Bitango: Hypatia według prof. Dzielskiej

Bitango, czytelnik mojego bloga, dodał w komentarzach recenzję książki prof. Dzielskiej o Hypatii. Uznałem, że nie tylko z racji obszerności ale i merytorycznej wartości, warto podnieść tę recenzję z rangi komentarza do samodzielnego wpisu.

 A zatem dziś gościnnie, Bitango:

 

Zainspirowany tekstem Autora blogu oraz jego zachętą po moim pierwszym poście postanowiłem podzielić się również refleksjami po przeczytaniu całej książki. Kieruję się przede wszystkim faktem, że bardzo trudno jest znaleźć jakąś jej konstruktywną krytykę. Zwykle są to dość płytkie recenzje, które po wyjaśnieniu kim była Hypatia powtarzają główne tezy książki. Inna grupa to wypowiedzi zwolenników tzw. ustaleń Marii Dzielskiej, którzy przytaczają je w dyskusjach na forach internetowych (nota bene zwykle okazuje się, że ich adwersarze książki nie czytali, ale mają na jej temat mocno wyrobioną opinię). Obydwie grupy, tzn. autorzy recenzji i użytkownicy forów traktują pracę Pani Profesor dość bezrefleksyjnie i jak się wydaje czują się zwolnieni z samodzielnego myślenia. Pierwsi prawdopodobnie onieśmieleni profesorskim autorytetem, drudzy wygodą sytuacji, w której swoje własne przekonania mogą tymże autorytetem podeprzeć. W związku z tym poszukując informacji na temat „Hypatii z Aleksandrii” możemy się dowiedzieć głównie o tym na ile to języków została przetłumaczona (z jakiegoś powodu szczególnie ważne są tajski i koreański), że została wydana przez Harvard University i w ogóle jest to absolutnie najlepsza książka o Hypatii, jaka kiedykolwiek powstała. Wywnioskować można również, że prawdopodobnie nie powstanie już żadna lepsza, gdyż źródła są ubogie a ustalenia autorki niepodważalne i co najważniejsze całkowicie bezstronne. Otóż po zakończeniu lektury stwierdziłem, że większość tego typu opinii (promowanych zresztą przy każdej okazji przez samą autorkę) jest tyleż płytka co nie do końca prawdziwa. A teraz do rzeczy.365px-Hypatia_(Charles_William_Mitchell)

1. Pierwszym i rzutującym na całą pracę „błędem” wydaje mi się główne jej założenie. Po przeczytaniu pierwszego rozdziału okazuje się, że byliśmy oszukiwani i manipulowani przez ostatnich kilka stuleci i oto Maria Dzielska zrywa przed nami tę zasłonę kłamstwa i ukazuje nam prawdziwą Hypatię. Oczywiście jest wiele prawdy w tym twierdzeniu. Jednak to samo można by odnieść do całego szeregu postaci historycznych eksploatowanych przez twórców różnych epok. Nie jest również niczym wyjątkowym fakt, że artyści w swych dziełach ukazywali rzeczywistość przez pryzmat nurtów ideologicznych, które nadawały ton ich epoce. Hypatia nie padła ofiarą jakiegoś „spisku literatów”. Natomiast Maria Dzielska padła ofiarą myśli przewodniej, jaką obarczyła swoje dzieło. Już do końca książki musi trwać na pozycji osoby obalającej fałszywe mity, które narosły wokół jej bohaterki. Nie jest przy tym bezstronna, jak usiłuje nam wmówić w różnych swoich wypowiedziach.

Starałem się podejść sine ira et studio do książki Pani Profesor. Niemniej muszę zgodzić się, że rozdział “Hypatia w literackiej legendzie” nie robi dobrego wrażenia. Nie chodzi już nawet o to, że nie zgadzam się z opinią autorki. Prawdopodobnie w wielu punktach jej oceny są trafne. Przynajmniej na tyle, na ile jestem w stanie ocenić sprawę na podstawie słów Dzielskiej. Nie czytałem dzieł, które przywołuje więc zdany jestem na jej, wyraźnie subiektywną, ocenę. Już na samym początku podejrzliwość budzą jej kąśliwe uwagi pod adresem Tolanda czy Woltera. Jednocześnie zdania typu:

“Grzesząc trochę brakiem historycznego spojrzenia z dystansu wieków, bez cienia wątpliwości obciąża on tutaj biskupa Cyryla i jego otoczenie winą za śmierć Hypatii”

wywołują konsternację. Jednak, jak wiemy, autorka nie zwalnia bynajmniej Cyryla od odpowiedzialności za śmierć Hypatii. Ze zdania zatem wynika, że główną przewiną Woltera jest brak dystansu oraz cienia wątpliwości. Bo emocjonalny charakter to chyba jedyny “zarzut” jaki można wysunąć pod adresem przytoczonego przez nią dalej cytatu. Poza tym jest on na tyle ogólnikowy, że posłużenie się nim sprawia wrażenie szukania na siłę powodu do przyczepienia się.

Pod koniec tego samego akapitu Dzielska zaznacza, że w innym miejscu Wolter odwołuje się do postaci cesarza Juliana (ba, nawet go wychwala), jakby to był jakiś powód do wstydu.

I zaraz potem pada zdanie o tym, że Cyryl miał, wedle informacji Woltera, podburzać ludność chrześcijańską przeciw Hypatii. I oczywiście znów jest to przejaw “wrogości wobec patriarchy i kleru aleksandryjskiego”. Nie wątpię w niechęć Woltera wobec wyżej wspomnianych. Ale jest to chyba jednocześnie zgodne z obrazem przebiegu wydarzeń jakim dysponujemy.

Kończąc akapit autorka serwuje nam informację o tym jakoby Wolter marzył by dokonano masakry na Madame Dacier. Nie podaje jednak źródła tej szokującej informacji. No chyba, że jest to wspomniany wyżej Dictionaire Philisophique, co wydaje się trochę dziwne.

Żeby już całkiem pogrążyć Woltera w naszych oczach przywołuje jego niewybredny żart. Nie będę oceniał poziomu samego żartu. Jednak jego przytoczenie świadczy raczej o emocjonalnym stosunku Marii Dzielskiej do postaci Woltera niż wnosi cokolwiek do obrazu Hypatii w literaturze.

Na drugim biegunie źródeł literackich, do których odwołuje się Maria Dzielska znajduje się dramat Mario Luziego, dzięki któremu, jak pisze, “nasza niewielka i niezbyt bogata tradycja wprowadzająca Hypatię do literatury chrześcijańskiej staje się bardziej widoczna i poważna”. Przy obszernym opisie tego utworu nie ma już miejsca na zgryźliwości. Kłócąca się z faktami obecność wśród żywych Synezjusza nie jest bynajmniej żadną manipulacją czy zakłamywaniem rzeczywistości lecz odbywa się “wedle praw poetyckiej licencji”. Z opisu utworu wywnioskować można (może to moja nadinterpretacja), że śmierć Hypatii jest rezultatem “nieodwracalności faz historii” i jednocześnie Hypatia jest w jakimś stopniu sama sobie winna. Tenże literacki Synezjusz stoi na stanowisku, że “(…) myśl grecka oczekuje na pojednanie z logosem chrześcijańskim. Musi nastąpić zgoda tych dwóch światów dyktowana racja najwyższą”. Czy należy rozumieć przez to, że śmierć Hypatii była konieczną ofiarą, by zgoda ta mogła stać się faktem? Bo w końcu m.in. “na ofierze Hypatii wyrastają struktury i idee chrześcijańskiej Europy”. Czy nie jest to manipulatorskie potraktowanie Synezjusza, dla którego, znając jego głębokie przywiązanie do Hypatii, jej śmierć musiałaby być głębokim ciosem. Ale to wg Dzielskiej mieści się w ramach “poetyckiej licencji”.

Do wyżej wymienionych przykładów chciałbym dodać jeszcze kilka. Przede wszystkim konsternację wywołuje zestawienie dwóch utworów przywoływanych przez Panią Profesor. Otóż, jak się dowiadujemy, praca Ursule Molinaro „przerasta swoją dowolnością i zmyśleniami wcześniejsze mitologizacje literackie” przez co budzi „zdziwienie historyka” i wywołuje „żal, że legenda Hypatii przybrała (…) tak odległe od faktów historycznych formy”. Ani zdziwienia ani żalu nie da się jednak zauważyć przy okazji prezentacji poematu Diodaty Roero Saluzzo, która jak się okazuje „prowadzi nas (…) śladem bajecznych losów Hypatii włączając jej historię w (…) tradycję łączącą Hypatię z chrześcijaństwem”. Nie czytałem wspomnianego utworu. Trudno jest mi więc oceniać intencje autorki. Z artystycznego punktu widzenia można przyjąć rozwiązania przez nią zastosowane. Jednak pod względem moralnym wydają mi się cokolwiek wątpliwe. Jest coś głęboko perwersyjnego w wizji Cyryla nawracającego Hypatię. Mało bajeczny wydaje mi się również jej koniec z rąk „pogańskiego” kapłana. To raczej klasyczny przykład odwracania kota ogonem.

Trudno byłoby w tym i tak przedłużającym się poście przeanalizować wszystkie przykłady przytaczane przez autorkę książki. Ograniczę się więc jeszcze do dwóch kwestii formalnych. Zastanawia mnie dobór źródeł. Skoro rozdział traktuje i literackiej legendzie Hypatii co “robią” w nim Gibbon czy Draper. O ile jednak moje uwagi odnośnie zasadności umieszczenia Gibbona czy Drapera w rozdziale traktującym o literackiej legendzie Hypatii można by od biedy uznać za czepianie się o tyle pojawienie się w nim Judy Chicago i jej instalacji „The Dinner Party” musi zaskakiwać. I znów trudno mi oceniać samo dzieło. Mimo to ośmielę się napisać słowo dzieło bez cudzysłowu użytego przez Dzielską. Wydaje mi się, że skoro mimo upływu ponad 30 lat jest ono wciąż wystawiane (od 2007 r. na stałej wystawie w Brooklyn Museum) musi przedstawiać sobą jakąś wartość artystyczną. Dla Pani Profesor jest ono jednak „niezwykle kontrowersyjne, powszechnie uznane za nieprzyzwoite” oraz „radykalnie feministyczne” a na dodatek „imponuje rozmiarami (lecz nie elegancją)”. (Powód takiej a nie innej oceny „The Dinner Party” leży prawdopodobnie w niechęci autorki do feminizmu, którą dość wyraźnie zasygnalizowała w rozmowie z Grzegorzem Miecugowem w programie „Inny punkt widzenia”). Po tych jakże mało bezstronnych uwagach następuje dziwne, moim zdaniem, zestawienie z obrazem Charlesa Williama Mitchella, który przecież prezentuje zupełnie inny rodzaj sztuki i pochodzi z zupełnie innej epoki. Nota bene informacje dotyczące tego obrazu wydają się żywcem wzięte z Wikipedii. Ostatecznie jednak co to wszystko ma wspólnego z literackim obrazem Hypatii?

Druga sprawa to język cytatów. Rozumiem sens przytaczania oryginałów. Podkreśla to poza tym naukowy charakter książki. Ale brak tłumaczeń mnie nie przekonuje. Jeżeli wydaje się książkę to rozumiem, że zamiarem jest chęć dotarcia ze swoimi wywodami do szerszego grona. Jaki więc cel ma jednoczesne ograniczenie możliwości zrozumienia “dowodów” na jakich autorka opiera swoją argumentację. Nie wiem jak inni, ale niewiele znam osób, które władałyby jednocześnie angielskim, francuskim, włoskim, niemieckim i łaciną. Oczywiście jestem jak najbardziej za tym by uczyć się języków. Ale warto na rzeczywistość patrzeć realnie. O ile byłem w stanie zrozumieć cytaty angielskie i przedrzeć się od biedy przez francuskie i włoskie o tyle niemieckie były dla mnie kompletnie niezrozumiałe.

Dodatkowo pewien niesmak budzą kilkakrotnie pojawiające się uwagi autorki sugerujące, jak się wydaje, że nadmierne eksponowanie tragicznego końca Hypatii jest czymś niewłaściwym. Zaś stwierdzenie, że Patrice Giorgiadès kwestię udziału Cyryla w zbrodni „jak przystało na dziennikarza i literata wyższych lotów, pozostawia profesjonalnej wiedzy profesorów, znawców skomplikowanej historii społecznej Aleksandrii” zakrawa na megalomanię i swego rodzaju sekciarstwo.

Tyle na temat pierwszego rozdziału. Można by przyczepić się do jeszcze kilku rzeczy. Ale nie chciałbym być posądzony o obsesję. Podsumowując jest to niewątpliwie najsłabszy element książki Marii Dzielskiej.

2. Po przeczytaniu zamieszczonych wyżej wypowiedzi dużo więcej oczekiwałem po rozdziale drugim. I zasadniczo się nie zawiodłem. Co nie znaczy, że nie ma się do czego przyczepić. Zacznę jednak od tego co mnie w nim przekonuje. Przedstawienie kręgu uczniów Hypatii wydaje się być właśnie tym czym powinien się zajmować historyk. Dzięki dostępnym źródłom autorka ożywia i przydaje znamion indywidualności grupie osób kryjących się dotąd za anonimowym określeniem „uczniowie”. Drugą rzeczą, która zasadniczo trafia mi do przekonania jest rekonstrukcja charakteru nauczania w szkole Hypatii. Na podstawie naszej wiedzy o neoplatonizmie oraz informacji zawartych w listach Synezjusza wydaje się, że obraz zarysowany przez Marię Dzielską jest jak najbardziej prawdopodobny.

Teraz czas na uwagi krytyczne. W rozdziale znajdujemy następujące zdanie:

„Wokół tej «ostatniej poganki», «Hellenki-męczennicy», «ofiary zatrważającego fanatyzmu chrześcijańskiego» (jak chcą twórcy jej nowożytnej legendy) grupują się prawie sami chrześcijanie, pogańscy sympatycy tej religii lub przyszli konwertyci!”

Po przeanalizowaniu informacji na temat jej uczniów, jakich autorka udzieliła nam wcześniej nasuwa się pytanie skąd wniosek, że przeważali wśród nich chrześcijanie i ludzie przejawiający skłonność do chrześcijaństwa. Dzielska, w kontekście studiów u Hypatii, wymienia 18 osób znanych nam z imienia. Spośród nich 13 było na pewno uczniami czy słuchaczami Hypatii. Reszta znalazła się na tej liście na zasadzie czystych domniemań i spekulacji. Z tych 13 o 5 możemy powiedzieć, że z całą pewnością byli chrześcijanami. Przy czym nie mamy pewności, że wszyscy byli chrześcijanami w momencie studiów u Hypatii. Natomiast o Herkulianie możemy powiedzieć, że był prawdopodobnie chrześcijaninem. O religii wyznawanej przez pozostałych znanych uczniów Hypatii nie mamy żadnych informacji. Jaki jest zatem obraz sytuacji? Działalność Hypatii, jako nauczycielki, trwała ponad 25 lat. Synezjusz studiował u niej przez jakiś czas między 390 a 396 r. My zaś dysponujemy informacjami na temat garstki jej uczniów, mających z nim jakiś związek. I tylko kilku z nich można powiązać z chrześcijaństwem. W związku z tym twierdzenie, że wokół Hypatii gromadzili się prawie sami chrześcijanie nie ma żadnego poważnego uzasadnienia.

Innym fragmentem budzącym wątpliwości jest zdanie:

„Natomiast prawdziwym wydarzeniem i punktem licznych odniesień w dalszej części pracy staje się fakt, że również przybywający do Aleksandrii reprezentanci władzy imperialnej stawali się jej bliskimi znajomymi, a pewnie i słuchaczami jej bardziej publicznych wykładów.”

I znów okazuje się, że jedynym udokumentowanym przypadkiem spośród przykładów przytoczonych przez Marię Dzielską jest Orestes. Pozostali z niedługiej zresztą listy urzędników będących „dobrymi znajomymi” Hypatii znalazła się na niej na zasadzie domniemań.

Nie twierdzę oczywiście, że Hypatia nie utrzymywała żadnych relacji z urzędnikami przebywającymi w Aleksandrii. W końcu poświadcza to Damascjusz, piszący o kurtuazyjnych wizytach składanych uczonej przez obejmujących swe stanowiska urzędników. A, jak zaznacza autorka „tym razem mamy podstawy by mu wierzyć” (niestety nie podaje, jakie to podstawy, więc czytelnik z kolei musi jej wierzyć na słowo). Następnie dowiadujemy się, że „materiał do ostatecznej konkluzji” znajdujemy u Sokratesa. Informuje on nas, „że umiała z powściągliwością występować także i wobec przedstawicieli władzy (…) Nie potrzebowała się wstydzić, kiedy pojawiła się wśród mężów, bo wszyscy nie tylko szanowali ją dla nieprzeciętnej cnoty powściągliwości, ale nawet czuli się onieśmieleni”. Odnoszę wrażenie, że Maria Dzielska stara się wyczytać ze źródeł więcej niż w nich rzeczywiście jest. Z przytoczonych świadectw wynika, moim zdaniem, że Hypatia była w mieście personą bardzo poważaną, miała kontakty z wysoko postawionymi osobami. Nie czyni to z niej jednak jeszcze ich bliskiej znajomej czy szarej eminencji Aleksandrii. Jest to raczej ekstrapolacja dokonana na podstawie bliskich relacji z Orestesem.

Tak, jak wspomniałem w zasadzie nie znajduję żadnych zastrzeżeń odnośnie rekonstrukcji nauczania w szkole Hypatii. Oczywiście można by mieć pewne uwagi do dość swobodnej interpretacji przekazów Sokratesa i Damascjusza. Jednak ogólnie ta część książki wydaje mi się spójna.

Gorzej przedstawia się sprawa gdy przejdziemy do określenia religijności Hypatii. Mam wrażenie, że autorka usiłuje za jednym zamachem udowodnić dwie rzeczy, które może nie przeczą sobie nawzajem, ale też niekoniecznie jest im ze sobą po drodze. Z jednej strony przekonuje nas o obecności neoplatońskiego mistycyzmu i elementów teurgii w jej nauczaniu. Stwierdza, że najprawdopodobniej odwiedzała w Kanopos Antoninosa. Z drugiej zaś zaskakiwać musi jej zdanie:

„(…) nie czuła praktycznych związków z kosmosem greckich czy synkretystycznych kultów lokalnych. Nie znajdowała upodobania w popularnym politeizmie i nie brała udziału w praktykach kultowych”

            Zaraz co prawda dodaje, że „może tylko gorliwie przestrzegała nakazów polityki cesarskiej”. Jednak w dalszej narracji można odnieść wrażenie, że pewnikiem jest, że  „wierzenia pogańskie były już dla niej tylko dekoracją”. Oczywiście można uznać, że chodzi jej o kulty lokalne  czy też religijność ludową. Jednak czy można mówić o teurgii w jakimś całkowitym oderwaniu od tradycyjnej religii? Stwierdzenie, że „w żadnym z naszych źródeł nie jest wspomniana jako praktykująca poganka”, biorąc pod uwagą jak skąpe są to źródła, nie dowodzi, że nią nie była. Zresztą sama Maria Dzielska pisze zaraz, że Hypatia „nie wykonywała chyba działań mających na celu pozyskanie i opanowanie licznych boskich emanacji: bogów, demonów, herosów”. Powołuje się tu na Jana z Nikiu, który „nie opowiada nam o jej teurgicznych praktykach, lecz przedstawia ją (…) jako zwykłą czarownicę, uprawiającą czarną magię”. Zaraz jednak musi dodać, że „dla niego nie było żadnej różnicy pomiędzy teurgią i magią”. Autorka zdaje więc sobie sprawę, że rozważania na temat religijnej postawy Hypatii są w zasadzie jedynie gdybaniem.

Wydaje mi się, że na podstawie dostępnych źródeł wysnucie tak daleko idących wniosków na temat stosunku filozofki do religii pogańskiej jest niemożliwe. Po prostu obraz, jaki nam prezentuje pasuje do dalszej argumentacji autorki wyjaśniającej okoliczności zamordowania Hypatii.

3. Zupełnie kuriozalne wydają mi się rozważana na temat daty narodzenia Hypatii. Z rozdziału „Wnioski końcowe” możemy się dowiedzieć, że „udało się ustalić, że Hypatia urodziła się około 355 roku po Chr., a nie, jak zwykło się sądzić, około 370. Autorka znów ustawia się na pozycji demaskatora wielowiekowych zakłamań towarzyszących postaci Hypatii. Jednak im  bardziej zagłębiałem się w lekturę tym większe było moje zdumienie wobec wartości tych ustaleń. Na początku dowiadujemy się, że tradycyjnie przyjęta data została wyliczona na podstawie przekazu Hezychiusza o akme Hypatii przypadającym na panowanie Arkadiusza. Data ta nie jest jednak „pewna i zadowalająca”. Pewna wydaje jej się natomiast informacja przekazana przez Jana Malalasa, że w 415 r. filozofka była „wiekową kobietą”. Interpretując tę informację Dzielska zupełnie pomija fakt średniej długości życia na przełomie IV i V wieku w związku z którym pojęcie „wiekowości” musiało być wówczas inaczej rozumiane niż dziś. Wiek Hypatii w chwili śmierci zostaje dość dowolnie ustalony na 60 lat. Następnie „bawiąc się” datami (inaczej tego nazwać nie można) usiłuje nas Dzielska przekonać, że właśnie taki wiek wynika z przekazu Hezychiusza. Idąc tokiem argumentacji zaproponowanej (za innymi zresztą autorami) przez Panią Profesor możemy według własnego uznania obliczyć poszukiwaną przez nas datę na dowolny moment między 343 a 373 rokiem. Nie wspominając już, że akme nie musi się koniecznie odnosić do wieku. Jednym słowem tego typu rozważania nie prowadzą nas do żadnych sensownych wniosków. We wspomnianej audycji Polskiego Radia autorka stwierdza, że datę narodzenia Hypatii ustaliła w wyniku „wnikliwych i długotrwałych” badań. Być może były aż tak szczegółowe, że nie dało się zamieścić w niedługiej, bądź co bądź, książce innych, bardziej przekonujących argumentów.

Podobną wartość ma argumentacja odnośnie daty narodzenia Teona. Suda podaje, że jego akme miało przypadać na lata panowania Teodozjusza I (379-395). Według Malalasa zaś na panowanie Gracjana (367/75-383). Te dwie informacje pozwoliłyby bardzo zawęzić przedział czasowy, od którego należałoby odjąć 35-40 lat. Tym razem jednak Malalas nie jest już dla Marii Dzielskiej wystarczająco wiarygodny gdyż „bardziej wiarygodne wydają się wczesne lata sześćdziesiąte”. Argumentacja, że musiał być „dojrzałym uczonym” by zapamiętano, że przewidział zaćmienia wydaje się trochę naciągana. Zresztą przypuszczalna data narodzenia Teona, którą zaraz potem autorka przytacza nie jest datą, którą otrzymalibyśmy po odjęciu 35-40 lat od sugerowanego przez nią momentu osiągnięcia przez niego akme.

Jedynym mocniejszym argumentem na temat wieku Hypatii jest jego zestawienie z wiekiem Synezjusza. Rzeczywiście wydaje się prawdopodobne, że powinien kształcić się u osoby starszej od siebie. Nie znaczy to jednak, że musiała być od niego starsza aż o 15-20 lat. Przy obecnych w źródłach  informacjach o jej ponadprzeciętności nie wydaje mi się niemożliwe by osoba w młodym wieku mogła dysponować rozległą wiedzą. Z tego wszystkiego wynika tylko jeden wniosek. Wydaje się, że rzeczywiście należałoby skorygować w jakimś stopniu tradycyjnie przyjętą datę narodzenia Hypatii. Ale cała reszta to błądzenie po manowcach.

Zagadką pozostaje postawa Hypatii wobec wydarzeń z 391/392 roku. Brak wzmianek w źródłach świadczących o związku otoczenia Teona i Hypatii z obroną Serapeum może rzeczywiście sugerować jakieś zdystansowanie się. Wątpliwości co do przyczyn tego zdystansowania się ma sama autorka, choć przyjmuje jako najpewniejszą wersję o obojętności Hypatii na kwestię religii. Trudno tu cokolwiek rozstrzygnąć. Równie prawdopodobna wydaje się wersja o chęci uniknięcia zatargów z władzą. Nie można też wykluczyć, że brak konsekwencji ewentualnego związku Hypatii z omawianymi wydarzeniami mógł być spowodowany jej pozycją w mieście. Którejkolwiek z tych koncepcji by nie przyjąć wydaje się wątpliwe by Hypatia tak głęboko związana z tradycją helleńską i powszechnie określana jako poganka patrzyła z obojętnością na zniszczenie tak ważnego ośrodka, jak Serapeum czy na restrykcje spotykające wyznawców tradycyjnych kultów. A to zdaje się sugerować Maria Dzielska.

4. Ostatnim elementem pracy Marii Dzielskiej budzącym uzasadnione wątpliwości jest jej prezentacja postaci Cyryla i jego zatargu z Orestesem, co słusznie zauważył Autor blogu. Trudno oprzeć się wrażeniu, że stosunek autorki do Cyryla jest ambiwalentny. Z jednej strony nie zwalnia go z odpowiedzialności moralnej za śmierć Hypatii. Z drugiej jednak usiłuje go za wszelką cenę wybielić w kontekście jego konfliktu z prefektem. Dowiadujemy się więc, że w zasadzie jedynym odpowiedzialnym za ten spór był Orestes. Cyryl jawi się nam jako osoba ustawicznie poszukująca drogi do pojednania. Autorka zupełnie nie bierze pod uwagę możliwości, że te zabiegi mogły być ze strony patriarchy polityczną zagrywką a posłużenie się Ewangelią – cyniczną manipulacją. Dowiadujemy się natomiast, że „Orestes był nieugięty” zaś „Cyryl poczuł się bezradny”. Rezultatem bezradności, była napaść na Orestesa dokonana przez mnichów, którzy, jak czytamy, przybyli z pustyni, prawdopodobnie zachęceni przez patriarchę. Dowiadujemy się dalej, że biskup puścił w niepamięć sprawę sprawę zabicia Ammoniusza (przy okazji musiał też puścić w niepamięć napaść na Orestesa). Wydaje się jednak, że uczynił to znów z kalkulacji politycznej. Przynajmniej tak rozumiem w tym kontekście wpływ „mądrej krytyki” na Cyryla. Ale znów to Orestes się nie zmienił i „ w sposób szczególny pozostawał nie przejednany”. Jak ze zdumieniem przeczytałem „zamach mnichów na jego życie, religijne demonstracje Cyryla nie osłabiły jego uporu i zaciętości”. Jakim sposobem oberwanie kamieniem w głowę ma osłabiać upór i zaciętość? Wydaje się raczej naturalne, że takie okoliczności nie nastrajały go do Cyryla pozytywnie. Autorce nie wydaje się to jednak logiczne skoro postanawia znaleźć jakąś specjalną, ukrytą tego przyczynę. I tą przyczyną mają być jego relacje z Hypatią. Jej wielkie znaczenie polityczne miało być źródłem poczucia siły Orestesa. W tym momencie możemy zrozumieć dlaczego tak usilnie przekonywała nas o bliskich relacjach utrzymywanych przez filozofkę z ludźmi władzy, mimo że jedyną poświadczoną w tym kontekście osobą jest Orestes. Miało to przygotować grunt pod dalszą argumentację o źródle zawziętości prefekta. Tak jeden jak i drugi wywód wydają się jednak mocno naciągane. Ale do granic absurdu zbliża się argumentacja dlaczego Hypatia udzieliła poparcia Orestesowi. Dowiadujemy się więc, że Hypatia była bardzo przywiązana do świeckiego charakteru władzy i nie podobała jej się ingerencja patriarchy w prerogatywy władzy świeckiej. Po czym padają zdania:

„Pamiętała niedawne czasy Teofila, który pomimo swej żądzy władzy, walcząc z pogaństwem aleksandryjskim nie działał autorytarnie lecz korzystał z pomocy i poparcia władz cesarskich (…) Była już więc świadkiem tego, że władze cywilne i kościelne współpracowały nieraz ze sobą  również w sposób zgodny, szanując się wzajemnie.”

Można wręcz sobie wyobrazić z jakim zachwytem obserwowała Hypatia, jak Teofil ramię w ramię z władzami cesarskimi zwalczał pogaństwo. Rzeczywiście w czasach Cyryla musiała to wspominać z rozrzewnieniem. Wydaje się to raczej zabrnięciem przez Marię Dzielską w ślepą uliczkę swojej argumentacji.

To chyba wszystkie najpoważniejsze zarzuty pod adresem książki Pani Profesor, jakie nasunęły mi się podczas lektury. Zasadniczo można je podsumować w kilku zdaniach. Przede wszystkim trudno oprzeć się wrażeniu, że autorka najpierw skomponowała swój wizerunek Hypatii, a dopiero później szukała dowodów go potwierdzających. Dlatego też nieraz wydaje się, że doszukuje się ona w źródłach więcej niż rzeczywiście zawierają. Wyczytuje z nich to co chce wyczytać i co pasuje do jej obrazu zdarzeń.

Dużo jednak poważniejszym przewinieniem jest swego rodzaju manipulacja związana z obrazem religijnej postawy filozofki. Okazuje się bowiem, że Hypatię otaczali prawie sami chrześcijanie. Ona sama sprzyjała chrześcijaństwu. Religie pogańskie były jej w zasadzie obojętne. Zniszczenie Serapejonu czy restrykcje spotykające wyznawców tradycyjnych kultów nie robiły na niej absolutnie żadnego wrażenia. Wydarzenia , które doprowadziły do jej śmierci były pozbawione tła religijnego, a jeśli już to były konfliktem między chrześcijanami. Można odnieść wrażenie, ze autorka książki odziera swoją bohaterkę z niemal wszelkiego kontekstu religijnego (poza oczywiście jej neoplatońskim mistycyzmem) i za wszelką cenę stara się ją „odpoganizować”. Taki obraz jest nie do zaakceptowania ponieważ ani nie wynika ze źródeł ani nie wydaje się logiczny. Owszem, polityczny kontekst zbrodni dokonanej na Hypatii jest bezsprzeczny. Odgrywał też zapewne dominującą rolę w całym dramacie. Ale uznanie, że wydarzenia, w których główna rola przypada patriarsze Aleksandrii i jego poplecznikom z jednej strony, a pogańskiej uczonej z drugiej, był pozbawiony kontekstu religijnego i odbywał się poza religijnymi uprzedzeniami epoki jest wyzuty z logiki. Zresztą sama Maria Dzielska pisząc o kampanii prowadzonej przez Cyryla stwierdza, że była ona skierowana do niższych warstw społeczeństwa. Trudno przypuszczać, że wśród przedstawicieli nizin społecznych największe znaczenie miały niuanse polityczne. Trudno też uwierzyć, że osoby, które zamordowały Hypatię nie przywiązywały  żadnej wagi do faktu, że nie była chrześcijanką.

Można by więc zapytać czy w ogóle warto czytać książkę Marii Dzielskiej? Oczywiście, że warto. Pomimo wszystkich moich zastrzeżeń trudno nie docenić ogromu pracy włożonej przez Panią Profesor w przegląd źródeł. Książka ma tę cudowną właściwość, że nawet jeśli nie zgadzamy się z wnioskami wyciągniętymi przez autorkę, mamy okazję wyrobić sobie własną opinię. A w nawiązaniu do filmu „Agora”… No cóż, myślę, że Maria Dzielska powinna być wdzięczna Amenabarowi. Nie wątpię, że sprzedaż „Hypatii z Aleksandrii” znacząco dzięki niemu wzrosła 😉

Co sądzisz o tym wpisie?
  • Genialny (10)
  • Świetny (1)
  • Niezły (0)
  • Kiepski (0)
  • Beznadziejny (0)

One thought on “Bitango: Hypatia według prof. Dzielskiej

  1. Hej

    Ostatnio natrafiłem w sklepie na nową (chodzi o wydanie, nie treść 😉 ) Biblię, która zawiera 1456 stron, z których 360 stanowią komentarze Jana Pawła II. Całość uzupełniają 83 ryciny biblijne Gustave’a Doré oraz średniowieczne, kolorowe mapy świata i Ziemi Świętej.

    http://wpolityce.pl/polityka/188765-wydarzenie-wydawnicze-przed-kanonizacja-jana-pawla-ii-przepiekna-biblia-z-papieskimi-komentarzami-do-czytania-rodzinnego

    Co ciekawe, to cytuję: „ks. Romaniuk przyznał, że tłumaczenie zajęło mu z przerwami – 40 lat”.

    Moim zdaniem to ciekawa pozycja w biblioteczce i zastanawiam się nad kupnem.

    Co sądzicie? Warto?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

O autorze

  • ZoroastresZoroastres

    Mój pseudonim pochodzi od bohatera książki Nietzschego, mojego ulubionego filozofa. Jestem hellenistą reformowanym, współautorem projektu Olympeion, w ramach którego szukamy współczesnych form dla swej wiary (patrz też blog olympeion). Hobbystycznie zwalczam monoteizmy, takie jak chrześcijaństwo czy islam (na blogu panislam). Łączę w tej krytyce podejście socjologiczne z inspiracjami nietzcheańskimi. Nie mam natomiast - wbrew pozorom - nic wspólnego z zaratustrianizmem. Przeczytaj też : wywiad ze mną

Archiwa

W ostatnich 7 dniach


7
Unique
Visitors
Powered By Google Analytics