Na’vi i Ludzie Nieba, czyli czego boi się Watykan

Kilka dni temu serwisy informacyjne obiegła informacja: Watykan potępia film Avatar! L’Osservatore Romano pisało: efekt wizualny jest „fascynujący”, lecz za tymi efektami „w filmie kryje się niewiele” i „nie przejdzie on do historii kina”, gdyż jest w nim „mało prawdziwych emocji, ludzkich emocji” i „głębi”. Z kolei Radio Watykańskie grzmiało że film „zręcznie wyżyma wszystkie pseudodoktryny” i „popada w sentymentalizm”. Nie pierwszy raz Stolica Apostolska grzmi na dzieła dziesiątej muzy, na watykańskim indeksie znalazły się już różne filmy, od „Ostatniego kuszenia Chrystusa” czy „Żywota Briana” po potępionego przez późniejszego papieża Ratzingera „Harry’ego Pottera”. Watykańscy krytycy nie zajmują się jednak oczywiście warstwą wizualną czy fabularną dzieła, ale relacją jego wymowy do jedynie słusznego światopoglądu, który usiłują wtłoczyć swoim owieczkom.

Wczoraj wybrałem się do kina, właśnie na Avatar. Film obejrzeć moim zdaniem trzeba, przede wszystkim z uwagi na mistrzowską technologię 3D. Fabuła jest dobra, pomijając typowo hollywoodzkie zakończenie – finałowa bitwa psuje cały odbiór filmu, z góry wiadomo kto zginie, kto kogo uratuje i co się na końcu stanie z głównym bohaterem. Tyle mojej typowej „recenzji”. Opis fabuły filmu można znaleźć chociażby na filmwebie, moim celem jest ustalenie co mogło wzbudzić taki przestrach Watykanu.

Wymowa filmu skrojona jest rzecz jasna na miarę „przeciętnego odbiorcy” i pozbawiona filozoficznych dociekań, jednak w miarę inteligentna osoba wychwyci szybko pewne rzeczy. W końcu to tylko bajka, a nie wykład prof. Kotarbińskiego. Zamieszkujący Pandorę Na’vi są ludem żyjącym w harmonii z naturą, ich wizja świata opiera się na sieci wzajemnych powiązań w przyrodzie, którą ubóstwiają pod imieniem Eywa. Oglądając w filmie życie Na’vi jesteśmy świadkami modlitwy nad upolowanym zwierzęciem, gdzie myśliwy dziękuje swojemu bratu że pozwolił aby dosięgła go strzała, dzięki czemu jego ciało jako pokarm pozwoli przetrwać plemieniu, zaś dusza złączy się z naturą – wyraźna paralela do wierzeń Indian Wielkich Równin. Możemy też poznać wierzenia Na’vi dotyczące życia pozagrobowego. W jednej ze scen Neytiri tłumaczy że „każdą energię trzeba kiedyś oddać”, zaś zmarli łączą się z Eywą i można nawiązać z nimi więź podczas modlitwy w świętym gaju. Nic dziwnego, że Radio Watykańskie przeraziło się tego panteizmu.

Wierzenia i kultura Na’vi kontrastują z postępowaniem Ziemian, zwanych przez tubylców „Ludźmi Nieba”. Ci bezlitośnie mordują „dzikusów” i jałowią ogniem pokrytą lasami planetę, by tylko wydobyć coraz więcej ukrytych pod ziemią surowców. W jednej ze scen jesteśmy świadkami smutnego wydarzenia, gdy dowództwo korporacji chcąc wykurzyć Na’vi z wielkiego drzewa służącego im za dom, a pod którym znajdują się bogate złoża surowców, rozjeżdża buldożerami ich święty gaj. Gdy naukowcy protestują, z ust dowodzącego akcją padają słowa „że to tylko drzewa, jak każde inne” i jakiś tekst o dzikusach tulących się do drzew. W tym momencie nasunęła mi się paralela do chrystianizacji, która również odbywała się za pomocą podobnych praktyk. Mantry o „dzikusach tulących się do drzew” nieustannie padają z ust chrześcijan wobec pogaństwa. Z tym, że aby zrozumieć przebogatą symbolikę kryjącą się w tych kultach trzeba chociaż trochę liznąć Eliadego, a nie katować się świętym Augustynem…

Określenie Ziemian mianem „Ludźmi Nieba” nie zostało w filmie etymologicznie rozszyfrowane, w przeciwieństwie do wielu określeń z języka Na’vi. Wyraźnie jednak owo „Niebo” kontrastuje z Ziemią, matką Na’vi. Również i w naszym, rzeczywistym świecie, jeśli spojrzymy w historię, właśnie zwrócenie się w stronę „Nieba” spowodowało zerwanie więzi z Matką-Ziemią i początek bezmyślnej dewastacji naszej planety. Chociaż zapewne reżyser filmu nie miał o tym pojęcia, 天主教 (Tianzhu​jiao​​) , czyli Nauki Pana Nieba, to chińska nazwa… katolicyzmu. Z całą pewnością zupełny przypadek, mimo to jednak…

Film nie jest wybitnie genialnym obrazem, co nie zmienia faktu, że jego przesłanie może być porażające. Do ukazania tego, jak mocno zatraciliśmy naszą więź z naturą, nie trzeba opasłych traktatów filozoficznych, czasem wystarczy prosty przekaz filmowej bajki. Krytycy zawsze powiedzą, że Avatar to jakiś ckliwy ekologizm, tudzież że uzbrojona w łuki i żyjąca na drzewie kultura Na’vi to nawoływanie do anarchoprymitywizmu. Takie osoby na pewno znajdą pracę w Radiu Watykańskim. Tam myśleć nie trzeba, wystarczy rzucać takie i podobne slogany.

Co sądzisz o tym wpisie?
  • Genialny (0)
  • Świetny (2)
  • Niezły (5)
  • Kiepski (2)
  • Beznadziejny (1)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

O autorze

  • feanarofeanaro

    Historyk wyznający słowiańskich bogów. Z chrześcijaństwem i jego apologetami będzie polemizował nie tylko z perspektywy historycznej.

Archiwa

W ostatnich 7 dniach


17
Unique
Visitors
Powered By Google Analytics