Bezdroża katolickiej „etyki” (na marginesie batalii o polską szkołę)

Episkopat szykuje się do skoku na ostatni łup w polskiej oświacie. No, miejmy nadzieję, że ostatni. Kto wie, czy za parę lat biskupi nie wymyślą, by zgodnie z jedynymi słusznymi wzorcami z II RP (z której po upadku PRL lubimy tak bezkrytycznie wszystko kopiować i wychwalać) nauka religii w polskich szkołach nie stała się obowiązkowa. Przynajmniej tak oficjalnie, bo nieoficjalnie to już w zasadzie jest…

Po likwidacji Funduszu Kościelnego i przegranej w sprawie in vitro, Kościołowi polskiemu zaczął wyraźnie usuwać się grunt spod nóg. Jednocześnie w polskim Kościele górować zaczyna frakcja obskurancka, czego jawnym przejawem są ostatnie wydarzenia na rynku mediów – od 1 stycznia z ramówki znika Religia.tv, naprawdę świetny kanał, który z przyjemnością się oglądało. W zamian za to coraz częściej krążą słuchy, że KRRiTV po raz kolejny skapituluje przed redemptorystą z Torunia, po raz kolejny czyniąc jego media "równiejszymi", stojącymi ponad polskim ustawodawstwem.

Kościół zaczyna mobilizować wszystkie możliwe działa i przystępuje do kontrataku, którego celem ma być wprowadzenie egzaminu maturalnego z religii. Biskupi hucznie zapowiedzieli, że "tym razem nie odpuszczą". Już 22 lat temu załatwili sobie instrukcją ministra w ówczesnym rządzie Tadeusza Mazowieckiego ciche wprowadzenie nauki religii do szkół. Od 1992 roku przedmiot ten pojawił się na szkolnych świadectwach (podobnie jak w chwalebnej II RP, tam wpisywano również… wyznanie ucznia!). A od czasów ministra Giertycha religia wlicza się do średniej ocen, a jako że zasadniczo nie ma możliwości uzyskania z tego przedmiotu innej oceny niż 5, chodzenie na religię jest zachętą do łatwiejszego uzyskania w ten sposób "czerwonego paska".

Jak podaje ostatnia Polityka, nawet w katolickich Włoszech religia nauczana jest – jak i dawniej w Polsce – w salkach przyparafialnych, szkoła zaś naucza religioznawstwa. Zasadniczo w każdym poważniejszym kraju można w szkole zdobyć wiedzę o światowych religiach, łączoną z poznawaniem wielkich systemów filozoficznych i tym, co u nas jest przedmiotem-widmo o nazwie "etyka". W Polsce szkoła jest narzędziem religijnej indoktrynacji, teraz z możliwością "egzaminowania z wiary". Bo na czym ma polegać ów egzamin maturalny z religii? Na klepaniu paciorków i jasnym zadeklarowaniu swojego wrogiego stanowiska wobec homoseksualizmu? Bo przecież wiadomo, że nie na przeegzaminowaniu z wiedzy na temat chociażby podstawowych dogmatów religii rzymskokatolickiej, historii ich formowania się oraz ich apologii. Bo to po pierwsze byłby egzamin z religioznawstwa a nie z "religii", a po drugie przecież takich rzeczy na szkolnej katechezie się nie naucza. Polskie dziecko od przedszkola do klasy maturalnej, czyli przez połowę swojego dzieciństwa i całą nastoletniość, uczęszcza na szkolne lekcje religii w wymiarze 2 godziny tygodniowo. I co? Wychodząc z nich, nie wie kto to jest Orygenes lub Tertulian, przy pierwszej dyskusji ze Świadkami Jehowy nie jest w stanie obronić prostego dogmatu chrystologicznego, a Augustyna czy Tomasza z Akwinu zna jedynie ze słyszenia, bo katechet(k)a nie przerabiał jego pism nawet w wyborze. Poza tym, wpadamy tutaj też w pułapkę legislacyjną – egzamin maturalny jest egzaminem państwowym, a lekcje religii są jedynym przedmiotem, który nie podlega w żaden sposób państwu. Program lekcji religii ustalają biskupi, do władzy kościelnej należy też mianowanie i odwołanie nauczyciela, bez względu na to co szkoła ma do powiedzenia. Jak tu robić maturę z takiego przedmiotu?

Pojawiają się do czasu do czasu także głosy, by wprowadzić obowiązkowe nauczanie przedmiotu religia/etyka. A że wariant nr 2 istnieje może w 3-4% polskich szkół, oznacza to przymusowe wysłanie prawie 100% polskich dzieci i młodzieży na przymusową indoktrynację. Obrońcy zaraz się odezwą, że z religii "też można wynieść wartości etyczne, nawet lepsze niż z etyki świeckiej". Czyżby?

Obowiązkowym elementem nauki religii od najmłodszych lat jest nauka klepania różnych formułek. Należą do nich tzw. Akty wiary. Interesujący i tkwiący mi wciąż w pamięci jest zwłaszcza ostatni ich fragment:

Ach żałuję za me złości

Jedynie dla Twej miłości

Bądź miłościw mnie grzesznemu

Dla Ciebie odpuszczam bliźniemu

Celowo podkreśliłem najbardziej interesujące fragmenty. Cóż to za etyka? Straszliwie merkantylna! Nie ma tu miejsca na żadną odpowiedzialność za swoje czyny, ponoszenie ich konsekwencji, a w stosunku do innych ludzi na altruizm, prometeizm, współczucie. Tylko handlowanie się z Jahwe o zbawienie swojej duszy. Wedle słów tego wyznania, jedynym powodem dla którego można żałować swoich czynów czy wybaczyć drugiemu człowiekowi, jest unoszący się ponad nami Bóg i kary, jakie może na nas zesłać. Nie ma mowy o współczuciu i poświęceniu dla innego człowieka, bo przy takim podejściu ("Jedynie dla Twej miłości") jesteśmy ukierunkowani tylko na własne JA, inny człowiek istnieje jedynie o tyle, o ile jest środkiem do zdobycia profitów od Boga. Nic dziwnego, że tak często wybrzmiewa ze środowisk chrześcijańskich argument, iż "jak nie ma Boga, to wolno wszystko". Oczywiście, bo gdy katolik traci wiarę w swojego Boga i jego zaświaty, jest przed nim tylko nihilizm i przyzwolenie na samowolę. Bo – wbrew wszelkim deklaracjom episkopatu – w jego religii nie było nigdy żadnej etyki. Był układ handlowy z nadprzyrodzoną istotą, który w przypadku nieistnienia tej istoty staje się niebyły. Bo prawdziwa etyka wypływa zawsze tylko i wyłącznie z filozofii, a nie z religijnego dogmatu. By być człowiekiem porządnym, żyć godziwie i nie krzywdzić innych nie potrzebujemy religijnego dogmatu o niepokalanym poczęciu Najświętszej Panienki, lecz imperatywu kategorycznego Kanta czy etyki spolegliwego obrońcy Kotarbińskiego. Dlatego od wieków chrześcijaństwo nie jest w stanie wygrać z filozofią. W porównaniu z nią nie ma w zasadzie nic do zaoferowania, jest aintelektualne i skrajnie nieetyczne.

Co sądzisz o tym wpisie?
  • Genialny (13)
  • Świetny (16)
  • Niezły (2)
  • Kiepski (0)
  • Beznadziejny (3)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

O autorze

  • feanarofeanaro

    Historyk wyznający słowiańskich bogów. Z chrześcijaństwem i jego apologetami będzie polemizował nie tylko z perspektywy historycznej.

Archiwa

W ostatnich 7 dniach


7
Unique
Visitors
Powered By Google Analytics