Kryptopoliteiści od siedmiu boleści

Jeśli na dźwięk słowa politeizm”; wzruszasz z lekceważeniem ramionami sądząc, mowa o czymś, co dawno minione, muszę Cię drogi czytelniku rozczarować — jest wręcz przeciwnie. Politeizm jest sprawą teraźniejszości i przyszłości. Nie wprowadza go nikt świadomie, nie trzeba o niego walczyć, dekretować. Politeizm jest koniecznością, która po prostu wynika z natury rzeczy. Do tego stopnia, że głównymi jego orędownikami są dziś… chrześcijanie! Już spieszę z wyjaśnieniami, zanim czytelnik pęknie ze śmiechu. Oczywiście politeizm formalnie jest przez chrześcijan potępiany. Wszyscy chrześcijanie są zgodni w tym, że Bóg jest jeden: i katolicy, i luteranie, i kalwiniści, i purytanie, i zielonoświątkowcy, i adwentyści, baptyści i wszystkie inne sekty jakie się wy rodziły z tej jednej pierwszej sekty galilejczyków. Nie przeszkadzało im to naturalnie wzajemnie się prześladować, palić na stosie i wszelkimi sposobami zwalczać ogniem i żelazem — jeśli ktoś im je oczywiście udostępnił. Po wojnie trzydziestoletniej politycy jednak doszli do wniosku, że są ciekawsze i bardziej opłacalne powody, by toczyć wojny i biskupi zostali bez darmowej siły zbrojnej. Nie jest łatwo z rezygnować z takich możliwości, stąd do dziś pokusa posiadania „własnych” polityków nie opuszcza wielebnych (u nas od o. Rydzyka do bp Życińskiego).

Dzisiaj nie mogą już jednak marzyć o zwartym oddziale halabardzistów gotowych uczyć kacerzy „rozumu”. Co więcej, pojawia się konkurencja: buddyści i hinduiści ze wschodu, islamiści z południa i ateiści w najbliższym otoczeniu. W końcu zaświtała im myśl, że skoro nie można zmusić innych do uznania naszej własnej opinii, to może trzeba by się dogadać. Tak na przełomie XIX i XX wieku zrodził się ruch ekumeniczny. Podstawą, na której się opiera, i z której wywodzi się czasem jego szersza wersja — dialogu obejmującego żydów i muzułmanów, jest przekonanie, że Bóg jest jeden, a zatem wszyscy czczą tego samego. Brzmi to przekonująco — na pierwszy rzut oka. Ale starczy przyjrzeć się nieco bliżej, by zobaczyć cały fałsz tego pozornego monoteistycznego truizmu. Czy rzeczywiście można powiedzieć, że to jeden i ten sam Bóg, który:

  • jest absolutnie jeden, jednoosobowy i niepodzielny
  • stanowi jedność w trzech osobach
  • jest nieskończenie miłosierny i sprawiedliwy
  • przed założeniem świata arbitralnie zadecydował, kto będzie należał do mniejszości zbawionych a kto z całą rzeszą potępionych trafi do piekła
  • ocenia ludzi na podstawie wiary
  • ocenia ludzkie czyny
  • wybrał pewnych ludzi na swych uświęconych kapłanów
  • uczynił wszystkich ludzi równymi przed sbą

Nie będę wyliczał wszystkich różnic doktrynalnych między tysiącami sekt chrześcijańskich. Nie wszystkie odłamy powstały na gruncie różnic doktrynalnych, czasem wystarczyła ludzka zawiść aby stworzyć nowy kościół, tym razem już ten naprawdę prawdziwy. Nawet wtedy jednak z czasem uzasadniano swą decyzję rozwijając własną teologię, która jednak by się czymś różniła od teologii kościoła macierzystego.

Na czym więc opiera się przekonanie, że wszystkie te sekty wyznają jednego i tego samego Boga? Pozwolę sobie zacytować Szekspira: -What do you read, my lord?Words, words, words. Pogodzenie monoteizmów pozostaje wyłącznie werbalne, na poziomie słów, nie treści. Ileż dziesiąt lat trwało, zanim stosunkowo bliskie sobie wyznania jak luteranizm i katolicyzm dogadały się (względnie) w kwestii jednego ledwie dogmatu (o usprawiedliwieniu), którzy rzekomo był sformułowany w ich pismach świętych!

W ekumenizmie chrześcijanie faktycznie nie tyle dogadują się, ale uczą się starej pogańskiej cnoty: tolerancji, świadomości, że tak naprawdę, to nie wiadomo jak jest, że należy zatem podchodzić z wyrozumiałością i lekkim przymrużeniem oka, do cudzych — i co może ważniejsze — do swoich własnych wyobrażeń o tym, co ostatecznie niewyobrażalne. Faktycznie więc stają się politeistami, przynajmniej w warstwie praktycznej — każdy wierzy w swojego Boga i toleruje innych. Czasami może nawet wstąpi do świątyni konkurencji.

Daleko temu kryptopoliteizmowi do szlachetności autentycznego. Stale wyczuwa się, że starczyłoby im dać do ręki miecz, aby wróciły dawne marzenia o jednym, jedynym Bogu. Islamscy terroryści nie są tu wyjątkiem. Starczy przyjrzeć się, jak niektórzy nasi rodzimi katolicy walczą z tzw. „sektami”. Ale też mocarnych sobie przeciwników wybrali!

Co sądzisz o tym wpisie?
  • Genialny (2)
  • Świetny (1)
  • Niezły (0)
  • Kiepski (0)
  • Beznadziejny (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

O autorze

  • RutiliusRutilius

    Historyczny Rutilius był rzymskim arystokratą, poetą i politykiem. U nas rządzi na forum i pilnuje strony technicznej strony. Ukończył teologię katolicką i... przejrzał. Teraz szuka (po amatorsku) filozoficznych uzasadnień swej wiary. Tradycja helleńska. Rutilius Martinus Vagner | Utwórz swoją wizytówkę

Archiwa

W ostatnich 7 dniach


22
Unique
Visitors
Powered By Google Analytics