Jak przyrządzić chrześcijanina z odzysku

Postanowiłem opisać jedną z metod „nowej ewangelizacji”, czyli ewangelizacji skierowanej zasadniczo do ochrzczonych, tudzież „wierzących-niepraktykujących”. Metodę tę poznałem w późnych latach 90., kiedy jeszcze byłem katolikiem, od tamtego czasu nieznacznie ewoluowała. Oryginał składa się z 6 punktów czy etapów. Został on opracowany przez Jose P. Floresa, który mocno inspirował się metodami wypracowanymi przez protestantów. Te inspiracje wzbudzają naturalnie podejrzenia u drażliwych na punkcie „ortodoksji” katolickich hierarchów czy innych, domorosłych apologetów1).

Z tego co się orientuję, czasami pod ich wpływem dokonuje się pewnych zmian, wprowadzając dodatkowe punkty, co moim zdaniem nieco rozmywa i osłabia oddziaływanie całości. W poniższej analizie będę się opierał na tej dawnej, najpopularniejszej wersji, jako bardziej ekumenicznej i dającej pojęcie nie tylko o jednym nurcie chrześcijaństwa.

Metoda ta polega w gruncie rzeczy na jasnym i (psychologicznie) logicznym uporządkowaniu najważniejszych chrześcijańskich prawd wiary, czyli kerygmy, stąd czasem w skrócie nazywa się ją kerygmatem, czy głoszeniem kerygmatu.

Bóg Ciebie kocha

Pierwszym punktem jest ogłoszenie przez ewangelizatora kandydatowi „orędzia o bożej miłości”. Miłość tę odmalowuje się w iście cukierkowych barwach, iż jest odwieczna, niezmienna, bezwarunkowa, że Bóg przygotował dla nas wszystko, co najlepsze itd. Całość okrasza się licznymi cytatami z Biblii, które prawdę tę mają potwierdzać. np. takimi: „Nie lękaj się, bo cię wykupiłem, wezwałem Cię po imieniu: tyś moim!” (Iz 43, 1)” albo „Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu, ta która kocha syna swego łona? A nawet gdyby ona zapomniała, Ja nie zapomnę o tobie. Oto wyryłem cię na obu dłoniach.” (Iz 49, 15-16a) albo „Góry mogą ustąpić i pagórki się zachwiać, ale miłość moja nigdy nie odstąpi od ciebie” (Iz 54,10) Cytaty te są oczywiście wyrwane z kontekstu i użyte skrajnie instrumentalnie: w rzeczywistości mówią one o miłości Jahwe do Izraela, rzadziej do konkretnego proroka czy historycznej postaci. Tymczasem ewangelizator cytuje je podkreślając „Ciebie”, „Cię”, „Tobie” i wskazując, że oto Bóg mówi tymi słowami do kandydata.

Jesteśmy, jako ludzie, istotami społecznymi, wszyscy pragniemy kochać innych ludzi i być przez innych kochani. Jest to najzupełniej naturalne, że do szczęścia potrzebujemy miłości. Staje się to wyjątkowo gorącą potrzebą w czasach, gdy więzi międzyludzkie ulegają rozluźnieniu, gdy ludzie cierpią z powodu samotności czy nieumiejętności trwałego związania się z drugim człowiekiem. Psychoanalityk społeczny, Karen Horney zdefiniowała jedno z najbardziej charakterystycznych zaburzeń współczesności jako „neurotyczną potrzebę miłości”. Właśnie do tej potrzeby odwołuje się omawiana metoda, zwraca się do naszego pragnienia więzi z drugim człowiekiem, tyle, że zamiast drugiego człowieka wstawia swojego Boga.

Jak widzimy, przytaczane fragmenty pełne są obrazów i odniesień do miłości rodzicielskiej, inne mówią nawet o braniu na ręce i przytulaniu do policzka. Posługują się przymiotnikami charakteryzującymi właśnie relację miłości rodzicielskiej: bezwarunkowość, niezmienność, czułość itp., przez co mogą trafić szczególnie do osób, których relacje z własnymi rodzicami pozostawiają trochę do życzenia. Jednocześnie subtelnie przygotowują grunt pod drugi punkt programu, np. w stwierdzeniu „Bóg nie wymaga, abyś go kochał, ale abyś pozwolił mu się kochać”. Sugeruje to, że coś ze mną nie w porządku, że ja robię coś źle. Tym razem jednak stwierdzenie to przemyka nierozwinięte, kluczowe jest bowiem co innego: wzbudzić maksymalnie tęsknotę za miłością. Gdy jest obudzona – kandydat już w zasadzie połknął haczyk: wszedł w przygotowane koleiny i zaakceptował autorytet Biblii. Naturalnym pytaniem, które rodzi się w momencie, kiedy ewangelizator odmalowuje mu tak wspaniałe obrazy boskiej miłości zwróconej osobiście do kandydata jest pytanie: dlaczego tego nie doświadczam. Jak widzimy, na metodę tę są podatni zasadniczo wszyscy ludzie z jakiegoś powodu nieszczęśliwi, chorzy, cierpiący, którzy pragną pomocy i pociechy, jako wyrazów ludzkiej miłości. W każdym razie ewangelizator tak długo będzie słodził boską miłością, aż do tego pytania, choćby wyrażonego tylko w tęsknym spojrzeniu, nie podprowadzi kandydata. I wtedy ma na nie gotową odpowiedź: nie doświadczasz Bożej miłości, gdyż:

Jesteś grzesznikiem

Drugi punkt kerygmatu odnosi się do starego katolickiego dogmatu o grzechu pierworodnym. Eksponuje się szczególnie fragment z Listu do Rzymian: „Wszyscy bowiem zgrzeszyli i pozbawieni są chwały Bożej” (Rz 3, 23). Przyczyną wszelkiego zła jest zatem błąd pierwszych ludzi, którzy dali się zwieść osobistemu przeciwnikowi Boga – szatanowi. Ewangelizator uświadamia tutaj przede wszystkim trzy rzeczy: 1) każdy jest grzesznikiem, ale nie wynika to z tego, że każdy zgrzeszył, lecz z tego, że każdy jest grzesznikiem – to kluczowa kwestia. Tym różni się chrześcijaństwo od innych religii, również judaizmu, gdzie człowiek jest uznawany za grzesznika, gdyż popełnił któryś z zakazanych czynów. Oznacza to, że można nie być grzesznikiem, jeśli się tych czynów nie popełni, człowiek jest z natury dobry i jest odpowiedzialny za swój stan. Inaczej jest w chrześcijaństwie: nie dlatego jesteś grzesznikiem, że popełniasz grzechy, ale popełniasz grzechy, gdyż jesteś grzesznikiem. Grzeszna jest twoja natura i dlatego rodzi ona grzeszne czyny. A zatem człowiek nie ma żadnego wpływu na swój stan, jest absolutnie bezsilny. Flores porównuje grzech do cienia, którego nie można się pozbyć, do korzenia drzewa cytrynowego, które zawsze da cytryny, nigdy śliwki.

Widzimy, że wszystkie problemy, jakie mogą nękać człowieka czy świat w jednej chwili ulegają uogólnieniu, sprowadzeniu do jednego problemu, i to takiego, którego nie można rozwiązać. Normalnie człowiek, gdy czuje się samotny szuka sobie partnera/ki, gdy jest chory – idzie do lekarza, gdy nie ma pracy, cierpi biedę – szuka zarobku, albo stara się przekwalifikować. Są to wszystkie realne problemy, które można przemyśleć i starać się znaleźć ich rozwiązanie. Gdy wszystko to uznamy konsekwencją grzechu i to jeszcze nie naszego, ale popełnionego przez jakiś mitycznych ludzi, grzechu na który nie mamy już żadnego wpływu, pozostaje tylko załamać ręce i uświadomić sobie swoją bezsilność – i to jest drugi element. Ale Prado Flores skłania jeszcze do uszczegółowienia, należy sobie uświadomić również konkretne swoje grzechy. Na kilka zwraca szczególną uwagę: szczególnie wiąże z szatanem oczywiście wszelkiego rodzaju spirytyzm, spirytualizm (sic!), uzdrawiaczy, wróżby, czytanie z rąk, z fusów lub kart, astrologię i horoskopy, kontakty ze zmarłymi i przystępowanie do sekt diabelskich” (s.31).

Koncepcja ta, jak na swoim blogu opisał Zaratustra, jest rodzajem samospełniającej się przepowiedni. W rezultacie kandydat zostaje sprowadzony na kolana w poczuciu własnego zagubienia, bezsilności, słabości. Oczywiście z klęczków spogląda z na ewangelizatora, który idzie za ciosem i obwieszcza:

Jezus już Cię zbawił

To hasło znowu kieruje się „osobiście” do kandydata. Co ciekawe, stosuje się tu zaskakującą sztuczkę retoryczną. Konwencjonalna katecheza sytuuje zbawienie zwykle po śmierci, jako ostateczna nagroda. To oczywiście tylko podmiana pojęć mająca na celu zintensyfikowanie wrażenia, gdyż treść jest stara, wyrażana zwykle słowem „odkupienie”. I znowuż mamy liczne cytaty tłumaczące, że Bóg już w zasadzie za nas problem, o którym była uprzednio mowa, rozwiązał: „Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony” (J 3, 16 — 17). Tak więc jedynym sposobem, aby ludzi wyleczyć z tej urojonej choroby wrodzonego grzechu było złożenie temu rozmiłowanemu w ludz kości Bogu, ofiary z człowieka, ale oczywiście nie mógł być to zwykły człowiek, bo zgodnie z tą nadprzyrodzoną arytmetyką, skoro każdy grzech, jak się przekonuje, zaciąga winę zasługującą na śmierć, to śmierć jednego człowieka byłaby odkupieniem tylko za niego samego. Tylko ktoś, kto sam jest bez grzechu może odkupić innego grzesznika – no ale wtedy byłaby to tylko jedna osoba, dlatego ten ktoś musiał być jednocześnie Bogiem, aby jego ofiara była nieskończona, a zatem mógł to być tylko Jezus – co należało udowodnić.

Ewangelizator prezentuje tu Pawłową teologię, opartą zresztą na błędnej interpretacji ST (co trafnie wypunktował Hyam Maccoby w Kowalu mitu), w której Jezus, dzięki tajemniczemu utożsamieniu się z grzechem umierając pogrzebał z sobą ów grzech ze sobą.

Tak czy inaczej mamy wierzyć, że Jezus pozwalając się pojmać i skazać na śmierć pokonał szatana i wszelkie zło tego świata, czego dowodem jest oczywiście przekonanie jego uczniów o zmartwychwstaniu mistrza. Kto chce, niech wierzy. Z punktu widzenia kandydata elementy układanki zostały przed nim wyłożone (dobro, zło, przeszkoda, rozwiązanie) ale ewidentnie czegoś brakuje, naturalne jest w tym momencie pytanie: skoro problem jest rozwiązany, to dlaczego nadal jest problemem? Co mam zrobić? Ewangelizator i na to ma gotową odpowiedź:

Uwierz i nawróć się

Pozostaje zatem uwierzyć, iż zbawienie się dokonało, i nawrócić się, wyrzec się grzechu oraz… „uznać Jezusa za swego Pana i Zbawiciela”, co podpiera sie następującycm cytatem:

(9) Jeżeli więc ustami swoimi wyznasz, że Jezus jest Panem, i w sercu swoim uwierzysz, że Bóg Go wskrzesił z martwych – osiągniesz zbawienie. (10) Bo sercem przyjęta wiara prowadzi do usprawiedliwienia, a wyznawanie jej ustami – do zbawienia” (Rz 10,9-10). Uznanie Jezusa za Pana, swego Pana – oznacza powierzenie się mu, zrezygnowanie z siebie, gotowość do odcięcia się od wszystkiego, co w życiu było grzechem, wyrzeczenie się wszelkich satanizmów, rozwiązłości, egoizmu, pychy itp. Flores zaleca „Powiedzmy w jakiś sposób, ze Go zapraszamy, by żył w naszym sercu, by wszedł i stał się częścią naszego życia, by stał się środkiem naszego istnienia” (63)

W tym momencie ewangelista pouczywszy kandydata może taktownie usunąć się na bok, spokojny, że jeśli doprowadził go aż dotąd, to nie ma wyjścia, kandydat ulegnie. Zaleca się wykonanie jakiegoś zewnętrznego gestu, czasami daje się kandydatowi do podpisania swoisty cyrograf powierzenia się Jezusowi (zamieszcza taki J.P.Flores na str. 75). Brzmi on następująco:

„Jezu, wierzę w Twoje zmartwychwstanie. Bóg Cię uwielbił, napełnił Cię Duchem Świętym i dał Ci imię, które jest ponad wszelkim imieniem. Dzisiaj uznaję Cię PANEM, MOIM PANEM, PANEM całego mojego życia i poddaję się całkowicie Tobie i Twojej świętej woli, abyś uczynił ze mną to, co zechcesz. Nie chcę już więcej być centrum mojego życia. Nie chcę być niewolnikiem ani pieniędzy, ani przyjemności, ani żadnej władzy lub żądzy, która mnie oddala od Ciebie. Ty przejmij nade mną kierowanie. Uczyń, abym pragnął i robił to, co Ty chcesz. Powierzam Ci całego siebie. Podejmuj wszystkie decyzje według Twojej woli i spraw, abym jak Maryja był sługą Twojego słowa, ponieważ to jest jedyny sposób na to, by być naprawdę wolnym. Ja nie chcę więcej żyć dla siebie, żyj Ty we mnie. Daj mi swoje życie w zamian za moje, które Ci dzisiaj powierzam na zawsze. Otwieram Ci całkowicie bramę mojego serca. Wejdź we mnie i zostań ze mną na zawsze.” (75)

Tak głębokie utożsamienie się z Jezusem owocuje efektem „nowego narodzenia” (stąd zwie się ich Born-again Christian). Jeśli kandydat faktycznie wyrzekł się wszystkiego i zrobił to na serio, jeśli zrezygnował z siebie, z własnej woli i zgodził się być kierowany, faktycznie ma poczucie, jakby zaczynał nowe życie. Nie wie, że jest to życie niewolnika, początkowo „pełne słodyczy”, fakt, ale wkrótce, najdalej w ciągu kilku lat się to zmieni.

W zasadzie można by na tym poprzestać, kandydat został już „przerobiony”, jednak aby pogłębić efekt, ewangelizator ma jeszcze niespodziankę.

Duch święty

Metoda którą opisuję odwołuje się do dorobku ruchów pentacostalnych, które na gruncie katolickim reprezentuje Odnowa w Duchu Świętym. Po przeżyciu nawrócenia i osobistym wydaniu się w niewolę kandydat jest gotowy do wejścia w ten rodzaj doświadczenia. Ewangelizator nakłada ręce na głowę klęczącego kandydata i modli się na głos, aby Duch święty zstąpił i wszedł w delikwenta. Ten zaś ma się odpowiednio „otworzyć”.

Ciekawi mogą obejrzeć jak to wygląda np. tutaj, tutaj lub tutaj, albo na filmie Jesus Camp. Do omawianej metody element charyzmatyczny wprowadził uzdrowiciel o. Emiliano Tardif.

Jest to, jak widać, forma ekstatycznego kultu opętania, choć oczywiści występują pewne różnice w stosunku do religii animistycznych. Kandydat doświadcza tego jako dość realnego przeżycia nadprzyrodzoności, które zapada głęboko w pamięć.

To jednak nie wszystko. Nawet intensywne doświadczenie jest tylko jednorazowym przeżyciem, z czasem w pamięci może się zatrzeć. Dlatego na koniec ewangelizator ma jeszcze jedno zalecenie:

Wspólnota

Żadna religijność nie przetrwa, gdy jest praktykowana przez samotne jednostki, stąd kolejnym krokiem ewangelizatora jest włączenie kandydata do jakiejś kościelnej wspólnoty. W wypadku, gdy ewangelizacji poddawana jest większa grupa ludzi (np. w trakcie szkolnych rekolekcji), tworzy się czasem z nich nową grupę.

Podsumowanie

Widzimy, że opierając się instrumentalnie na Biblii, odwołując do głębokich potrzeb psychologicznych, chrześcijanie dążą do tego, by z normalnego człowieka uczynić nawiedzonego niewolnika Jeszuy z Nazaretu. O jednym elemencie jednak jeszcze nie wspomniałem, a jest on równie kluczowy jak cała metoda: ewangelizować może człowiek już zewangelizowany. Oznacza to, m.in., że mówi nie tyle to, co się wyuczył, ale co sam – jak mniema – dogłębnie przeżył. Pod szatą kerygmatu następuje więc zarażenie wiarą, niczym wirusem. Bez tego elementu całość jest nieskuteczna, nieprzekonująca. Połączenie obu: osobistego świadectwa z metodą okazuje się dość często skutecznym… wobec kogo? Wobec osób, które spełniają dwa warunki: musi być to ktoś tak czy inaczej nieszczęśliwy (z problemem) oraz musi wierzyć w autorytet Biblii (to znaczy być pozbawiony rzetelnej wiedzy na jej temat).


  • 1 Tekst w odnośniku polecam przeczytać po zapoznaniu się z niniejszym tekstem, zawiera spoilery. Porównaj: http://www.apologetyka.katolik.pl/gorące-polemiki/kerygmat-po-katolicku/833-kerygmat-w-kursach-ewangelizacyjnych
  • Flores Jose H. Prado, 1993, Idźcie i ewangelizujcie ochrzczonych
  • http://www.snegdansk.pl/kerygmat.html
Co sądzisz o tym wpisie?
  • Genialny (2)
  • Świetny (9)
  • Niezły (1)
  • Kiepski (0)
  • Beznadziejny (1)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

O autorze

  • RutiliusRutilius

    Historyczny Rutilius był rzymskim arystokratą, poetą i politykiem. U nas rządzi na forum i pilnuje strony technicznej strony. Ukończył teologię katolicką i... przejrzał. Teraz szuka (po amatorsku) filozoficznych uzasadnień swej wiary. Tradycja helleńska. Rutilius Martinus Vagner | Utwórz swoją wizytówkę

Archiwa

W ostatnich 7 dniach


14
Unique
Visitors
Powered By Google Analytics