Kłamstwo chrystianizacji

966. Chrzest Polski. Każde dziecko w Polsce zna tę datę. I z pokolenia na pokolenie jest „chrzest Polski”. W jednym momencie cały naród przyjął jedyną prawdziwą wiarę, stając się państwem i narodem. Małpy zeszły z drzew. Tak samo Węgry w 974 roku czy Ruś 14 lat później. Oto dokonał się istny cud. Prawda jest jednak taka, że nową wiarę przyjmował początkowo niecały 1% społeczeństwa, w następnych latach liczba ta powoli, z wielkim trudem i przy użyciu przemocy wzrastała w tempie kilku-kilkunastu procent w ciągu wieku, a ogół jeszcze bardzo długo trzymał się swojej własnej wiary.

Historycy od stu lat dumają, czy daty „chrztu Polski” nie należałoby cofnąć de facto o 100 lat, bo niby to będąca pod wpływem nawróconych już Czechów Małopolska z dużym prawdopodobieństwem przyjęła ich wiarę. Małopolska przyjęła. Czyli władca plus kilkanaście osób z jego najbliższego otoczenia. I to też pewnie nie wszyscy, zaś lud i tak był pogański. Bo jak mówią nam przekazy z czasów chrystianizacji Litwy, nawracanie ludu miało mniej więcej taki oto przebieg: do wsi pod eskortą podarowanych mu przez władcę żołnierzy przyjeżdża ksiądz, chrzci hurtowo kilkudziesięciu mieszkańców tej i pobliskich wsi, po czym po jego wyjeździe ludzie idą do swojego kapłana żeby ich „odechrzcił”.

W jaki sposób przekonywano ludzi do jedynej prawdziwej wiary w miłosiernego Chrystusa, wspominać nie trzeba. Wybijanie zębów za jedzenie mięsa w piątek to fakt powszechnie znany. Natomiast ulubionym faktem historycznym chrześcijan dotyczącym tamtego okresu jest wspominanie ilu to misjonarzy, niosących pokój i miłość ciemnym poganom, poniosło męczeńską śmierć. Tak jak patron Polski, święty Wojtek. Tyle że Wojtka nikt nie zabił za przekonania religijne. Śmierć poniósł za brak szacunku dla gospodarzy, gdy ostentacyjnie odprawił mszę w najświętszym gaju Prusów.

Jak ochoczo garnął się lud do nowej wiary, świadczy choćby tak powszechnie znany fakt jak reakcja pogańska w Polsce w latach 1034-1037, w wyniku której na dekadę jako samodzielne księstwo odpadło Mazowsze z pogańskim księciem Masławem vel Miecławem. Ale nie tylko w Polsce. W tym okresie podobne reakcje pogańskie ogarniały chociażby Czechy i Węgry. Nie wspominając o Rusi, gdzie wydarzenia takie ciągnęły się przez dziesięciolecia. Dość wspomnieć rebelię w Suzdalu w roku 1024 czy w Nowogrodzie w 1071 roku. A zwłaszcza w Nowogrodzie. Otóż tam po stronie chrześcijaństwa opowiedział się jedynie książę wraz z drużyną, zaś ogół mieszkańców opowiedział się po stronie starej wiary! Dość marne wyniki stuletniej chrystianizacji Rusi, i to w drugim po Kijowie grodzie ruskim…

Jak pokazuje niestety przykład polskich zrywów zbrojnych w XIX wieku, nic tak nie niszczy nawet najsilniejszej społeczności ludzkiej jak wszelkie powstania i rebelie. W następnym wieku powstań już nie było. Ale myli się ten kto myśli, że nie było już pogaństwa. Gdzie tam, trwało w najlepsze! Ruska kronika informuje nas, że w 1227 roku w Nowogrodzie spalono na stosie czterech wołchwów. A kim byli owi wołchwowie? U dawnych Słowian byli to wróżbici, znachorzy i czarownicy. Coś na kształt szamanów. Pełnili też funkcje kapłańskie. Tak więc informacja ta wskazuje nam, że w XIII wieku, gdy wyprawy krzyżowe do Palestyny już się kończą, istniała jeszcze regularna warstwa słowiańskich kapłanów. I nie tylko wtedy. Działający w II połowie XIV wieku wśród plemienia Zyrian święty Stefan z Permu, by zdobyć sobie posłuch wśród ludności musiał… wyzwać na próbę ognia i wody ich wołchwa. Niemal w przeddzień bitwy pod Grunwaldem.

Więcej o wołchwach już nie słyszymy. Ale to jeszcze nie koniec ciekawostek. Otóż księgi kościelne z XVI wieku przewidują karę trzech lat postu za „modły do wił, na cześć Roda i rodzanic, i Peruna, i Chorsa i Mokoszy picie i jedzenie”. Karę za kult słowiańskich bóstw w czasie gdy Magellan opływa świat! Skoro napisano o tym, to znaczy że zjawisko istniało i to najprawdopodobniej w dosyć dużym zakresie.

To już jednak niestety koniec takich informacji. Już w XVII wieku podobne wzmianki będą w sobie miały więcej ludowej fantastyki niż rzeczywistości. Jako powód „wygaśnięcia” pogaństwa w XVI wieku należałoby wskazać reformację i kontrreformację. Podział chrześcijaństwa na kilka kościołów zmusiło je do usilnej walki o wiernych. I wcale nie bardziej humanitarnymi sposobami. Bo zębów za jedzenie mięsa w piątki już nie wybijano, ale o Nocy Świętego Bartłomieja nikt nie powie, żeby była od tego bardziej ludzka.

Ale czy i to ostatecznie „schrystianizowało” społeczeństwo? Bynajmniej. Bo sami sobie nie zdajemy sprawy, ile pogaństwa w chrześcijańskim społeczeństwie zostało. Wysyłając kogoś do licha wysyłamy go do demona którego obawiali się dziadowie naszych dziadów, a klnąc „niech to piorun trzaśnie” powtarzamy nadal po 1000 lat od „chrztu Polski” odpowiednik chrześcijańskiego „Jezus Maria”, wzywając gromowładcę Peruna. Nie wspominając o choince, pisankach, marzannie, pustym miejscu w święta obchodzone 24 grudnia.
Jesteśmy poganami tak jak 1000 lat temu. Tylko musimy to w sobie dostrzec, zrzucając narzucony nam płaszcz chrześcijaństwa.

Co sądzisz o tym wpisie?
  • Genialny (47)
  • Świetny (5)
  • Niezły (8)
  • Kiepski (3)
  • Beznadziejny (5)

3 thoughts on “Kłamstwo chrystianizacji

  1. Pingback: | Blogosfera przy Pantheionie | TOP 30 – najlepsze posty na blogosferze |

  2. Dodajmy do tego fakt, że „ostatnią” czarownicę w Polsce skazano na śmierć w 1811 w Reszlu i zrobili to miłosierni chrześcijanie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

O autorze

  • feanarofeanaro

    Historyk wyznający słowiańskich bogów. Z chrześcijaństwem i jego apologetami będzie polemizował nie tylko z perspektywy historycznej.

Archiwa

W ostatnich 7 dniach


11
Unique
Visitors
Powered By Google Analytics