Dobra, katolicka uczelnia

W Ameryce ukazały się rezultaty badań przeprowadzonych przez Uniwersytet Georgetown w Waszyngtonie. Ich przedmiotem były przekonania studentów katolickich uczelni w USA. Obserwacje te nie są nowe, już wcześniej podobne informacje zamieściło w swym raporcie Towarzystwo Kardynała Newmana. Potwierdzają one to, co jest w sumie tajemnicą poliszynela: jeśli chcesz utracić wiarę – zapisz się na teologię!

Katoliccy studenci, którzy uczęszczają do katolickich uczelni w Stanach Zjednoczonych częściej skłonni są do porzucenia wiary, niż do jej pogłębienia w okresie studiów. (…) Tylko jedna trzecia studentów uczęszcza na Mszę po zakończeniu studiów. Niespełna 10 proc. z nich porzuca wiarę w okresie uniwersyteckim, a tylko 4 proc. wstępuje do Kościoła ucząc się w katolickiej placówce. Kryzys tożsamości ośrodków akademickich ukazują też poglądy reprezentowane przez studentów, często niezgodne z nauczaniem Kościoła. Młodzi ludzie mają odmienne zdanie najczęściej w kwestiach moralnych dotyczących aborcji, czy tzw. „nowoczesnych związków” pozamałżeńskich, w tym akceptacji par homoseksualnych.

Oczywiście katolicka agencja, z której zaczerpnąłem tę informację, zatytułowała newsa Kryzys katolickiego szkolnictwa wyższego. No właśnie, dlaczego kryzys? Może ta zmiana postaw studentów wobec wiary dowodzi właśnie efektywności nauczania na tychże uczelniach? Przecież nie zmienia się tylko ten, kto się nie uczy. Zaraz, zaraz, ale kto powiedział, że uczelnia katolicka ma uczyć, poszerzać horyzonty, pobudzać do samodzielnego dociekania prawdy? Nie, katolicka uczelnia ma nieco inne zadania, niż normalne uniwersytety. Katolickie kryteria oceny uniwersytetów możemy wydedukować z celów, jakie stawia przed sobą wspomniane The Cardinal Newman Society. Ich celem jest:

odnowa i wzmocnienie katolickiej tożsamości placówek edukacyjnych, zarówno w dyscyplinach akademickich, jak i w zajęciach pozauczelnianych. Instytut bada zgodność z nauczaniem Kościoła programów akademickich oraz opracowuje ranking najlepszych katolickich uniwersytetów dbających o rozwój duchowy studentów.

Co to znaczy katolicka tożsamość uniwersytetu w dyscyplinie akademickiej? Czy istnieje coś takiego jak katolicka matematyka, katolicka biologia, katolicka fizyka? A jeśli istnieje, to czym się różni od bezprzymiotnikowej matematyki, fizyki czy biologii, bezprzymiotnikowej, czyli takiej, która zgodnie ze standardami nauki dąży po prostu do prawdy? Mamy odpowiedź, czym się różni: zgodnością z nauczaniem Kościoła. Nie wiem jakie jest nauczanie Kościoła w matematyce, ale już w fizyce można domyślić się, w jakim kierunku badania byłyby wspierane, a w jakim dyskryminowane (np. alternatywnych do teorii Big Bang wizji początku wszechświata, albo teorii, które nie zakładają w ogóle początku). O biologii nie wspomnę.

Oczywiście badania te mają pewien brak – wiarygodnie ocenić wpływ edukacji katolickiej na wiarę można by porównując powyższe cyfry z rezultatami świeckich uczelni. Z badań tych wynika co najwyżej, że katolickie uczelnie nie są odporne na wpływ ogólnej tendencji potwierdzonej najrozmaitszymi badaniami, również na gruncie polskim – im wyższe wykształcenie, tym mniejsza religijność kościelna.
Tym samym jesteśmy świadkami swoistej ironii dziejów – dawniej to chrześcijanie określali swoich adwersarzy pogardliwym słowem „wieśniak” (paganus), teraz „chrześcijanin” zaczyna znaczyć „niedouczony”. Wierzysz jeszcze w boskość syna cieśli z Galilei? Oznacza to, że jeszcze za krótko studiowałeś, albo nie robiłeś tego wystarczająco rzetelnie!

Przypominają się słowa Nietzschego

Chrześcijaństwo stoi też na stanowisku przeciwnym wszelkiej duchowej udaności — może
potrzebować, jako rozumu chrześcijańskiego, tylko chorego rozumu, staje po stronie
wszystkiego co idiotyczne, wygłasza klątwę przeciw „duchowi”, przeciwko superbia
zdrowego ducha. Ponieważ choroba jest właściwa istocie chrześcijaństwa, musi stan typowo
chrześcijański, „wiara”, być formą choroby, muszą wszystkie proste, rzetelne, naukowe drogi
do poznania być uchylone przez Kościół jako drogi zakazane. Wątpliwość już jest grzechem…

Co sądzisz o tym wpisie?
  • Genialny (0)
  • Świetny (1)
  • Niezły (0)
  • Kiepski (0)
  • Beznadziejny (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

O autorze

  • ZoroastresZoroastres

    Mój pseudonim pochodzi od bohatera książki Nietzschego, mojego ulubionego filozofa. Jestem hellenistą reformowanym, współautorem projektu Olympeion, w ramach którego szukamy współczesnych form dla swej wiary (patrz też blog olympeion). Hobbystycznie zwalczam monoteizmy, takie jak chrześcijaństwo czy islam (na blogu panislam). Łączę w tej krytyce podejście socjologiczne z inspiracjami nietzcheańskimi. Nie mam natomiast - wbrew pozorom - nic wspólnego z zaratustrianizmem. Przeczytaj też : wywiad ze mną

Archiwa

W ostatnich 7 dniach


12
Unique
Visitors
Powered By Google Analytics