbył się wówczas rzymski spis, (przymykając oko na tę okoliczność, że nie był to spis ludności, organizowany według miejsca pochodzenia jak twierdzi Łukasz, ale majątków, organizowany, według miejsca ulokowania tych nieruchomości). Aby to uprawdopodobnić apologeci chrześcijańscy zwykle starają się pomniejszać na wszelkie sposoby autonomię Heroda. Lisicki posuwa się w tym do nazwania go władcą marionetkowego królestwa. Chętnie poczytałbym, na jakich źródłach, poza własnymi szczerymi chęciami, opiera takie przekonanie. Jego własnym wkładem do badań nad statusem politycznym owegoż dominium jest porównanie go do satelickich państw Związku Sowieckiego. Jedynym argumentem, jaki przytacza, jest opisana przez Flawiusza historia ze zmianą testamentu Heroda przez Augusta. lossy-page1-759px-Betlehemi_barlang.TIFTyle, że działo się to już po śmierci naszego rzekomo marionetkowego władcy, co więcej, wydaje się, że w pełni mieściło się w pojęciu króla sprzymierzonego. Znacznie lepszym porównaniem byłyby raczej stosunki feudalne. Wasal podlegał seniorowi jako osoba, i wykonywał jego polecenia na wyprawie wojennej, w kwestiach militarnych, ale przecież senior nie wydawał poleceń dotyczących urządzenia zamku wasala. Tymczasem coś takiego sugerują apologeci. W czasie, gdy żyje jeszcze Herod, żyją jego synowie – prawowici spadkobiercy, August ma zarządzać na jego terytorium spis ludności i przysyłać w tym celu swojego urzędnika. Czy aby wprowadzić podwyżki cen w PRL-u trzeba było wysłannika z Moskwy? Nawet czerwoni nie posuwali się do takiego braku taktu. Po to właśnie istnieją państwa satelickie i wasalne, by nie kłopotać sobie głowy ich zarządzaniem. Skuteczność tego rozwiązania była naszym doswiadczeniem 13 grudnia roku pamiętnego.

Lisicki zapytuje: „

Czy w tej sytuacji może dziwić, że widząc nadchodzącą śmierć Heroda, August postanowił sprawdzić, jakimi zasobami dysponuje jego sprzymierzeniec?”

Odpowiadam: wprawia mnie to w bezbrzeżne zdumienie. Po pierwsze dlatego, że te rzekomo rzymski spis (autor powoduje się na podobieństwo z „formularzem podatkowym”  Babaty) dotyczyć miałby ludzi, którzy nie podlegali zgodnie z rzymskim prawem obowiązkowi podatkowemu względem Rzymu. Po drugie, gdyż spis taki musiałby być powszechnie odczytany, jako cios w autonomię nie tylko i nie tyle Heroda, ale Żydów jako narodu, co z konieczności musiało by prowadzić do buntu i zamieszek, jak przy okazji faktycznego spisu Kwiryniusza. Po trzecie, że Flawiusz, jak mało który historyk znający z autopsji realia żydowskie nic o takim spisie się nie zająknął, chociaż szczegółowo opisuje dużo błahsze incydenty w relacjach rzymsko-żydowskich. Po trzecie, że chrześcijanie, aby zatuszować niewielką wprawdzie jak na historyka, ale nie wybaczalną jak na autora, któremu sam-Pan-Bóg na ucho szeptał co ma w świętej ewangelyi napisać, pomyłkę, gotowi są wierzyć w taki zbieg zbiegów okoliczności.

Zresztą, nie będę się powtarzał, pisałem już na ten temat o spisie i o samych narodzinach.

Co sądzisz o tym wpisie?
  • Genialny (6)
  • Świetny (2)
  • Niezły (0)
  • Kiepski (0)
  • Beznadziejny (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

O autorze

  • ZoroastresZoroastres

    Mój pseudonim pochodzi od bohatera książki Nietzschego, mojego ulubionego filozofa. Jestem hellenistą reformowanym, współautorem projektu Olympeion, w ramach którego szukamy współczesnych form dla swej wiary (patrz też blog olympeion). Hobbystycznie zwalczam monoteizmy, takie jak chrześcijaństwo czy islam (na blogu panislam). Łączę w tej krytyce podejście socjologiczne z inspiracjami nietzcheańskimi. Nie mam natomiast - wbrew pozorom - nic wspólnego z zaratustrianizmem. Przeczytaj też : wywiad ze mną

Archiwa

W ostatnich 7 dniach


11
Unique
Visitors
Powered By Google Analytics