Apologia antychrysta

Idea strony antychryst.info [obecnie strona zmieniła domenę na kritikos.pl- Rut. styczeń 2011] spotyka się często z zasadniczym niezrozumieniem, niechęcią czy nawet wrogością ze strony innych pogan. Mają oni swoje racje. Postanowiłem je zebrać, i w tym miejscu na nie odpowiedzieć.

Zarzucano nam nietolerancję, zwalczanie, a nawet prześladowanie chrześcijaństwa. Sądzę, że najpierw trzeba uściślić terminy:

  • a) eksterminacja: fizyczne unicestwianie członków wrogiej religii.
  • b) prześladowanie: zwalczanie jakichkolwiek przejawów wrogiej religii przy pomocy środków prawnych i siły fizycznej (nie musi prowadzić do śmierci, ale np. do przymusowej konwersji).
  • c) dyskryminacja: ograniczanie w pewnych sferach działalności wrogiej religii przy pomocy środków j.w.
  • d) zwalczanie: przeciwstawianie się wszelkim elementom wrogiej religii przy użyciu środków ideologicznych (racjonalnych, moralnych itd, generalnie perswazja)
  • e) krytyka: przeciwstawianie się wybranym elementom wrogiej religii przy użyciu środków j.w.
  • f) tolerancja: pasywne odrzucenie wrogiej religii bez wchodzenia w konflikt.

Oczywiście ten podział jest umowny, ale przy pomocy niego można precyzyjnie odpowiedzieć na pytanie, czym jest Antyk kontra chrystianizm. Sam charakter działalności – prowadzenie strony internetowej czyni absurdalnymi lokowanie jej w sferze walki realnej (punkty a-c). Dla każdego, kto zapozna się z naszą stroną oczywiste będzie, że mieści się na poziomie e), choć jako, że uderzamy w centralne pojęcia chrześcijaństwa, może to sprawiać wrażenie podpadania pod typ d). Nie jest to prawda: nie odrzucamy dogmatycznie wszystkiego, co chrześcijańskie, nie odrzucamy czegoś tylko dlatego, że jest chrześcijańskie. Przyglądamy się naszemu przeciwnikowi nie tylko po to, aby wychwycić jego słabe strony, ale także aby zrozumieć mocne i o ile to możliwe, czegoś się od niego nauczyć.

Przejdźmy jednak do meritum:

Niektórzy więc nie potrafią pojąć, dlaczego występujemy przeciw chrześcijaństwu, skoro jest to religia zasadniczo dobra, oparta na „pro-ludzkich” podstawach.

Zasadniczo się z tym nie zgadzam. Taka ocena wynika z tego, że się samemu przyjęło te podstawy jako oczywiste. Zachęcam, aby 1) dojrzeć jakie są te podstawy i 2) spróbować spojrzeć na nie z zewnątrz. Jako rozwinięcie polegam tekst Manifest antychrześcijański.

Na obronę chrześcijaństwa pojawia się też czasem argument, który używali swego czasu lekko rozczarowani zwolennicy komunizmu: chrześcijaństwo jest samo w sobie dobre, to błądzą ludzie, którzy je interpretują i zmieniają . Czyli: socjalizm – tak, wypaczenia – nie.

Otóż przyglądając się historii chrześcijaństwa można dojść do dokładnie przeciwnego wniosku – dużo częściej ludzie usiłowali zlikwidować sprzeczności tkwiące w doktrynie, pogodzić nauczanie kościoła z wymogami rzeczywistości i rozumu niż odwrotnie (choć i tak się zdarzało). Mimo prawie dwóch tysięcy lat starań uważam, że rezultat nie jest zadowalający, że większość tego, co oceniam w pierwotnym chrześcijaństwie negatywnie, jest nadal żywe w jego współczesnych formach, czasem co najwyżej sprowadzone do formy przetrwalnikowej. Nie zmienia to faktu, nie są dla mnie problemem chrześcijanie, ale chrześcijaństwo.

Inni twierdzą, że chrześcijaństwo jest po prostu inną ścieżką, dla której należy się szacunek, gdyż tak jak inne prowadzi ludzi do spotkania z sacrum. Dla jednych lepsza jest jedna droga, do innych przemawia inna. Co najwyżej jest szkodliwa dla pewnej formy cywilizacji, ale sama wprowadza inną jej formę inny ład społeczny. Zresztą religia, jako taka, nie może być szkodliwa absolutnie.

U podstaw tego typu argumentacji leży pogląd, którego źródła tkwią w antyewolucjonistycznej antropologii kulturowej, a który obecnie uzyskał rangę jednego z dogmatów poprawności politycznej: relatywizm kulturowy. Mając świadomość krzywd, jakie wyrządzili biali ludzie kulturom plemiennym uzasadniając to swoją rzekomą absolutną wyższością, relatywizm ten wpada w drugą skrajność – odrzuca jakiekolwiek wartościowanie kultur jako takich, jak również poszczególnych ich elementów. Wychodzi z założenia, że skoro coś trwa w danej kulturze, to jest tym samym „funkcjonalne” dla niej, zatem jej służy. Jeśli samo trwanie jest usprawiedliwieniem, to w zasadzie niemożliwy jest jakikolwiek osąd czegokolwiek: przecież wyzysk, mordy, gwałty, kłamstwa, okrucieństwo są stare jak świat, żadnej kulturze nie udało się ich wyplenić – wynika z tego zatem, że są w jakiś tajemniczy sposób „funkcjonalne”. Amerykańska socjologia na długo utknęła w tej tautologii, dopóki nie wprowadziła do swego języka pojęcia „dysfunkcji”. Bez uwzględnienia elementów dysfunkcjonalnych, wewnętrznych sprzeczności i konfliktów w społeczeństwie i kulturze niezrozumiała staje się jakakolwiek jego zmiana.

Lęk przed ocenianiem religii wynika w dużej mierze z tego, że religia opiera się na aksjomatach, które nie podpadają pod ocenę rozumu. Jakim prawem rozum może orzec, czy jakieś przekonanie jest prawdziwe czy fałszywe?

Po pierwsze przy pomocy rozumu możemy jednak poddać osądowi wewnętrzną spójność danej religii, jej zgodność z własnymi założeniami. Skoro chrześcijaństwo twierdzi, ze jest religią historyczną, opierającą się nie na micie, ale na faktach historycznych, to możemy owe fakty analizować przy pomocy narzędzi historycznych (co czynimy uprawiając po amatorsku krytyczną biblistykę, a raczej popularyzując jej osiągnięcia). Po drugie, pod rozum podpadają skutki wyznawania danej religii i to w zakresie psychologicznym (jakich ludzi dana religia kształtuje, jakie ludzkie cechy wzmacnia, a jakie osłabia) jak i społecznym (jakie normy szerzy, co zwalcza).

Relatywiści kulturowi czynią osobom odrzucającym ich perspektywę zarzut etnocentryzmu. Przyznaję się do tej winy. Tak, oceniam religię z perspektywy cywilizacji zachodniej. Ale nie oceniam przecież religii Chińczyków! To, co uprawiam, to krytyka jednego ze zjawisk wewnątrz tejże cywilizacji zachodniej.

Na to odpowiedzieć można, że chrześcijaństwo leży u korzeni tej cywilizacji, że krytykując je, uderzam w jej korzenie i tym samym zagrażam jej istnieniu.

To prawda, że chrześcijaństwo jest jednym z korzeni naszej cywilizacji. Drugim, mówiąc w uproszczeniu, jest cywilizacja grecko-rzymska. Zgodnie z zasadą Galilejczyka, iż drzewo poznaje się po owocach, przyjrzyjmy się z dystansu, jakie owoce wydawało nasze europejskie drzewo, gdy czerpało swe soki z jednego i drugiego korzenia. Po jednej stronie mamy ruch żebraczy, husytyzm, reformację, barokową kotrreformację i romantyzm, po drugiej Odrodzenie i Oświecenie, pozytywizm i modernizm. Nie jestem przekonany, by owoce wyrosłe z chrześcijańskiego korzenia były zdrowe, ludzkie i szlachetne. Można je takimi widzieć tylko z perspektywy chrześcijańskiej, kiedy coś jest dobre tylko, gdy jest też słuszne, czyli zgodne z ewangelią.

Na dowód, iż chrześcijaństwo jest równe innym religiom podaje się, że w chrześcijaństwie nie ma niczego, czego by nie można znaleźć w innych religiach, potępienie chrześcijaństwa prowadziłoby więc do potępienia wszystkich religii.

Równie dobrze można by twierdzić, że tlenek węgla (CO = czad) nie zawiera niczego, czego by pełno nie było wokół – sami składamy się w większości z węgla i nie moglibyśmy żyć bez tlenu. Elementy nie mają sensu same w sobie, a jedynie w ramach struktury którą tworzą. Chrześcijaństwo stanowi taką właśnie toksyczną strukturę, nawet jeśli zawiera pewną liczbę elementów szlachetnych.

Innym argumentem zrównującym wszystkie religie jest wskazanie, że różne zbrodnie przypisywane chrześcijaństwu bywały popełniane także przez wyznawców innych religii. Również np. hindusi prześladowali inne religie (jak buddyzm czy chrześcijaństwo), również rzymscy poganie zgotowali chrześcijanom krwawą jatkę.

Zakładając, że tak jest faktycznie, że w każdej religii istnieje element, który może w pewnych warunkach skłonić ludzi do działań tego typu, to jednak zasadne pozostaje pytanie, w jakiej relacji do samej religii ten element pozostaje. Otóż twierdzę, że ten element znajduje się w przypadku chrześcijaństwa bardzo blisko „serca” i bez tego elementu trudno sobie chrześcijaństwo pomyśleć. Tym elementem jest monoteizm. Skoro jest tylko jeden Bóg, to inni muszą być fałszywi, muszą być anty-bogami, diabłami. Ta konsekwencja nie jest tylko możliwa, została wprost wypowiedziana w kanonicznych i wiążących tekstach chrześcijańskich (np. 1 Kor 10:19-22, Ps 96,5, KKK 2112n). Połączenie dogmatu o nieomylności Słowa Bożego z dogmatem o jedyności Boga i jedyności objawienia określa granice, w ramach których chrześcijaństwo może ewoluować.

Zbliżonym argumentem jest ten odwołujący się do bliskości wszelkich religii na poziomach mistycznych. Osoby na najwyższym stopniu duchowego rozwoju – twierdzi się – doskonale się rozumieją niezależnie od formalnej przynależności religijnej.

Niewykluczone, choć trudno tego dowieść. Zwykle ludzie, których się przywołuje jako przykład (B. Griffis, Th.Merton) w zasadzie funkcjonowali na pograniczu religii i często mieli poważne problemy z własną hierarchią. Sami siebie sytuują poniekąd „ponad” zwykłą religią, o ile więc piszemy o tej ostatniej, nasza krytyka ich nie dotyczy. Teza ta brzmi uroczo, gdy się zestawia takie postaci, jak Dalajlama czy Jan Paweł II. Ale – nie wchodząc w to, co można by tym autorytetom zarzucić – mistykami byli też Cyryl Aleksandryjski, bezwzględny dyktator religijny, jak również Gloria Polio, która po uderzeniu pioruna doświadczyła m.in. wizji piekła z jeziorem spermy dla rozwiązłych. Czy sam mistycyzm ma zwalniać spod oceny? Mistyków zwykle jest zresztą zdecydowana mniejszość, w związku z czym trudno z ich powodu wstrzymywać się z orzekaniem o całej religii.

Kolejne argumenty opierają się na podobnej logice – relatywizowania. Np. Jest wiele różnych wyznań chrześcijańskich – czy wszystkie są równie złe? Zakłada się, że nie można mówić tego samego o protestantyzmie, co o gminach Pawła, albo kościele trydenckim, są to wszak zupełnie różne wizje chrześcijaństwa.

Z pewnością, i jako takie zasługują zapewne również na oddzielne potraktowanie. A jednak wszystkie określają się jako chrześcijańskie. Jedne drugim mogą odmawiać ortodoksji czy moralnej skrupulatności, ale nie odmawiają bycia odmianami chrześcijaństwa. Oznacza to, że jest coś, co można by nazwać jądrem chrześcijaństwa (core). Wszystkie wyznania zgadzają się na gruncie monoteistycznego pojmowania Boga, autorytatywnego charakteru Biblii, a szczególnie pism Nowego Testamentu, boskości Jezusa, znaczenia jego życia jako odkupienia/zbawienia, konieczności tego zbawienia w związku z grzesznością człowieka, wszystkie akceptują podobny system wartości i kodeks moralny oparty w dużej mierze na Kazaniu na górze. Zapewne można by wymienić jeszcze inne wspólne elementy i zapewne prawdą jest, iż znajdzie się jakieś wyznanie, które ten czy ów element odrzuca czy pomniejsza. W stosunku do większości mainstreamowych odłamów chrześcijaństwa można mówić o nich jako o przejawach chrześcijaństwa właśnie w tym sensie – zawierają bowiem to wspólne jądro – a to jądro jest głównym przedmiotem naszej krytyki.

Można poczynić zarzut, że zwracamy się przeciw chrześcijaństwu, a nie innym religiom monoteistycznym, które może nawet są groźniejsze.

Zapewne. Najłatwiej krytykować stronę (tak jak i książkę) za to, czego w niej nie ma. Stronę jednak piszemy po polsku, co zawęża nasz krąg odbiorców jak i zakres problematyczny. Chcemy pisać o problemach, które są istotne dla naszego kraju. Uznajemy, że na dziś dzień islam czy judaizm stanowią znacznie mniejszy problem niż chrześcijaństwo, choć to może się zmienić. Zależy nam również, by nasza argumentacja była merytoryczna, co pociąga za sobą konieczność konkretnej wiedzy, a tę posiadamy głównie o chrześcijaństwie. Na szczęście są już dobre strony przestrzegające przed islamem jak euroislam.pl czy religiapokoju.blox.pl.

Inną formą relatywizowania problemu jest wskazanie, że są wszak w chrześcijaństwie elementy cenne i dobre.

To prawda i nigdzie nie krytykujemy czegoś tylko dlatego, że jest chrześcijańskie. Skupiamy się przede wszystkim na wspomnianym jądrze tej religii. Nie oznacza to oczywiście, że w ogóle nie zajmujemy się elementami pobocznymi, ale nie dlatego, ze po prostu są jakoś związane z chrześcijaństwem, tylko dlatego, ze same w sobie oceniamy je negatywnie. Można krytykować jakiś chrześcijański utwór muzyczny, nie dlatego, że jest chrześcijański, ale dlatego, że jest kiepski.

W podobne tony uderza argument, zwracający uwagę, iż jest przecież wielu dobrych chrześcijan.

Ależ nikt temu nie przeczy. Pytanie tylko: czy są dobrzy dzięki chrześcijaństwu? Czy bez chrześcijaństwa byliby źli? Nie krytykujemy zresztą porządnych ludzi tylko za to, że są chrześcijanami, zasadniczo nie krytykujemy chrześcijan, a chrześcijaństwo. Jeśli chrześcijan, to konkretnych i za konkretne rzeczy. Podobnie jak jakaś choroba, np. AIDS, przytrafia się także szlachetnym ludziom, nie oznacza to, że przestaje być chorobą, że nie trzeba jej zrozumieć i starać się leczyć.

Inni, z kolei zwracają uwagę, iż zamiast walczyć z cudzą religią lepiej jest pracować nad wzrostem własnej.

Stawiają nas zatem przed sztucznym dylematem podobnym do tego: czy myć zęby czy też uszy. Dlaczegóż to jeden z tych typów działalności miałby wykluczać drugi?

Niektórzy twierdzą, że nie ma sensu walczyć z chrześcijaństwem, gdyż jest ono obecnie już bardzo słabe, w zasadzie stanowi kolosa na glinianych nogach, czego najlepszym dowodem jest to, ze tak wielu ludzi przechodzi na pogaństwo.

Określać organizację, która (wg jej własnych wprawdzie statystyk) ma ok. 95% członków w Polsce a liczba kapłanów w diecezji rzadko jest niższa niż 500 (dla porównania najliczniejsza organizacja pogańska RKP mówi o ponad 800 członkach w skali kraju) kolosem na glinianych nogach jest chyba przejawem niedoceniania przeciwnika. Zwłaszcza, jeśli pominiemy samą instytucjonalną powierzchnię, ale zdamy sobie sprawę, że nawet gdyby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zniknęły z Polski wszystkie kościoły i wszyscy księża, Polska nie przestałaby być krajem chrześcijańskim. Chrześcijaństwo odcisnęło swoje piętno na myśleniu i to nie tylko chrześcijan. To prawda, chrześcijaństwo upada. Ale niestety, religie potrafią upadać bardzo długo, rzadko szybciej niż kilka pokoleń. Myślenie typu: poczekajcie, aż samo upadnie, pomija te pokolenia wzruszeniem ramion.

Choć przejścia poszczególnych osób na pogaństwo muszą cieszyć, to jednak zdarzające się rekonwersje na chrześcijaństwo dają do myślenia, wskazują, że chrześcijaństwo bynajmniej nie utraciło całkowicie swej atrakcyjności a ta zasługuje na poważną analizę.

Ale, zapytują inni, czy walcząc z chrześcijaństwem paradoksalnie go nie wzmacniamy? Przecież pozwalamy mu się jednoczyć przeciw nam – wspólnemu wrogowi. Tym samym nasza działalność byłaby przeciwskuteczna.

Faktycznie, historia pokazuje, iż chrześcijaństwo wychodziło zwykle wzmocnione z prześladowań. Tak pokazuje przynajmniej historia kościelna. Załóżmy jednak, że tak było faktycznie. Ale były to prześladowania szczególnego typu: w których przeciw religii stosowano środki policyjne. Była to jedna z rzeczy, które zrozumiał Julian Wielki – kierując pięść przeciw myśli nie trafiamy w ogóle myśli, dowodzimy tylko, że nie mamy argumentów. Podążamy drogą Juliana i staramy się kierować myśli przeciw myślom. Nie sądzę, że dałoby się obronić tezy, iż chrześcijaństwo stawało się mocniejsze po tym, jak skierowano przeciw niemu racjonalne argumenty dowodzące jego fałszywości. Chrześcijaństwo musiało się wówczas w takich sytuacjach zmienić, przenieść na inne pozycje – i na tym polegał proces jego wypychania z naszej cywilizacji przez ostatnie kilkaset lat. Czy chrześcijaństwo jest dzisiaj silniejsze, niż sprzed odkryć Kopernika, Kolumba, Darwina, sprzed wynalezienia krytyki biblijnej? Może o tyle, że nie twierdząc już, iż wszechświat powstał w 6 dni, jest odporniejsze na jeden zarzut więcej. W tym sensie jednak, najbardziej odporne będzie, gdy zrezygnuje ze wszystkich swoich absurdalnych twierdzeń. Życzymy chrześcijaństwu takiej odporności i płynącej z niej siły (zakładając, że będzie wtedy jeszcze jakieś chrześcijaństwo).

Innym argumentem jest odwołanie się do tradycyjnej dla pogaństwa tolerancji. W historii pogaństwo w większości wypadków wykazywało się tolerancją wobec innych religii, posuniętą nawet do synkretyzmu, wcielania obcych bóstw do swego panteonu.

To prawda, w pogaństwie jako takim nie ma niczego, co by skłaniało do występowania przeciw innym religiom. Prawdą jest, że dzieje relacji chrześcijańsko-pogańskich w dawnych czasach były złożone i dominowały okresy tolerancji. Faktem jest jednak również, że chrześcijaństwo tej tolerancji nie wykazywało (jeśli nie było do tego przymuszone względami politycznymi) i ostatecznie zatryumfowało. Czy – będąc pogańskimi rekonstrukcjonistami – powinniśmy odtwarzać również te cechy dawnych religii, które doprowadziły do ich upadku? Nie oznacza to, że nawołuje do prześladowań, do podjęcia fizycznej czy politycznej walki przeciw chrześcijaństwu. Nawołuję do realnej oceny zagrożeń płynących z chrześcijaństwa. Postawa tolerancji w pewnych wypadkach oznacza lekceważenie. Chrześcijaństwo dowiodło, że nie należy go lekceważyć. Uważam, że należy podjąć z nim merytoryczną polemikę, a nie wycofywać się na ciepłe i wygodne pozycje idyllicznego pacyfizmu. Jeśli dziś chrześcijanie nas nie zwalczają, to wyłącznie dlatego, że nie postrzegają nas jako poważne zagrożenie. Ale i to nieprawda. Na większości chrześcijańskich stron internetowych poświęconych sektom neopogaństwo figuruje między satanizmem i Antrovisem. Chrześcijaństwo nie jest po prostu jeszcze jedną religią. Poganie próbowali traktować chrześcijaństwo jak religię taką, jak ich własna. Niestety, Bóg chrześcijan nie jest Bogiem, którego dałoby się włączyć do jakiegokolwiek panteonu, gdyż o ile Bogowie pogan mają atrybuty głównie jakościowe, to dla Boga chrześcijan kluczowy jest także atrybut ilościowy: on jest jedyny. Odzierając go z tego atrybutu unicestwiamy chrześcijaństwo. Taka sztuczka udała się chyba tylko Hindusom, mieli to przećwiczone po Buddzie, którego uczynili jeszcze jedną inkarnacją Wisznu i dzisiaj Jezus jest dla nich jednym z Bogów pomagających „na ból zęba”. Ale ten Jezus nie jest Bogiem chrześcijan.

Faktem jest, że pogaństwo nie nakazuje walczyć z jakąkolwiek religią. Ale nakazuje troskę o społeczeństwo którego jesteśmy członkami i działanie na jego korzyść. Antychryst jest więc zasadniczo inicjatywą świecką, nawet jeśli prowadzona jest przez pogan, to nie jest prowadzona z motywów religijnych.

Inni twierdzą, że z racji negatywnego nastawienia nasz głos w dyskusji jest nieobiektywny.

Wszystko zależy jak rozumieć obiektywność. Jeśli jako bezstronność, to faktycznie, nie jesteśmy obiektywni. Ale nie oznacza to, że to, co piszemy jest nieprawdziwe. Nasza strona nie rości sobie pretensji do obiektywnego osądu chrześcijaństwa, strona ta pełni rolę prokuratora przedstawiającego zarzuty i dostarczającego dowodów na ich potwierdzenie. Zdajemy sobie sprawę, że dowody te będą skrytykowane przez stronę przeciwną, dlatego musimy dbać o ich rzetelność. Inaczej sędziowie przysięgli zostaną przekonani raczej przez stronę adwokacką, a raczej przez jedną z licznych stron adwokackich (typu apologeta.pl).

Sądzimy i wystawiamy się na osąd. Krytykujemy i jesteśmy gotowi na przyjęcie krytyki. Mierzymy chrześcijaństwo miarą, jaką ono samo siebie mierzy, twierdząc, że opiera się na historii i że niesie zbawienny wpływ moralny.

Zwraca się nam uwagę, że budowanie swojej wiary w opozycji do innej wiary nie jest sensem pogaństwa.

Możemy się tylko pod tym podpisać. Ściśle rzecz biorąc religią opartą na opozycji do chrześcijaństwa jest satanizm, który odrzucamy. Działalność publicystyczna w ramach antychrysta nie jest sensem naszego pogaństwa. Jest formą naszego społecznego zaangażowania czasami wiążącą się po prostu z naszymi historycznymi zainteresowaniami, czy hobby. Aby się o tym przekonać wystarczy porównać obie nasze strony. Antychryst działa dwa razy dłużej i zawiera ok. 200 stron. Pantheion, z o połowy krótszym okresem bytowania ma tych stron niemal 300 [stan z maja 2010]. A pisanie w internecie bynajmniej nie wyczerpuje naszego życia, również religijnego.

Osoby, które mniej znają się na chrześcijaństwie, za to w rezultacie nabycia głębokiego ludzkiego doświadczenia doskonale znają wszelkie tajniki ludzkich dusz, mogą zawsze pokusić się o psychoanalizę antychrysta i jego redaktorów. Jak wiadomo, gwałtowne odrzucenie dawnej religii jest często pierwszym etapem konwersji na nową. Z tego prosty wniosek, że jeśli ktoś krytykuje dawną religię, to na pewno tylko dlatego, że jeszcze nie dojrzał. Jeśli ta okoliczność nie zachodzi, to zawsze można stwierdzić, że nasze twierdzenie o problemie chrześcijaństwa jest tylko rezultatem tego, iż my mamy jakiś nieprzepracowany problem psychologiczny z chrześcijaństwem, jakiegoś rodzaju uraz.

Nie wnikam w indywidualne intencje redaktorów i mnie to mało interesuje, dopóki przedstawiają prawdziwe informacje. Psychologizm jest ciągle jeszcze tylko argumentum ad hominem, albo nawet ad personam, jeśli nie podążają za tym konkretne argumenty wskazujące gdzie autor zwiedziony własnymi emocjami mija się z prawdą. Osobiście nie widzę nic zdrożnego w tym, by pisanie rzetelnych artykułów było dla pewnych osób autoterapią. Również mniej merytoryczne wpisy na blogach, jeśli mieszczą się w granicach kultury, nie są niczym nagannym. Nadużyciem jest jednak sprowadzanie każdej krytyki istotnych zjawisk społecznych do „negatywnych emocji”. Wrogość jest czymś patologicznym wtedy, gdy natężenie uczuć jest niewspółmierne do wiedzy o negatywnych aspektach przedmiotu tej wrogości. W pewnych sytuacjach patologiczna jest tolerancja (np. tolerowanie antysemityzmu). Uczucia same w sobie nie są negatywne ani pozytywne, są konieczną formą odniesienia się do świata. Obawa, aby nie żywić żadnych „negatywnych uczuć” prowadzi do dość osobliwego wizerunku poganina, jako bardzo sympatycznego człowieka, który ma tylko poglądy „za”, bo jakikolwiek pogląd „przeciw” mógłby kogoś urazić. Do wszystkich się uśmiecha, wszystkich kocha oprócz tych pogan, którzy niektórych nie kochają. Słowo krytyki jest dla niego nietolerancją czy wręcz prześladowaniem jeśli nie zwalczaniem – tak miłuje wolność wypowiedzi wszystkich, byle nie mówili niczego, co może popsuć atmosferę. Atmosferę adoracji własnych poglądów (czytaj – zagłębiania się we własnej ścieżce), która pozwala mu widzieć świat w pięknych i wzniosłych barwach (albo też w ogóle się światem nie przejmować). Dzięki temu też nie ma problemu z wybaczaniem. Po prostu: święty Franciszek z Asyżu, tyle, że politeista. Nie jestem takim poganinem. Pogaństwo zawiera w sobie dla mnie również czynne uczestnictwo w życiu polis, którego jestem członkiem, branie udziału, jako jeden z głosów, w ogólnej debacie nad jego kształtem.

Tak, bycie poganinem oznacza akceptację świata, taki, jaki jest. Oznacza akceptację również istnienia wrogów. Ale nie oznacza zakłamywania rzeczywistości i nazywania wrogów przyjaciółmi. Byłoby to przejawem braku szacunku. Należy wrogów miłować, ale jako wrogów, okazując im to przykładając się do walki. Będąc im wdzięcznym za dobrą walkę, za wskazanie nam w niej naszych słabości.

Jak w każdej dyskusji, zgodnie z prawem Godwina, musi paść sugestia wiążąca nas z nazistami. Wszak jednym ze źródeł inspiracji naszej strony jest Nietzsche, a wiadomo, że naziści wykorzystali go jako inspirację i wiadomo do czego.

Jest to dość tani chwyt. Idee Jezusa znalazły uznanie inspiracyjne w krucjatach, polowaniach na czarownice i zbiorowym samobójstwie Świątyni Ludów. I co z tego?

 

Co sądzisz o tym wpisie?
  • Genialny (4)
  • Świetny (1)
  • Niezły (2)
  • Kiepski (0)
  • Beznadziejny (0)

2 thoughts on “Apologia antychrysta

  1. Bardzo mi się spodobał ten wpis. Pewnie dlatego, że zgadzam się w pełni z jego treścią. Odzwierciedla moje przemyślenia, ale ujmując je w konkretnej formie.

  2. Pingback: Zły poganin | Katedra Rutiliusa

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

O autorze

  • RutiliusRutilius

    Historyczny Rutilius był rzymskim arystokratą, poetą i politykiem. U nas rządzi na forum i pilnuje strony technicznej strony. Ukończył teologię katolicką i... przejrzał. Teraz szuka (po amatorsku) filozoficznych uzasadnień swej wiary. Tradycja helleńska. Rutilius Martinus Vagner | Utwórz swoją wizytówkę

Archiwa

W ostatnich 7 dniach


58
Unique
Visitors
Powered By Google Analytics