Ostatnia szansa chrześcijaństwa

 

Na swoim Blogu fundamentalistyczny felietonista katolicki Tomasz Terlikowski, we wpisie pt. Współczuję małodzietnym, grzmi: „Jedno dziecko w rodzinie – to nawet nie jest dramat, to zwyczajna porażka.” Orzeka autorytatywnie, że „trójka dzieci to absolutne minimum, żeby można było mówić o pełnych relacjach rodzinnych” (nawiasem mówiąc, trójka, to może być koni, dzieci jest troje). Swój wywód okrasza pseudoekonomicznymi wyliczeniami, iż:

Jeśli pierwsze dziecko kosztuje 100 procent, to drugie już tylko 50, trzecie może (przy bardzo rozrzutnych rodzicach) 25 procent, a każde kolejne jest już gratis. Ubranka przecież się nie niszczą. Foteliki, wózki, rowery i inne przedmioty zwyczajnie się przekazuje i wykorzystują je kolejne dzieciaki (swoje i znajomych). Trudno nie wspomnieć też o korzyściach. W rodzinie z kilkorgiem dzieci rodzice mają o wiele mniej pracy. Dzieci zajmują się sobą same, znajdują zabawy, kłócą i opiekują się sobą wzajemnie.

Rozumiem, że pan redaktor wynalazł również jakiś skuteczny sposób odzyskiwania zużytych pampersów. Ciekawy też jestem jakiej marki wózków używa, które są w stanie przetrwać troje dzieci (chyba, że czwarte jest już noszone na plecach przez pierwsze). Problem jedzenie też można rozwiązać tak, że daje się jeść tylko pierwszemu, który dzieli się z drugim, trzecie je to, co po nich zostanie, a czwarte to, co ukradnie.

Nie jest moim celem odwodzenia od posiadania dzieci. Sądzę, że każdy powinien mieć ich tyle, ile jest w stanie dobrze wychować. To, co zwróciło moją uwagę to występujące wśród katolików rozumowanie, które nazwałbym „fetyszem ilości”. Jest to rozumowanie bardzo adekwatne w ich sytuacji. Nie przypadkowo mówią o sobie, jako o owieczkach z pańskiej zagrody. Owce, jak wiadomo, są roślinożerne. Typową zaś strategią rozrodczą dla roślinożerców jest płodzić tyle potomstwa ile się da (w nadziei, że choć niektóre przeżyją oszczędzone przez drapieżców). Ale im więcej dzieci, tym mniej uwagi są w stanie poświęcić im rodzice – choć w komentarzach Terlikowski niby temu zaprzecza, ale sam w tekście przyznaje, że „rodzice mają o wiele mniej pracy. Dzieci zajmują się sobą same”. A zatem są wychowywane przez inne niewychowane jeszcze osoby. Do czego to może prowadzić – wiemy choćby z powieści Wiliama Goldinga „Władca much”. Oczywiście rodzice mogą temu zaradzić poświęcając, wbrew sugestiom Terlikowskiego, dzieciom więcej czasu. Nie ma problemu, gdyby był to czas, jaki dotąd poświęcali na rozrywki czy inne błahe rzeczy. Obawiam się, że przy czworgu dzieci musiałby to jednak być cały wolny czas, a zatem również czas przeznaczany dotąd na indywidualny rozwój.

Tak czy inaczej, poziom intelektualny dzieci w takich rodzinach – przynajmniej w tym wymiarze, który jest niezależny od genów, musi być niższy niż w rodzinach małodzietnych, mających dla dzieci więcej czasu do dyspozycji. Tym sposobem wychowuje się kolejne pokolenie gotowe przyjmować wszelkie absurdy nauczania kościoła.

O tym, że właśnie w płodności leżała tajemnica sukcesu starożytnego chrześcijaństwa – twierdził swego czasu socjolog Rodney Stark. Okazuje się, że ten mechanizm nadal działa. Przy czym łatwo zauważyć, że szczególnie w dzietności przodują najbardziej fundamentalistycznie nastawione odłamy chrześcijaństwa (u nas np. neokatechumenat, gdzie wyznaje się zasadę: skoro Bóg dał dzieci, to da i na dzieci).

Czy istnieje możliwość, by pogaństwo zaczęło skutecznie rywalizować na tym polu z chrześcijanami? Teoretycznie wydaje się, że nic nie stoi na przeszkodzie: czcimy wszak Demeter – Boginię Matkę, afirmujemy seksualność i małżeństwo. A jednak, czasem pogan charakteryzuje niezbyt dobrze przemyślane nastawienie antychrześcijańskie. Już wyjaśniam co mam na myśli: skoro chrześcijanie są przeciw magii czy wróżbiarstwu – my powinniśmy być za, skoro oni są przeciw aborcji, my powinniśmy być za, skoro oni bronią rodziny, my powinniśmy promować wolne związki, a jeśli już małżeństwa, to homoseksualne, skoro oni kładą nacisk na społeczeństwo, my powinniśmy być indywidualistami. Sądzę, że często postawę pogan w takich drażliwych kwestiach jak wspomniałem i wielu innych określa właśnie proste odwrócenie stanowiska chrześcijan. Zbyt proste. Tak, jakby znajomość stanowiska kościoła zwalniała nas z używania rozumu. W ten sposób poniekąd nadal podlegamy Urzędowi Nauczycielskiemu Matki Kościoła.

Druga przeszkoda to fakt, że pogaństwo ciągle jest za bardzo elitarne. Nie tylko w tym sensie, że jest nieliczne, ale również w tym, że jest domeną osób lepiej wykształconych i sytuowanych. Bez otwarcia się na elementy plebejskie, nie ma większych szans. A na to chyba nie ma szans w przypadku pogaństwa ortodoksyjnie rekonstrukcjonistycznego.

Co sądzisz o tym wpisie?
  • Genialny (2)
  • Świetny (2)
  • Niezły (0)
  • Kiepski (1)
  • Beznadziejny (0)

8 thoughts on “Ostatnia szansa chrześcijaństwa

  1. Jestem bezdzietna z wyboru i caly swiat i wszyscy ludzie moga mnie pocalowac gdzieś bo mnie g..o obchodzą. myślę tylko o sobie bo odkąd zyję zaden kaplan polityk ani orędownik dziecioróbstwa o mnie nie pomyslał i nie zrobił niczego dobrego dla mnie, moim autorytetem są pieniądze a nie ludzie, więc niech spadają na drzewo.kasa jest najważniejsza i na niej nie mozna sie zawiesc tak jak mozna się zawieścna tzw autorrytetach

    • Oba komentarze zasługują może na odpowiedź nieco inną, ale niech tam…
      Czyżbyśmy stali przed alternatywą: rozmnażać się jak świnki albo zostać świnkami-skarbonkami? Z tych dwóch wolę pierwsze. Ale alternatywa nie istnieje w tak uproszczonej formie. Myślenie w kategoriach „samego siebie”, „autorytetem są pieniądze”, to tylko nędzny produkt (częściowo uboczny, częściowo zamierzony) współczesnej cywilizacji często polany sosem „wolności”. Problem w tym, że jak nie my się będziemy rozmnażać, to zrobią to za nas panowie z długimi brodami, których potomstwo będziemy musieli tu wkrótce zaprosić, by raczyło pracować na nasze emerytury, ale zrobi to, obawiam się, za cenę naszej wolności.

  2. Autorytety to kpina .samego siebie trzeba uznacza autorrrytet i myslec i myslec o kasie, ktora przeciez jest w procesie wychowawczym najwazniejsza.olejcie hahahaha autorytety i nie róbcie dzieci tylko dlatego ze ktos tak kaze a wy nie chcecie. tylko kasa sie liczy a im wiecej dzieci tym mniej kasy , smiesza mnie idioci ktorzy rozmnazaja sie hurtowo na rozkaz hahhaha autorytetów, ja kieruje sie kasa, szkkoda mi jej na chocby jedno dziecko, ludzie w wiekszosci to idioci skoro nie uwazaja samych siebie za swoj autorytet zyciowy , duchowy , moralny tylko sluchaja ciemniakow rodem ze sredniowicza

  3. osobie bezdzietnej z wyboru jest wszystko jedno co po niej będzie-po mnie choćby potop a z życia wycisnąć jak najwięcej,dzietnosc jest dobra ale tylko planowana chciana i w dobrych warunkach materialnych, a dla mnie osobiście wszyscy ludzie to wredne gady i cieszę sie ze nikogo nie pozostawie na tym parszywym świecie, cynizm i nihilizm to moje zasady-a ten parszywy swiat g..o mnie obchodzi, wszystko dla siebie a inni niech idą do diabła-oto ma dewiza, tylko bliskim życze dobrze, altruistka ani kretynką potrzebująca autorytetów to ja nie jestem, idealizm to dla mnie durnota-każdy sobie rzepkę skrobie, a bezdzietni z wyboru powinni pokazywac nakazywaczom rozmnazania srodkowy palec-swiat to jedna wielka pomyłka której nikt i nic nie zmieni, trzeba uprawiac swoj ogrodek i tyle

  4. Cóż, opinie nt. posiadania dzieci osoby bezdzietnej są warte tyle, co księdza nt. seksu. Mówiąc krótko – takich kretynizmów dawno nie czytałem. Od dwóch lat jestem ojcem i jest to najszczęśliwszy okres w moim życiu. Ani mi , ani żonie w tym okresie do głowy nie przyszło przyjrzeć się, np. ile na dziecko „poszło pieniędzy”, bo w każdej chwili mieliśmy poczucie, że to najlepszy użytek z tych pieniędzy, jaki moglibyśmy zrobić.
    Znam różne koncepcje filozoficzne, ale takiej, w której pieniądz byłby najwyższą wartością jeszcze nie widziałem. I proszę nie obrażać cyników, oni akurat pieniądze mieli w głębokiej, bardzo głębokiej pogardzie.

  5. Ale fakt, z całą pewnością niektórzy ludzie nie powinni mieć dzieci. Powinno to być im nawet surowo zakazane.

  6. Pieniądz powinien być ważniejszy niż wszystkie religie razem wzięte a w wychowaniu dzieci to podstawa, bo można kochać tylko rodziców , którzy zapewniają dobre warunki materialne, prosty przykład-samotna matka traci prace i zwraca się do tzw. autorytetów moralno-religijno-społeczno-politycznych żeby załatwili jej nowa prace lub sypnęli kasa na dzieci-to usłyszy spier… i zdechnij ze swoim pomiotem a najlepiej rodź co roku, dlatego twierdze ze jedynym autorytetem powinien być pieniądz bo na ludziach można się tylko zawieść-vide brak jakiejkolwiek pomocy ze strony państwa dla samotnych matek oraz ich dzieci a ci ciemniacy każą produkować jak najwięcej dzieci, uważam ze na świecie nie ma ani odrobiny dobra więc po co wydawać na świat dzieci , które będą musiały żyć wśród ludzi kanalii-bo na bezludnej wyspie czy w ogóle na odludziu mogą żyć tylko ludzie z dużą kasa a nie zwykli wyrobnicy, mądry człowiek myśli tylko o sobie i swoich bliskich a społeczeństwo ma gdzieś ch.. im w d..ę, mądry rodzic uczy dzieci od niemowlęctwa -cynizmu, nihilizmu, materializmu a nie wciska im ciemnotę-uważaj tego kapłana za autorytet, im więcej dzieci tym mniej pieniędzy w domu i na łepka,a kobiety i tak zarabiają mniej niż faceci za tę sama pracę, dlatego powinny uważać wszelkie tak zw, autorytety za g..o bo pieniądz jest najważniejszy bo tylko kretyn -wyrobnik wciska kit że nie pracuje wyłącznie dla pieniędzy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

O autorze

  • ZoroastresZoroastres

    Mój pseudonim pochodzi od bohatera książki Nietzschego, mojego ulubionego filozofa. Jestem hellenistą reformowanym, współautorem projektu Olympeion, w ramach którego szukamy współczesnych form dla swej wiary (patrz też blog olympeion). Hobbystycznie zwalczam monoteizmy, takie jak chrześcijaństwo czy islam (na blogu panislam). Łączę w tej krytyce podejście socjologiczne z inspiracjami nietzcheańskimi. Nie mam natomiast - wbrew pozorom - nic wspólnego z zaratustrianizmem. Przeczytaj też : wywiad ze mną

Archiwa

W ostatnich 7 dniach


12
Unique
Visitors
Powered By Google Analytics